Powyrzucałby pan ich wszystkich?

Tak, ale potem część z nich przyjął z powrotem.

Opcja zerowa?

Likwidujemy Trybunał Konstytucyjny, KRS i Sąd Najwyższy, potem układamy wszystko na nowo w konfiguracji akceptowanej przez głównych aktorów sporu politycznego.

Bagatela. W czym problem?

Nikt tego nie chce.

To po zawodach.

I tu można skończyć rozmowę.

Szybko poszło.

Ale możemy też porozmawiać o tym, co dałoby się zrobić, gdyby ta wola była. Wtedy odpowiem, że trzeba zmienić konstytucję.

Jak?

Musimy pilnie rozwiązać dwa problemy. Pierwszy to kwestia równowagi między władzą polityczną a sędziowską. To trzeba poukładać na nowo. Wszystkie kraje zachodnie stworzyły sądy konstytucyjne lub przekazały te kompetencje sądom najwyższym. My mamy Trybunał Konstytucyjny.

I on powinien zostać?

Tak, ale chodzi o spluralizowanie tego ciała, o to, by byli tam sędziowie wybrani z poparciem różnych opcji, może też z poparciem obywateli? Dobrym rozwiązaniem byłoby, by kadencja była długa, a wymiana rotacyjna. Chodzi o to, by trybunał stopniowo zmieniał swój skład, zachował stabilność.

Cały wywiad z Jackiem Sokołowskim przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP