Jest to finansowany przez państwo program, który polega na redukowaniu regularnego wymiaru zatrudnienia. Pracodawca może za zgodą pracownika złożyć wniosek do Federalnego Urzędu Pracy o przejściowe, trwające co do zasady maksymalnie 12 miesięcy, finansowanie wynagrodzenia w czasie, w którym ten pracownik nie wykonuje pracy z powodu przestoju. Jeśli firma potrzebuje go na okres trzech tygodni w miesiącu, a przez czwarty znajduje się „w gotowości”, to płaci pełne wynagrodzenie tylko za „aktywny” okres.

Płatnikiem pensji zastępczej pozostaje pracodawca, jednak otrzymuje on w tym celu pieniądze od wspomnianej powyżej instytucji. Świadczenie nie podlega opodatkowaniu i może zostać udzielone jedynie wówczas, kiedy wystąpi znaczne zakłócenie procesu pracy. Co ciekawe, pracownik zachowuje w czasie chwilowego braku zatrudnienia prawo do świadczeń takich jak opieka zdrowotna. Wynagrodzenie netto pracownika w okresie przestoju wynosi 60 proc., natomiast jeśli w rodzinie zatrudnionego znajduje się dziecko, to wzrasta do 67 proc.

Więcej na ten temat tutaj >>>

Rynki pracy w UE są często krytykowane za brak elastyczności zatrudnienia. Jako przeciwwagę podaje się przykład USA. Ale obecny kryzys pokazuje, że niemiecki system jest w jego warunkach efektywny. Kilka krajów już poszło drogą Berlina i wspiera pracodawców w okresie przestoju w ich działalności. To m. in. Francja, Włochy oraz Holandia – pisze Bloomberg Businessweek.

Co najmniej 26 amerykańskich stanów ma swoje własne programy uelastyczniania zatrudnienia w okresie biznesowego zastoju, które działają podobnie jak Kurzarbeit. Jednak stanowe programy są relatywnie młode i mało znane w porównaniu do europejskich. Inne są również kryteria przyznawania pomocy.

Reklama

Tradycyjnie największymi beneficjentami Kurzarbeitu są producenci. Niemiecki rząd nakłania do szerszego skorzystania z programu także sektor usługowy. W 2009 roku aż 1,5 miliona niemieckich pracowników skorzystało z programu. W tym roku może to być nawet 2,15 miliona. W tygodniu od 16 do 20 marca skorzystało z niego 76,7 tys. firm. Średnia z zeszłego roku to 600 tygodniowo – dodaje Bloomberg.

>>> Czytaj także: Technologiczny koronatest. Czy jesteśmy gotowi na życie w sieci? [WYWIAD]