Poprawna odpowiedź brzmi: najchętniej żadnej. Ale pytający nalega: a jeśli nie masz wyboru i kogoś zabić musisz? Bo np. jedziesz rozpędzonym tramwajem bez hamulców i na jednym torze leży przywiązany jeden człowiek, a na drugim pięciu? I jedyne, co możesz zrobić, to przestawić zwrotnicę? Co wtedy?

Dylemat tramwajowy to prosty problem etyczny opisany przez dwie filozofki: najpierw Philippę Foot, potem Judith Jarvis Thomson. Czemu prosty? Bo kalkulacja jest prosta: jeden to mniej niż pięć, a jeśli już ktoś musi zginąć, lepiej mniej ludzi niż więcej.

Świetnie. A jeśli musiałbyś własnoręcznie zrzucić na tory grubego kolegę, żeby wykoleić tramwaj i ocalić pięciu? No, z tym już trudniej. A jeśli w dodatku spojrzałbyś mu w oczy, zanim wrzuciłbyś go na tory? A gdybyś go znał, był jego bratem, a gdyby miał niepełnosprawne dziecko? Im bliżej do śmierci, tym trudniej kalkulować, prawda? Kalkulacja moralna to zresztą zawsze piekło; wystarczy sobie przypomnieć, że każdy jest czyimś synem, córką, bratem i każdy ma oczy, w które można spojrzeć. Każdy jest nachalnie i nieusuwalnie człowiekiem. Coś okropnego, brr. 

Pozostałą część artykułu możesz przeczytać w piątkowym weekendowym wydaniu DGP