Minister Di Maio napisał w mediach społecznościowych: "Stało się to, czego się obawialiśmy". Podkreślił, że w obu bazach amerykańskich, zaatakowanych przez Iran, znajdują się siły międzynarodowej koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu, w tym także włoscy żołnierze. Łącznie w Iraku stacjonuje około tysiąca Włochów.

Szef dyplomacji zapewnił ich o bliskości w imieniu swoim oraz całego rządu w Rzymie.

"Obserwujemy ze szczególnym zaniepokojeniem ostatnie wydarzenia i potępiamy atak ze strony Teheranu. To poważny akt, który zwiększa napięcie w tej już krytycznej i bardzo delikatnej sytuacji" - ocenił Di Maio.

"Niestety jest to historia, która się powtarza. Zachęcamy obie strony do umiaru i odpowiedzialności. Region żyje w stanie niestabilności od dekad, a nowa wojna doprowadzi do rozprzestrzenienia się komórek terrorystycznych i nowych fal migracyjnych" - ostrzegł szef włoskiej dyplomacji.

Jak dodał, "to wszystko jest nie do przyjęcia" i zaapelował o "wyciągnięcie lekcji z przeszłości i powrót do dialogu".

Minister obrony Guerini oświadczył zaś: "Bezpieczeństwo naszych żołnierzy jest absolutnym priorytetem". Jak podał resort obrony, jego szef rozmawiał z dowódcą włoskiego kontyngentu generałem Paolo Fortezzą, który zapewnił go, że jego żołnierze nie ucierpieli w wyniku ataku na bazy.

Guerini przeprowadził także rozmowę telefoniczną z irackim ministrem obrony Nadżahem Hasanem Alim asz-Szammarim, któremu powiedział, że konieczne jest "działanie z umiarem i rozwagą".

Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)