Od zaostrzenia przepisów dyscyplinarnych wobec nauczycieli minęło zaledwie pół roku. Niemal od samego początku do rzeczników dyscyplinarnych działających przy wojewodach zaczęły lawinowo napływać wnioski dotyczące naruszania praw ucznia lub dobra dziecka przez nauczycieli. Zwłaszcza ta ostatnia przesłanka spowodowała, że dyrektorzy placówek oświatowych w zasadzie z automatu przekazują rzecznikom takie sprawy.

Przepisy do zmiany

Zgodnie z obowiązującymi przepisami na zawiadomienie rzecznika dyscyplinarnego o popełnieniu przez nauczyciela czynu naruszającego prawa i dobro dziecka jest obecnie trzy dni. Resort edukacji zamierza ten okres wydłużyć do 14 dni. Powód? Właśnie niepotrzebny automatyzm zawiadamiania rzeczników o każdej spornej sytuacji, często nieuzasadnionej, między np. uczniem a nauczycielem.

>>> Czytaj również: Gminy chcą zamykać podstawówki. Kuratoria Oświaty zalane lawiną wniosków

Ale to, co resort zamierza zmieniać, niekoniecznie cieszy samych rzeczników. Chodzi bowiem o kwestie finansowe. Rzecznicy oraz ich zastępcy poza pensją zasadniczą mogą liczyć na dodatkowe pieniądze za zajęcie się i nawet bardzo wstępne przeanalizowanie zgłoszonej przez dyrektora szkoły spornej sprawy. Takie gratyfikacje otrzymują od trzech lat. Wcześniej co najwyżej mogli liczyć na nagrodę ekstra, i to w sytuacji prawdziwego natłoku pracy. A i to nie było regułą.

Lawina wniosków

Z danych resortu edukacji wynika, że na koniec 2018 r. samych wniosków o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych było 728, w ubiegłym roku po zaledwie czterech miesiącach obowiązywania zaostrzonych przepisów – już 1020. To dla rzeczników oczywiście oznacza więcej pracy, ale również możliwość zarobienia większych pieniędzy. Zgodnie z par. 3 rozporządzenia ministra edukacji narodowej z 9 grudnia 2016 r. w sprawie sposobu ustalania wysokości wynagrodzenia przewodniczących komisji dyscyplinarnych… (Dz.U. 2016 r. poz. 2040) rzecznikowi dyscyplinarnemu i jego zastępcom przysługuje wynagrodzenie za przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w wysokości od 100 do 450 zł brutto. W efekcie im większą liczbą skarg się zajmą, tym więcej dostaną dodatkowych pieniędzy. Mogą one być jeszcze większe, jeżeli sporne sprawy skierują dalej do rozpatrzenia komisji dyscyplinarnej.

– To patologiczna sytuacja. Dziwię się, że rządzący nie chcą powstrzymać tej lawiny wniosków. Przecież część skarg kierowanych przez dyrektorów szkół i rodziców jest po prostu absurdalna. Korzystają na tym rzecznicy i osoby zasiadające w komisjach dyscyplinarnych – oburza się Sławomir Wittkowicz, przewodniczący branży nauki, oświaty i kultury w Forum Związków Zawodowych.

I przypomina, że na etapie konsultacji projektu rozporządzenia w sprawie wynagrodzeń m.in. dla rzeczników związek był przeciwny, aby dodatkowo płacić już za samo zajęcie się sporną kwestią. – W takiej sytuacji urzędnik jest bowiem żywo zainteresowany, aby trafiało do niego jak najwięcej takich spraw – dodaje Wittkowicz.

Wynagrodzenie za czas

Oburzenia nie kryje również Związek Nauczycielstwa Polskiego, który jest zdziwiony, że mimo zapewnień MEN nie zdecydowało się na niezwłoczną zmianę przepisów.

– W jednym z województw skarżono się na nauczyciela, że ten w czasie lekcji pozwolił dziecku wyjść do toalety, a tym samym ograniczył mu prawo do nauki i naruszył jego dobro. Z kolei w innym regionie wniosek dotyczył tego, że uczeń w czasie lekcji nie otrzymał pozwolenia na wyjście do łazienki – wylicza Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

Jego zdaniem urzędnikom nie zależy na tym, aby poprawić przepisy o postępowaniu dyscyplinarnym. – Przez taki mechanizm może dochodzić do nadużyć. W gąszczu spraw giną sprawy naprawdę istotne – przestrzega Baszczyński.

Za pracę należy się płaca

Wprowadzonego rozporządzenia płacowego dla rzeczników dyscyplinarnych i członków komisji broni autorka tych rozwiązań.

– Przecież za każdą pracę należy się odpowiednie wynagrodzenie. Dodatkowe pieniądze od każdej rozpatrzonej sprawy mobilizują do tego, aby na bieżąco je sprawdzać i analizować. To również korzyść dla obwinionych nauczycieli, bo pozwala to szybciej oczyścić ich z niezasadnych zarzutów – przekonuje Anna Zalewska, była minister edukacji narodowej, europosłanka PiS.

>>> Czytaj również: Koronawirus w Polsce: Pierwsze samorządy odwołują lekcje i dezynfekują sale

Wskazuje, że wcześniej system również był patologiczny. – Osoby uczestniczące w postępowaniu dyscyplinarnym zajmowały się sprawami społecznie i wielokrotnie nawet nie otrzymywały delegacji za przyjazd na posiedzenie komisji – dodaje minister.

Wojewodowie, a także przedstawiciele kuratoriów oświaty niechętnie mówią o systemie wynagradzania osób uczestniczących w postępowaniach dyscyplinarnych wobec nauczycieli. Z sondy DGP wynika jednak, że np. wojewoda wielkopolski na dodatkowe uposażenia dla rzeczników dyscyplinarnych, a także przewodniczących i zastępców komisji dyscyplinarnych przeznaczył w ubiegłym roku 50 tys. zł. Ale nie wszędzie tak jest.

– Rzecznikiem dyscyplinarnym nauczycieli jest dyrektor wydziału rozwoju edukacji i za dodatkową funkcję nie otrzymuje wynagrodzenia. Jego zastępca dostaje ok. 300 zł brutto – potwierdza Anna Skopińska, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Łodzi. Tam na dodatkowe wynagrodzenia tych osób przeznaczono w 2019 r. ok. 12 tys. zł. ©℗