Zaczęto więc zadawać pytania o to, czy rozrastająca się sieć ma wpływ na postrzeganie władzy i rządzących przez obywateli.

Odpowiedzi wcale nie są jednoznaczne. Optymiści, do takich zaliczają się m.in. Larry Diamond (Uniwersytet Stanforda) i Marc F. Plattner (International Forum for Democratic Studies), wskazują, że internet zapewnia dostęp do informacji, przez co podnosi świadomość społeczną dotyczącą działań decydentów. Z kolei pesymiści, m.in. Hunt Allcott (Uniwersytet Nowojorski) i Matthew Gentzkow (Uniwersytet Stanforda), podkreślają, że sieć w niebywały sposób ułatwia rozpowszechnianie fake newsów.

>>> Czytaj też: Bershidsky: Szczepionka centrystów na bakcyl skrajnej prawicy działa. Jeszcze

Dwaj ostatni badacze przyjrzeli się wyborom prezydenckim w USA w 2016 r. – i ocenili, że podczas kampanii przeciętny wyborca miał styczność z co najmniej jedną fałszywką (bywało, że nawet kilkoma), przy czym więcej z nich dotyczyło przyszłego zwycięzcy głosowania Donalda Trumpa niż Hillary Clinton. Wpływ fake newsów na wynik wyborów zależy od ich skuteczności, a tą jest zmiana decyzji przez wyborcę. Allcott i Gentzkow ocenili, że jeden fake news ma „moc” jednej emisji telewizyjnego spotu i przekłada się na zdobycie setnych części punktu procentowego poparcia. Pesymiści wskazują też na inne negatywne konsekwencje działania internetu w obecnym kształcie, takie jak ułatwienie rozpowszechniania propagandy w reżimach, nadzór nad społeczeństwem czy nawiązanie kontaktu przez populistów z wyborcami.

Reklama

Z kolei Karsten Müller (Uniwersytet w Princeton) i Carlo Schwarz (Uniwersytet Warwick), używając danych tylko dla Niemiec, podali, że coraz większa liczba postów umieszczanych na facebookowym profilu Alternative für Deutschland (AfD), zawierających elementy mowy nienawiści w stosunku do uchodźców, prowadzi do wzrostu aktów przemocy wymierzonych w przybyszów. Müller i Schwarz wykazali, że wpływ postów AfD na liczbę aktów przemocy przeciwko uchodźcom zanika w momencie awarii serwerów u dostawców internetu lub serwerów FB. A więc, konkludują, całkowity brak takich informacji zmniejszyłby liczbę ataków o kilkaset rocznie (w skali roku dochodzi do ok. 3 tys. incydentów).

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej