Dziś sejmik woj. zachodniopomorskiego zdecyduje o ewentualnym wystąpieniu do Komisji Europejskiej z wnioskiem o zbadanie, czy w 2017 r. rząd legalnie przejął faktyczne władztwo nad wojewódzkimi funduszami ochrony środowiska. Pytanie, czy Komisja to właściwy adres.

Chodzi o sprawdzenie zgodności nowelizacji ustawy – Prawo ochrony środowiska z 2017 r. z Europejską Kartą Samorządu Lokalnego (EKSL). Zmodyfikowano wtedy przepisy dotyczące składu oraz trybu powoływania członków rad nadzorczych i zarządów wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej (WFOŚiGW).

Wojewódzkie fundusze rocznie obracają miliardami złotych, finansują inwestycje środowiskowe, np. budowę oczyszczalni ścieków, instalację odnawialnych źródeł energii, zakładów utylizacji odpadów, ekomarin itd. Samorządy opierały się przed reformą. Nie podobało im się, że po zmianach z pięciu członków rad nadzorczych WFOŚiGW dwóch wskazuje wojewoda, po jednym: zarząd Narodowego Funduszu, minister środowiska i sejmik województwa.

– Ustawa z 15 września 2017 r. pozbawiła samorząd województwa samodzielności w wyborze członków organów WFOŚiGW i odebrała kompetencję do zarządzania czynnościami w zakresie ochrony środowiska. Fundusze przestały być instytucjami samorządowymi, a stały się rządowymi, bowiem prawo uchwalone przez Sejm te kompetencje przekazało ministrowi właściwemu do spraw środowiska – tłumaczy nam Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego.

Dziś ma zapaść decyzja, czy spór przenieść na grunt międzynarodowy.

– Od samego początku procedowania ustawy nie brakowało zastrzeżeń. Krytycznie oceniały ją Biuro Analiz Sejmowych czy prawnicze autorytety. Wskazywano, że proponowane przez rząd przepisy naruszają konstytucję, mimo to Sejm przegłosował nowelizację prawa ochrony środowiska. Ustawa pozbawiła samorząd województwa samodzielności w wyborze członków organów WFOŚiGW i odebrała kompetencję do zarządzania czynnościami w zakresie ochrony środowiska – argumentuje samorząd województwa.

Wojewódzkie fundusze obracają miliardami złotych

>>> Czytaj też: Konfiskata jeszcze bardziej rozszerzona. Resort sprawiedliwości pracuje nad zmianami

Jak słyszymy, marszałek województwa Olgierd Geblewicz dysponuje opinią prawną Kancelarii Chmaj i Wspólnicy. Analiza ta wskazuje, że ustawa „zmierza do centralizacji władzy na terenie Rzeczpospolitej Polskiej, gdzie obowiązuje konstytucyjna zasada decentralizacji władzy publicznej”. Naruszać to ma zapisy EKSL, do przestrzegania których Polska zobowiązała się w 1993 r. Kancelaria podkreśla również, że w myśl art. 258 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej w sytuacji, w której państwo członkowskie uchybiło jednemu ze zobowiązań, osoba fizyczna lub osoba prawna może zwrócić się do KE z wnioskiem o wszczęcie czynności związanych z możliwością naruszeń państwa członkowskiego.

– Po otrzymaniu takiego wniosku Komisja Europejska rozpocznie kontakty z państwem członkowskim i może wezwać do usunięcia uchybień, wystosować opinię czy zdecydować o wniesieniu skargi do Trybunału Sprawiedliwości, jeśli państwo członkowskie nie zastosuje się do opinii w terminie określonym przez Komisję – tłumaczy nam urząd marszałkowski.

Część naszych rozmówców przekonuje jednak, że z zaangażowaniem KE może być problem, bo EKSL jest dokumentem Rady Europy, która nie jest przecież organem unijnym. Tymczasem w projekcie uchwały, którą dziś zajmie się zachodniopomorski sejmik, czytamy, że „EKSL, jako akt unijny obowiązujący na terenie RP, należy do ogólnych zasad prawa unijnego, ponieważ jest aktem prawa pochodnego. Z tego względu Polska, wprowadzając do porządku prawnego ustawę, nie wykonuje zobowiązań, ciążących na niej na mocy traktatów”.

Co na to przedstawicielstwo KE w Warszawie? Bartosz Zadura również zwraca uwagę, że EKSL jest dokumentem Rady Europy, a nie UE. – KE może wszcząć postępowanie sprawdzające zgodność ustawy – Prawo ochrony środowiska z 15 września 2017 r. z przepisami UE, a nie z EKSL. Zgodność z zapisami Karty ma o tyle znaczenie, że wszystkie kraje Unii Europejskiej są również członkami Rady Europy – zauważa Bartosz Zadura.

Ministerstwo Klimatu zastrzega, że zarówno nowelizacja prawa ochrony środowiska 15 września 2017 r., jak i poprzedzająca ją nowela z 7 kwietnia 2017 r., które zmodyfikowały przepisy dotyczące składu oraz trybu powoływania członków rad nadzorczych i zarządów WFOŚiGW, zostały uchwalone z inicjatywy poselskiej. – Głównymi celami nowelizacji było zmniejszenie kosztów funkcjonowania organów funduszy poprzez zmniejszenie ich liczebności oraz uproszczenie trybu powoływania ich członków – przekonuje resort. Zapewnia też, że żadna z nowelizacji ustawowych nie zmieniła prawnego charakteru wojewódzkich funduszy ani celu ich działalności oraz zakresu zadań. Podkreśla, że wojewódzkie fundusze są „odrębnymi od jednostek samorządu terytorialnego osobami prawnymi” prowadzącymi m.in. samodzielną gospodarkę finansową. – Nowelizacje z 7 kwietnia 2017 r. oraz 15 września 2017 r. nie zmieniły tego stanu – zapewnia ministerstwo. Nie skomentowało natomiast samej inicjatywy radnych, by po kilku latach całą sprawę skierować do rozstrzygnięcia przez KE. 

>>> Czytaj też: Rząd przejadł rezerwy. Kto wesprze przedsiębiorstwa w czasie kryzysu?