"Okazaliśmy powściągliwość...Ale zniszczymy naszych wrogów... Amerykę, Izrael i Arabię Saudyjską, jeśli przekroczą nasze czerwone linie" - mówił do demonstrantów na Placu Rewolucji w Teheranie Husain Salami, jeden z dowódców irańskich Strażników Rewolucji.

Demonstracja była zapowiedziana przez irański MSZ, który w ten sposób chciał odpowiedzieć na antyrządowe protesty, trwające w Iranie od 15 listopada. Tłumy skandowały: "Śmierć Ameryce!", "Śmierć Izraelowi!". Marsz transmitowany był przez państwową telewizję.

Wcześniej w poniedziałek broniąca praw człowieka pozarządowa organizacja Amnesty International (AI) opublikowała raport, w którym stwierdziła, że w trwających od połowy listopada antyrządowych demonstracjach i starciach ze służbami bezpieczeństwa zginęły co najmniej 143 osoby.

"Społeczność międzynarodowa musi potępić celowe użycie śmiercionośnej broni przez irańskie siły bezpieczeństwa, które zabiły co najmniej 143 demonstrantów w trwających od 15 listopada demonstracjach" - oświadczyła AI.

Iran odrzuca doniesienia o liczbie zabitych i nazywa je spekulacjami. Według rządu w Teheranie w zajściach do tej pory zginęło pięć osób, w tym jeden cywil i czterech policjantów.

Trwające od 10 dni demonstracje w Iranie przeciwko reglamentacji paliwa i podwyżce jego cen przerodziły się w antyrządowe protesty, w których spłonęło co najmniej 100 banków i kilkadziesiąt innych obiektów. Władze w Teheranie obwiniły za rozruchy "chuliganów" związanych z żyjącymi na emigracji Irańczykami i "zagranicznymi wrogami" - Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Arabią Saudyjską. (PAP)

zm/ sp/