Dla notowań na GPW kluczową postacią może być w najbliższych dniach Minister Zdrowia i jego doniesienia o dalszym rozwoju epidemii Covid-19 w Polsce. Inwestorzy będą też śledzić decyzje szefa NBP Adama Glapińskiego, od którego oczekują działań stymulujących polską gospodarkę.

Bieżący tydzień zaczął się na giełdach bardzo nerwowo. Niedzielna i po raz kolejny niespodziewana obniżka stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną oraz towarzysząca jej decyzja o uruchomieniu programu skupu obligacji w wysokości 700 mld USD miesięcznie zwiększyły obawy inwestorów i „rozlały czerwień" na globalne parkiety. Indeksy, które jeszcze przed weekendem odbijały po silnych spadkach, wczoraj ponownie głęboko zanurkowały. S&P500 zniżkował o 11,98%, Dow Jones o 12,93%, a Nasdaq100 o 12,19%. Tym samym była to najgorsza sesja na amerykańskiej giełdzie od 1987 r. Nieco lepiej wyglądały notowania na parkietach europejskich, choć tam spadki też były znaczące. Niemiecki DAX stracił 5,3%, francuski CAC40 5,75%, a brytyjski FTSE100 4%. Na tle tych wyprzedaży spadki na rodzimym WIG20 rzędu 1,79% wyglądają bardzo skromnie. Polskiemu indeksowi niezaprzeczalnie pomaga sytuacja techniczna na wykresie. Zejście poniżej wczorajszego dołka wiązałoby się z pokonaniem poziomu silnego wsparcia wyznaczonego przez minimum z 2009 r. 

Dzisiaj na parkietach azjatyckich sytuacja była nieco bardziej stabilna, co daje nadzieję na lepsze notowania również w Europie. Przy tak wysokim poziomie awersji do ryzykownych aktywów nie można oczekiwać, iż odpowiedzialny za około 60% obrotów na warszawskim parkiecie kapitał zagraniczny ochoczo przystąpi do zakupów, jednak ponad 10-letnie dołki mogą zachęcać nastawionych spekulacyjnie inwestorów do działania. Takiej właśnie reakcji oczekuje większość inwestorów przeprowadzających transakcje na kontraktach CFD na WIG20 poprzez platformę CMC Markets. Pozycje długie posiada obecnie 53% z nich, a ich ilość w ciągu pierwszej godziny dzisiejszych notowań wzrosła aż o 17 pkt. proc. W silniejszym odbiciu może przeszkodzić luka powyżej poziomu 1400 pkt., jednak samo dojście w jej okolice i utrzymanie takich wzrostów oznaczałoby 5-procentową zwyżkę. Ostatnie dni przyzwyczaiły nas do tak dużych zmian dziennych, dlatego rezultat w takiej postaci nie byłby niczym wyjątkowym.

Tak pozytywne nastawienie do polskiego rynku to efekt zapowiedzi NBP o uruchomieniu nadzwyczajnych narzędzi polityki monetarnej, takich jak skup obligacji czy też operacji zwiększających płynność na rynku bankowym. Coraz śmielej mówi się również o tym, iż Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na obniżenie stóp procentowych jeszcze w tym miesiącu, czyli na ruch, przed którym instytucja ta silnie wzbraniała się od lat. Jeszcze do niedawna, w warunkach szybko rosnących cen, faktycznie trudno było oczekiwać inflacjogennego w swojej naturze obniżenia kosztu pieniądza. Biorąc jednak pod uwagę bieżącą sytuację, taki krok nie byłby niczym nadzwyczajnym i wpisałby się w globalne trendy.

Z pewnością kluczowym tematem dla inwestorów pozostanie kwestia tempa rozprzestrzeniania się koronawirusa w Polsce, dlatego kluczową postacią, również dla giełdy, może pozostać Minister Zdrowia i jego aktualizacje odnośnie liczby zarażonych i prognoz na kolejne dni i tygodnie. Od tego bowiem w dużej mierze zależy, jak długo potrwa aktualny paraliż, który dotkliwie dotyka większość przedsiębiorstw w Polsce.

Kalendarium makroekonomiczne, pomimo ważnych w zwyczajnych okolicznościach publikacji, nie zmieni dziś znacząco obrazu rynku. O godz. 11:00 opublikowany zostanie niemiecki  indeks zaufania w biznesie Instytutu ZEW. Nastroje gospodarcze wśród niemieckich przedsiębiorców z pewnością są fatalne, jednak warto odnotować ten odczyt, celem porównania z kolejnymi publikacjami w przyszłości. Po południu poznamy natomiast dane na temat sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej w USA.

Maciej Leściorz - dyrektor ds. sprzedaży i edukacji w Oddziale CMC Markets w Polsce 

>>> Czytaj też: Koronawirus poważnie uderzy w deweloperów? Wartość obrotu mieszkaniami może spaść