Związek nacjonalizmu i katolicyzmu w Polsce to mit

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 listopada 2019, 13:42
Członkowie Stronnictwa Narodowego podczas pogrzebu Romana Dmowskiego. Warszawa 1939 r. (Domena Publiczna)
Członkowie Stronnictwa Narodowego podczas pogrzebu Romana Dmowskiego. Warszawa 1939 r. (Domena Publiczna)/Wikimedia Commons
Tradycja wiążąca polski nacjonalizm z katolicyzmem jest mitem. Stworzono go na potrzeby polityczne w połowie lat 20. XX w.

W 1927 r. Roman Dmowski miał spory problem z Bogiem. 63-letni lider endecji nie przeżywał metafizycznych niepokojów, bo prywatnie sprawy wiary były mu obojętne – nie był człowiekiem wierzącym. Był – jak określił to niedawno jego biograf Krzysztof Kawalec – „chłodny religijnie”. Problem polegał zaś na tym, że między nim a młodszymi rocznikami narodowców pojawiła się bardzo wyraźna przepaść pokoleniowa, której jednym z przejawów był nagły wzrost religijności ludzi, którzy w dorosłość wchodzili już w niepodległej Polsce. Widać to choćby na przykładzie ankiet przeprowadzanych wśród studentów – w 1914 r. ateizm deklarowało 77 proc. z nich, zaś w 1927 r.– 85 proc. określało się już jako ludzie wierzący.

Dmowski musiał na to jakoś zareagować, jeśli endecja miała przetrwać. Partia się starzała – przez młodszych narodowców określana była w najlepszym razie jako „staruszka”. A co gorsze, przeprowadzony kilka miesięcy wcześniej przez Józefa Piłsudskiego zamach majowy realnie zagroził jej politycznemu istnieniu. Aby znaleźć nowe – młodsze – siły, Dmowski postanowił odwołać się do Boga, który do tej pory w endeckich pismach odgrywał rolę marginalną, dekoracyjno-użytkową i usłużną względem narodu. Jeszcze w 1903 r. pisał w „Myślach nowoczesnego Polaka”, że „przykazania dotyczą wyłącznie stosunków pomiędzy ludźmi, jako jednostkami (…) stosunki narodowo-państwowe leżą poza tą sferą”. Dwie dekady później wydał książkę „Kościół, naród i państwo”. „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie” – przekonywał w niej.

>>> Czytaj też: Gdy Polak i Czech się biją. Za te błędy obie nacje zapłaciły niepodległością 

Polska wchodziła w niepodległość jako kraj mocno zlaicyzowany. Nie tylko zresztą ona. Począwszy od drugiej połowy XVIII w. i przez cały wiek XIX dominowała w Europie filozofia oświeceniowa, podsycana wielkim rozkwitem nauk przyrodniczych, z rewolucyjnym wówczas darwinizmem na czele. Europa przestawała wierzyć w Boga, bo religia nie potrafiła wytłumaczyć świata tak dobrze jak nauka, a skrajnie konserwatywne stanowisko teologów, niepróbujących nawet dostosować swoich postaw do nowych czasów, tylko pogłębiało kryzys chrześcijaństwa.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj