Siedzę w domu i kombinuję, czy ten wirus to nie cud.
Bo, zobacz, siedzimy w domach z bliskimi, mamy czas dla dzieci, myślimy i rozmawiamy o rzeczach naprawdę istotnych, jesteśmy bardziej obecni i uważni.
Nie, poczułem nawet spokój. Dopóki to wszystko było w sferze niewiadomej, bo po kolei odwoływano, a to koncerty, a to loty samolotowe i jeszcze zamykano sklepy, to wtedy odczuwałem niepokój.
Nagle okazało się, że tego nie ma i nie będzie, że nie będzie koncertów, nie pojadę na wyspę ani do Izraela. I spłynął na mnie spokój.
Zupełnie nie, co ty? I to nie chodzi o to, że więcej ludzi ginie w wypadkach, ale po prostu nie. Okazuje się, że życie nie musi biec takim torem jak do tej pory.
Mniej latamy, mniej jeździmy, mniej robimy szumu wokół siebie. To wyjątkowy czas i niektórzy ludzie po raz pierwszy poczują, zobaczą, że można żyć inaczej.
Czas pokory, taka pokora level master. To, co się dzieje, pokazuje nam naszą małość, kruchość naszej doczesności. Nagle okazuje się, jak niewiele od nas zależy, że możemy sobie robić plany, a potem pstryk i wszystko znika. Tydzień temu żyliśmy w świecie, w którym kupowaliśmy wakacje, bilety lotnicze, zastanawialiśmy się, jakie jutro podjąć decyzje, a dziś to kompletnie idiotyczne, nieaktualne.
>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP
