Trybunał w wyroku z 20 listopada br. (sygn. akt K4/17) uznał, że zmuszanie samorządów, które utworzyły samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej (SPZOZ), do pokrywania jego strat, to w istocie wyręczanie państwa. I dał rządowi 18 miesięcy na naprawienie niekonstytucyjnych przepisów.

Wniosek w tej sprawie złożył Sejmik Województwa Mazowieckiego. Wątpliwości budził art. 59 ustawy o działalności leczniczej (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 2190) w zakresie, w jakim nakłada on na jednostkę samorządu terytorialnego (JST) jako podmiot, który utworzył SPZOZ, obowiązek pokrycia jego straty netto, jeśli lecznica nie jest w stanie tego zrobić same. Alternatywą w takim przypadku jest likwidacja.

Choć nie ma jeszcze uzasadnienia do wyroku, część samorządowców już uznała, że orzeczenie zwalnia ich z płacenia zobowiązań szpitali. Mówią też, że liczą na większe środki z budżetu. A przede wszystkim – na zmianę przepisów.

– Orzeczenie TK będzie na pewno miało jeden istotny skutek: zmusi ustawodawcę do pochylenia się nad systemem finasowania świadczeń opieki zdrowotnej. Będzie więc impulsem do reformy – mówił po wyroku Marcin Wielgolaski, pełnomocnik Sejmiku Województwa Mazowieckiego.

W podobnym duchu wypowiadali się przedstawiciele innych samorządów.

Nadzór musi być

Z wypowiedzi przedstawicieli resortu zdrowia wynika jednak, że reforma może nie pójść w taką stronę, jak oczekują samorządy. I na pewno nie będzie tak gruntowna.

– Po pierwsze, przez następne 18 miesięcy nic się nie zmieni, więc te zobowiązania, które ustawa o działalności leczniczej nałożyła na samorządy, powinny być wykonane – przekonuje wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński.

Po drugie, jak tłumaczy, jeśli przeanalizujemy przepisy w kształcie, który wcześniej obowiązywał (przed wejściem w życie zaskarżonego przepisu nie było obowiązku, ale możliwość pokrywania strat szpitali – red.), okaże się, że to, co chciałyby wyinterpretować z tego orzeczenia samorządy – że państwo powinno przejąć ich zobowiązania – tak samo ma sens teraz, jak i w poprzednim stanie prawnym. A zatem wyrok nie wprowadza w tym zakresie rewolucji.

Przede wszystkim jednak – i wydaje się, że to jest zdaniem resortu istota problemu – Janusz Cieszyński przekonuje, że lepsze efekty przynosi skupianie się na poprawie zarządzania podmiotami leczniczymi niż pójście na drogę sądową.

Wtóruje mu wiceminister Sławomir Gadomski. – Spójrzmy na praktyczny wymiar tego przepisu, który został zakwestionowany. Miał on na celu pokazanie samorządom nie tyle, że mają spłacać długi szpitali, ile raczej wziąć odpowiedzialność za to, co robią podlegli im dyrektorzy. Dziś organy założycielskie zamiast zastanowić się, jak podejść do restrukturyzacji i nadzoru właścicielskiego, poszukały sposobu na zdjęcie z siebie tej odpowiedzialności. Tymczasem powinniśmy raczej starać się ustawowo wzmacniać pewne mechanizmy nadzoru właścicielskiego, a nie jeszcze bardziej je poluzować – ocenia.

Deklaruje, że przygotowując nowelizację przepisów, resort będzie się starał szukać takich rozwiązań, które zrealizują orzeczenie TK, nie zdejmując tego obowiązku z organów tworzących.

Dlatego, jak zastrzegają obaj wiceministrowie, kluczowe jest uzasadnienie.

– Będziemy dążyli do tego, by unormować tę sytuację, ale chcemy wiedzieć, co zdaniem TK było niezgodne i co dokładnie powinniśmy zmodyfikować. Jestem przekonany, że skorygowany przepis, który w ciągu 18 miesięcy przedstawimy, nie będzie kwestionowany – zapewnia Janusz Cieszyński.

Nie chodzi tylko o zdrowie

Tymczasem samorządy przekonują, żeby na wyrok TK spojrzeć bardziej kompleksowo.

– Chciałbym, żeby rozumiano go bardzo szeroko, przez pryzmat konstytucyjnej zasady wiązania wysokości dochodów samorządów z zakresem zadań. Życzyłbym sobie, aby te 18 miesięcy, które ma teraz strona rządowa, wykorzystać na to, żeby wykonać ucieczkę do przodu – mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Rozumie przez to gruntowną nowelizację przepisów dotyczących finansów samorządów, a nie tylko tych zakwestionowanych przez trybunał. Od razu jednak dodaje, że na to nie liczy.

– Jak znam życie, to będzie pójście na minimum, czyli uregulowanie wąskie i branżowe, być może powrót do poprzedniej regulacji, która od obecnej różniła się jednym – mogliśmy, a nie musieliśmy pokrywać straty. Być może do tego resort się ograniczy – przewiduje.

Dodaje, że samorządy na pewno będą używały tego wyroku nie tylko w kontekście ochrony zdrowia. – Będziemy korzystali z niego w rozmowach o dochodach i wysokości środków na zadania zlecone – dodaje.

Podobnego zdania jest mecenas Tomasz Zalasiński z Kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka, pełnomocnik skarżących.

– Wyrok TK wpisuje się w batalię samorządów, aby zadania zlecane ustawami przez państwo były należycie finansowane. Wraz ze wzrostem zadań muszą wzrosnąć nakłady. Problem ten nie dotyczy tylko ochrony zdrowia, ale też edukacji i pomocy społecznej. Trybunał wskazał, że przekazanie zadań państwa samorządowi musi wiązać się z zapewnieniem środków na jego realizację – podkreśla.

Zwraca uwagę, że samorządy są w trudnej sytuacji, bo gros swoich środków muszą przeznaczać na finansowanie zadań w zastępstwie Skarbu Państwa.

Trybunał stwierdził wprost, że taka praktyka jest niedopuszczalna. Odniósł ją wprawdzie do systemu ochrony zdrowia, ale moim zdaniem ustne motywy można odnieść do innych sytuacji – ocenia Tomasz Zalasiński.

>>> Czytaj też: Po raz pierwszy w historii Polska ma kompleksowy plan walki z nowotworami