Jak czytamy w "Rz", takie rozwiązanie wprowadzają już Niemcy. "Niemieckie rozwiązanie polega na tym, że zawiesza ono obowiązek zgłoszenia upadłości, +chyba że niewypłacalność nie wynika ze skutków pandemii koronawirusa lub nie ma perspektyw na wyeliminowanie zaistniałej niewypłacalności+. Większość prawników zajmujących się prawem biznesu, których zapytaliśmy o zdanie, opowiada się za podobnym rozwiązaniem w Polsce" - pisze dziennik.

"Rzeczpospolita" zauważa przy tym, że niezgłoszenie we właściwym czasie wniosku o upadłość niewypłacalnej firmy, zarówno spółki np. z o.o., jak i indywidualnej działalności (sklepik itp.) , grozi szefom i członkom zarządu spółki odpowiedzialnością karną, ale i odszkodowawczą (cywilną). "Zwłaszcza członkowie zarządu spółek z z.o. nierzadko muszą spłacać z osobistego majątku jej długi, dlatego że nie zgłosili firmy na czas do upadłości" - dodaje gazeta.

Przypomina, że czas ten to 30 dni od powstania niewypłacalności przedsiębiorstwa, a więc praktycznie od dnia nieuregulowania dwóch faktur w ciągu trzech miesięcy. "I te rygory to drugi powód, obok ratowania firmy miejmy nadzieję w przejściowych tarapatach, zgłaszania takich postulatów nie tylko przez przedsiębiorców, ale i menedżerów" - tłumaczy gazeta.

"Rzeczpospolita" podkreśla przy tym, że taka nadzwyczajna sytuacja, jak obecna epidemia, powoduje konieczność zastosowania nadzwyczajnych środków. "Niemiecki pomysł zawieszenia obowiązku składania wniosku o ogłoszenie upadłości jest dobrym rozwiązaniem. Da ono przedsiębiorcom czas na powrót do normalności albo własnymi siłami, albo na przeprowadzenie restrukturyzacji" – mówi "Rz" Piotr Zimmerman, radca prawy, specjalista od upadłości i restrukturyzacji. (PAP)