Jacek Poświata: Forum jest inicjatywą studencką. Pomysłodawcą i organizatorem jest stowarzyszenie Polaków studiujących na London School of Economics and Political Science, jednej z najlepszych uczelni ekonomicznych na świecie. To jest unikalne wydarzenie, na które przyjeżdżają liderzy biznesu i politycy z Polski oraz studenci uczący się w Wielkiej Brytanii. Głównym celem tej inicjatywy jest debata i wymiana doświadczeń. Wspólnie rozmawiamy o wyzwaniach, przed jakimi stoją aktualnie polska gospodarka i przedsiębiorcy. Chcemy angażować studentów w dialog nad tymi tematami i w pewien sposób przygotować ich na to, z czym i oni za chwilę będą się mierzyć w pracy zawodowej. Oczywiście zachęcamy ich do powrotu i rozwijania międzynarodowej kariery w Polsce.

Jakie wyzwania stoją przed polskimi firmami?

Tych wyzwań jest wiele. W tym roku skupiliśmy się na dwóch. Rozmawialiśmy o tym, jak firmy radzą sobie w sytuacji, gdy w ich sektorze nagle pojawiają się nowe technologie lub modele biznesowe, które radykalnie zmieniają ustalony porządek. Czyli o wpływie takich firm jak np. Revolut na sektor finansowy. Właściwie w każdej branży pojawiają się nowe technologie, które wymuszają na istniejących graczach głębokie zmiany. Obserwujemy to w naszej codziennej pracy dla funduszy private equity. Fundusze, dokonując oceny swoich celów inwestycyjnych, analizują czy dana firma ma odpowiednie kompetencje technologiczne, czy jej biznes nie jest zagrożony. Drugie wyzwanie, z którym musimy się mierzyć, to polityka klimatyczna i jej wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstw. Oczywiście nie zabrakło dyskusji na temat wpływu koronawirusa na polską gospodarkę.

To zacznijmy od wpływu nowych technologii i modeli biznesowych. Jaki jest wpływ firm technologicznych na inwestycje funduszy private equity?

Fundusze private equity muszą bardzo uważanie obserwować start-upy pojawiające się w branżach, w których funkcjonują ich spółki portfelowe. Jeśli firma portfelowa działa np. w szybko zmieniającej się branży handlu detalicznego, to fundusz musi wspierać ją w pozyskiwaniu nowych rozwiązań. I to się dzieje. Widzimy, że pozyskanie odpowiedniej technologii może w znaczący sposób pomóc w rozwoju biznesu i wpłynąć na wartość spółki portfelowej.

A jak Pan ocenia wpływ firm technologicznych na sektor bankowy?

Banki to stabilne instytucje, regulowane i nadzorowane przez organy państwowe. Mają dużą wiarygodność i to jest ich niewątpliwym atutem. Tej wiarygodności, przynajmniej na początku, brakuje start-upom, które muszą zapracować sobie na zaufanie klientów. Oczywiście start-upy są w stanie przekonać do swoich usług część osób, zwykle tych młodszych i bardziej otwartych na technologię, ale jednak większość pozostaje wierna tradycyjnym bankom. Start-upy lepiej czują potrzeby klientów, upraszczają wiele czynności, co podoba się klientom.

Co w tej sytuacji mogą zrobić banki?

Banki muszą się zmieniać, by lepiej odpowiadać na potrzeby klientów. I to się dzieje. Mogą same próbować rozwijać technologię albo pozyskiwać ją od start-upów, przejmując je bądź tworząc różnego rodzaju partnerstwa. Pozyskiwanie technologicznych rozwiązań od start-upów to zresztą nie tylko domena banków. Coraz więcej korporacji, również w Polsce, tworzy specjalne fundusze corporate venture capital (CVC), które inwestują w firmy technologiczne.

No właśnie, co powinny robić korporacje, aby w pełni wykorzystać potencjał start-upów?

Kluczowa jest tu organizacja funduszu CVC. Gdy tworzony jest wewnątrz struktur, to często przejmuje korporacyjne zasady działania. To oznacza np. dłuższy czas podejmowania decyzji czy większą awersję do ryzyka, co bardzo utrudnia działanie na rynku VC, który ma zupełnie inną specyfikę. Gdy fundusz jest natomiast zbyt daleko od korporacji może być mu trudniej realizować korzyści związane z wymianą know-how lub synergiami na linii start-up – korporacja, a to główny powód tworzenia CVC przez korporacje.

Wygląda na to, że start-upy mogą pozyskiwać finansowanie z coraz większej liczby źródeł.

To prawda. Kiedyś start-upy, jako spółki o wysokim stopniu ryzyka, były domeną funduszy venture capital. Teraz mogą współpracować również z funduszami CVC, a także z funduszami private equity. Wystarczy spojrzeć na Revolut. Na początku firma rosła dzięki finansowaniu z crowdfundingu, teraz zainwestował w nią amerykański fundusz inwestycyjny TCV. Innym przykładem jest cyfrowy bank Aion, tworzony przez Wojciecha Sobieraja, który pozyskał finansowanie funduszu Warburg Pincus.

A co z wyzwaniami związanymi z polityką klimatyczną? Europa chce osiągnąć neutralność w tej dziedzinie w 2050 r.? Co to oznacza dla polskich firm?

To duże wyzwanie, ale polskie firmy mają świadomość tych zmian. Widzimy, że się do nich przygotowują. Nasz sektor energetyczny w ok. 80 proc. wciąż opiera się na węglu, ale przygotowywane są inwestycje w morskie farmy wiatrowe i inne alternatywne źródła energii. Dziś o wiele łatwiej jest pozyskać fundusze na farmę wiatraków niż na tradycyjną elektrownię węglową. Rośnie grupa inwestorów, którzy zobowiązali się do przestrzegania sformułowanych przez ONZ Zasad Odpowiedzialnego Inwestowania (ESG). Na firmy wywierają też wpływ konsumenci. A Polscy konsumenci wcale nie są mniej świadomi – coraz bardziej zależy im na ochronie środowiska.

Mówimy o wyzwaniach związanych z digitalizacją i klimatem, a tymczasem na świecie panuje epidemia koronawirusa. Jakie mogą być jej skutki dla gospodarki?

Światowa gospodarka już odczuwa spowolnienie z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa. Niedawno OECD obniżyła prognozy globalnego wzrostu PKB w 2020 r. do 2,4 proc. z 2,9 proc. Czy tąpnięcie będzie głębsze, zależy od tego, jak szybko uda się opanować epidemię. Im dłużej będzie trwać, tym mocniej odbije się na gospodarce. Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie branże są jednakowo dotknięte przez wirus. Najbardziej odczuwają to sektory bazujące na pracownikach fizycznych, w których niemożliwa jest praca na odległość, czyli przemysł, transport i logistyka. Negatywne skutki odczuwa też branża turystyczna.

Jak polskie firmy mogą sobie radzić z epidemią koronawirusa, czy mogą się jakoś przygotować?

Z całą pewnością najważniejsi są ludzie, profilaktyka i zapewnienie bezpiecznych warunków pracy. Dlatego w miarę możliwości pracodawcy powinni ograniczać pracę w grupach, zachęcać, gdzie jest to możliwe, do pracy zdalnej. Firmy powinny też przyjrzeć się swoim łańcuchom dostaw i zastanowić się, jak je zmienić. Koronawirus może zadziałać jak dodatkowy impuls do przyśpieszenia digitalizacji i automatyzacji.

________________________________________________________________

Technologiczne szanse i zagrożenia

Rozwój technologii cyfrowych rozbudza wyobraźnię i inspiruje do działania większość menedżerów, stawiając wyzwania, które w wielu przypadkach są szansą, ale czasami również poważnym zagrożeniem. Zaawansowane rozwiązania technologiczne są wymuszane na biznesie przez coraz bardziej wymagających konsumentów, oczekując, że będzie szybko, łatwo i wygodnie. Wiele branż jest zmuszonych do ponownego przemyślenia swojego modelu biznesowego, a słowa: adaptacja, elastyczność i uczenie się nabierają znaczenia w każdej organizacji.

Nasze otoczenie handlowe mierzy się obecnie z rosnącą wartością e-commerce i obsługi tzw. ostatniej mili. Pionierzy innowacji w tej dziedzinie budują przewagę konkurencyjną, automatyzując obsługę i wykorzystując ogromne ilości danych do przygotowania najbardziej optymalnej oferty.

Z kolei producenci są zalewani rozwiązaniami dla niemal każdej sfery działania firmy, zaczynając od funkcji wspierających, poprzez produkcję i logistykę, a skończywszy na sprzedaży i marketingu. Maspex wdraża wiele technologicznych rozwiązań, które zarówno usprawniają pracę, jak i poprawiają naszą pozycję konkurencyjną na rynku. Przykładem są technologie rozpoznawania opakowań na półce, geolokalizacji, eye trackingu, ale również roboty i boty automatyzujące powtarzalne czynności.

Oczywiście istnieje pokusa cyfryzacji wszystkiego tu i teraz – i wielu menedżerów w tę pułapkę wpada. Nie chcą przegapić szansy i podzielić losu firm takich jak Kodak, których w wyniku cyfrowej technologii nie ma już na rynku.

Jestem przekonany, że najbardziej racjonalnym podejściem jest wykorzystanie technologii do realizacji celów wspierających strategię firmy. Ważne jest również nadanie priorytetów inicjatywom cyfrowym wewnątrz organizacji, starając się oszacować, jaką wartość mogą przynieść w krótszym i dłuższym terminie. Nie wszystko trzeba odkładać na przyszłość. Są małe projekty, które można zrealizować szybko, np. te wspierające proces podejmowania decyzji, które w krótkim czasie poprawią jakość decyzji albo ich tempo.

Każdy, kto mierzy się z transformacją cyfrową w swoim przedsiębiorstwie, najczęściej zbudowanym hierarchicznie, widzi, że nie jest to łatwe zadanie. Kluczową kwestią staje się zmiana sposobu myślenia i organizacji: z silosowego w kierunku multidyscyplinarnych, zwinnych zespołów reprezentujących szerszą perspektywę i uzupełniające się kompetencje. To z kolei pojawia się wyzwanie dla współczesnego działu HR, żeby wyławiać i rekrutować talenty, które będą łączyć w sobie potrzebne kompetencje z kluczową w takich organizacjach umiejętnością współpracy. I najważniejsze: trzeba zapewnić zespołom przestrzeń do popełniania błędów i uczenia się na nich. Każda istotna innowacja wymagała wielu powtórzeń. Gdyby nie 10 tys. błędów Edisona, nie mielibyśmy dziś żarówki.

Materiał powstał przy współpracy z Bain & Company