Jeśli ceny ropy nie odbiją i utrzymają się na poziomie mniejszym niż połowa poziomu, którego Arabia Saudyjska potrzebuje, aby zrównoważyć budżet, gospodarka - i wielkie ambicje księcia koronnego, by ją zreformować - mogą stać się jedną z największych ofiar wojny cenowej. Sektor energetyczny stanowi bowiem około 80 proc. eksportu królestwa i odpowiada za dwie trzecie jego dochodów podatkowych.

Gdyby cena ropy Brent pozostała na poziomie 35 dol. za baryłę, to bez korekty wydatków Arabia Saudyjska odnotowałaby deficyt w wysokości prawie 15 proc. produkcji gospodarczej w 2020 r. Jednocześnie saudyjskie rezerwy zagraniczne netto mogłyby wyczerpać się w ciągu około pięciu lat, ocenia Abu Dhabi Commercial Bank.

Goldman Sachs widzi tegoroczny niedobór fiskalny na poziomie prawie 12 proc., co oznacza zwiększenie potrzeb finansowych rządu o 36 mld dol. rocznie.

„Arabia Saudyjska zgromadziła znaczne rezerwy, które pozwolą jej przetrwać długi okres niskich cen, ale może to kosztować” - powiedział Tarek Fadlallah, dyrektor naczelny Bliskiego Wschodu jednostki Nomura Asset Management w Dubaju.

Cenowy zjazd

Rynki ropy naftowej doświadczyły największego spadku od czasu wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. Stało się to w poniedziałek po rozpadzie sojuszu OPEC+, gdy Arabia Saudyjska sprzeciwiła się Rosji, która odmówiła kolejnej rundy cięć produkcyjnych mających podeprzeć ceny ropy.

>>> Czytaj też: Cała prawda o umowie OPEC+. Wydobycie ropy w Rosji bije rekordy

W odpowiedzi na odmowę Rosji ograniczenia produkcji ropy, Arabia Saudyjska agresywnie obniżyła ceny i zwiększyła produkcję. Ruchy te mają na celu wykazanie dominacji Arabii Saudyjskiej nad światowymi rynkami ropy naftowej, zwiększenie przychodów nawet przy malejącym popycie globalnym i odzyskanie udziału w rynku od producentów łupków z Rosji i USA.

Globalny benchmark Brent odrobił straty po największym spadku od trzech dekad. We wtorek za baryłkę płacono około 36 dol. Bank of America Global Research i Goldman Sachs poinformowali, że cena ropy może spaść nawet do 20 dol. za baryłkę. 

„Jeśli ceny ropy pozostaną niskie, to wzrost gospodarczy w Arabii Saudyjskiej zwolni, deficyt budżetowy zwiększy się,
rezerwy stopnieją, a zadłużenie wzrośnie. Byłoby jednak katastrofalne, gdyby cena ropy spadła do poziomu 20 dol.
za baryłkę i pozostała tam przez wiele lat, ponieważ ostatecznie wywarłoby to presję kurs saudyjskiego riyala wobec
dolara” -
uważają ekonomiści Bloomberga.

Arabia Saudyjska, nadal nadwyrężona przez spadki cen ropy sprzed sześciu lat, teraz wchodzi w konflikt na polu ekonomicznym, ale prawdopodobnie nie dorówna Rosji.

Aktywa zagraniczne netto saudyjskiego banku centralnego spadły o około jedną trzecią w stosunku do wartości szczytowej z 2014 roku. Rząd zmierza w tym roku do deficytu budżetowego w wysokości 6,4 proc. PKB przy założeniu, że cena ropy Brent wyniesie średnio około 65 dol. za baryłkę. Żeby jednak zrównoważyć tegoroczny budżet, Saudyjczycy potrzebują ceny ropy na poziomie prawie 84 dol. za baryłkę.

Nasilenie szoku naftowego w czasie, gdy rozprzestrzenia się inne zagrożenie - wybuch epidemii koronawirusa - osłabia globalne zapotrzebowanie na energię, co może wpłynąć na zmianę rachunku ekonomicznego dla Arabii Saudyjskiej. Tymczasem rynek ogłosił już swój werdykt. Saudyjskie obligacje i akcje potaniały w poniedziałek.