DGP

Jak silnie według Banku Światowego epidemia koronawirusa dotknie globalną gospodarkę?

Marcus Heinz, przedstawiciel Banku Światowego na Polskę i kraje bałtyckie: Uderzenie COVID-19 jest jak trzęsienie ziemi. Coś takiego nie miało miejsca za naszego życia. Mamy kryzys o skali globalnej, skutki epidemii są niszczące dla światowej gospodarki. Tempo rozwoju tego kryzysu jest ekspresowe. Jeśli popatrzymy na to, co wydarzyło się w 2008 r., kiedy zaczął się rozlewać po świecie ówczesny kryzys finansowy, to jego skutki dla realnej gospodarki – porównywalne z tymi, które pojawiły się teraz – obserwowaliśmy dopiero po mniej więcej sześciu miesiącach. Dzisiaj katastrofa zmaterializowała się po zaledwie kilku tygodniach. Do tego zdrowotne czy ekonomiczne konsekwencje epidemii uderzają de facto w niemal każdego mieszkańca świata. Zamrożenie aktywności gospodarczej wielu branż i sektorów doprowadziło do tego, że mamy szok podażowy związany z ograniczeniem produkcji, usług czy handlu międzynarodowego oraz oczywiście szok popytowy.

Reklama

Czyli przed recesją w tym roku nie uciekniemy?

Zamknięte sklepy, ludzie siedzący w domach, stojące fabryki, to wszystko powoduje, że PKB nie ma jak rosnąć. Oczywiście skala recesji, to jak długo potrwa, będzie zależało od tego, kiedy uda się opanować epidemię i stopniowo przywracać normalne funkcjonowanie wybranych segmentów rynku. Dlatego podawanie liczb, jak głęboka może być tegoroczna recesja, jest obecnie pozbawione sensu, bo zależy od tego, jak będziemy zarządzali obecną epidemią. Na pewno należy zakładać techniczną recesję, czyli spadek PKB w dwóch kwartałach z rzędu. Mamy do czynienia z zewnętrznym szokiem, który nie wynika z fundamentów gospodarczych poszczególnych krajów. To jest sytuacja jak z falą tsunami. Uderza w sposób niekontrolowany i niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. Dlatego rządy na całym świecie próbują dzisiaj tę falę złamać, aby ograniczyć skalę szkód, a te są bardzo duże, jeśli popatrzymy choćby na statystyki związane ze stopą bezrobocia. Tyle że fala jest wciąż bardzo wysoka.

Co dzisiaj powinno być priorytetem dla rządów?

Przede wszystkim rządy powinny chronić życie i zdrowie ludzi, szczególnie tych najsłabszych. Dlatego też konieczne jest wzmocnienie systemów ochrony zdrowia, bo to ich wydajność i skuteczne działanie będą miały kluczowe znaczenie dla ograniczenia i wychodzenia z obecnego kryzysu. Jednocześnie ważne są pakiety dzisiaj chroniące, a w przyszłości stymulujące gospodarkę. Ochrona firm i pracowników jest niezbędna, aby nastąpiło natychmiastowe odbicie po epidemii. Żeby uwidocznić skalę problemów, wystarczy porównać program TARP, który był odpowiedzią administracji Białego Domu na kryzys w 2009 r. i miał wartość 700 mld dol., z obecnymi zapowiedziami wpompowania w gospodarkę 2 bln dol. Do tego dochodzą jeszcze odważne działania banków centralnych i polityki monetarnej – stopy procentowe są cięte, trwa niemal nieograniczony skup aktywów z rynku. To z jednej strony ma stabilizować i uspokajać sytuację na rynkach finansowych, a z drugiej dostarczać płynność dla banków.

>>> Czytaj też: OECD potwierdza: skala gospodarczego załamania największych gospodarek bez precedensu

Czy dla ograniczenia szkód należy wycofywać się możliwie jak najszybciej z zamrożenia gospodarek, które obecnie ma miejsce?

To będzie zależało od tego, jak krzywa zachorowań będzie się kształtowała w najbliższym czasie. To jest odpowiedzialność poszczególnych rządów. Wydaje się, że pewna koordynacja jest tutaj potrzebna, bo granice państw nie są w stanie zatrzymać wirusa.

Jakiego rodzaju wsparcie daje obecnie krajom Bank Światowy?

Nasze cele to przede wszystkim skrócenie czasu, jaki będzie potrzebny na poprawienie sytuacji gospodarczej. Będziemy wspierali poszczególne kraje w restartowaniu wzrostu PKB. Oczywiście musimy też skupić się na wsparciu najbiedniejszych z krajów rozwijających się. Mamy pakiet wart 14 mld dol., z którego środki mogą być szybko przeznaczone m.in. na wspieranie systemów ochrony zdrowia w poszczególnych krajach, które muszą sobie dzisiaj radzić z COVID-19. Przygotowujemy też program finansowania na najbliższe piętnaście miesięcy warty 160 mld dol., aby dzięki niemu wspierać inwestycje w różnych obszarach gospodarki. Do tego pomagamy rządom w pozyskaniu środków medycznych, które są obecnie trudno dostępne, a produkcja środków ochrony czy urządzeń jest poza zasięgiem niektórych państw. Do tego oczywiście tradycyjnie pomagamy służąc i dzieląc się doświadczeniem naszych ekspertów.

W poniedziałek minister rozwoju Jadwiga Emilewicz poinformowała, że prowadzi rozmowy z Bankiem Światowym. Czego one dotyczą?

Bank Światowy może zaoferować Polsce wiedzę i finansowanie. Macie dostęp do wszystkich instrumentów, które oferujemy i od rządu zależy, o jaką pomoc się zwróci. To, co jest szybko potrzebne i możliwe, to wsparcie dla polskiej służby zdrowia, tak bardzo obciążonej skutkami epidemii, w tym momencie skupiające się na szpitalach i efektywności, ale już z uwzględnieniem pracy nad pozostałymi obszarami systemu. Ponadto od pewnego czasu przygotowujemy pożyczkę, która będzie wspierała dalsze reformy na rzecz poprawy jakości powietrza i efektywności energetycznej. Pożyczka ta pozwoli Polsce mieć dostęp do środków finansowych na te cele, a także sprawi, że Bank Światowy przez kolejne lata będzie nadal pomagał we wdrażaniu flagowego programu rządu „Czyste powietrze”. Inwestycje publiczne w tych obszarach zyskują dziś dodatkowe znaczenie obok tylko środowiskowego, bowiem będą wspierać konieczne odbicie gospodarki. Jesteśmy gotowi także na pomoc w inwestycjach w cyfryzację i innowacyjność gospodarki. Jeśli ta sytuacja z zamknięciem w domach będzie się przedłużać, zacznę chyba grać w „Wiedźmina”, który jest symbolem potencjału polskich firm z sektora technologicznego.

Jaka może być wielkość pożyczki dla Polski?

To oczywiście będzie przedmiotem ostatecznych rozmów z polskim rządem, ale mówimy o finansowaniu liczonym w setkach milionów dolarów na cel efektywności energetycznej i poprawy jakości powietrza. To będzie wsparcie skupione na etapie, w którym trzeba będzie ożywiać wzrost gospodarczy. W banku stoimy na stanowisku, że zielone inwestycje i zrównoważony rozwój powinny być silnikiem, który po opanowaniu kryzysu wywołanego epidemią rozkręci polską gospodarkę.

Jak ocenia pan pakiet antykryzysowy dla firm i pracowników, który przygotował polski rząd?

Uważam, że użyte instrumenty i kierunek działań są słuszne. Ważne jest to, że wartość programu sięga, jeśli popatrzymy na wydatki budżetowe, politykę monetarną, gwarancje kredytowe, niemal 10 proc. PKB. To znaczy, że jest to wsparcie dość ambitne. Cieszy też, że rząd zauważył potrzebę ochrony miejsc pracy, a także wsparł grupy najbardziej narażone na utratę bezpieczeństwa socjalnego i finansowego, szczególnie osoby samozatrudnione i na umowach cywilnoprawnych. W obliczu zagrożenia znaczącego wzrostu bezrobocia można byłoby zrobić dla nich jeszcze więcej. Ważne, aby ta pomoc została teraz jak najszybciej dostarczona przedsiębiorcom i pracownikom z minimalnymi procedurami administracyjnymi, niemal automatycznie. Pomoc potrzebna jest dosłownie teraz, czas na weryfikację będzie później.

Czy coś powinno zostać zmienione albo jakie kolejne działania należy podjąć?

O tym nie chciałbym rozmawiać z polskim rządem przez media, tym bardziej że zaproponowaliśmy nasze doradztwo w obecnym kryzysie. Dzisiaj widzimy już, że bardzo wiele krajów – blisko 70 – zwróciło się po naszą pomoc. Na chwilę obecną pakiet antykryzysowy Polski wydaje się dość duży, ale czy będzie wystarczający zarówno na poziomie krajowym, jak i regionalnym, to zobaczymy już wkrótce. Na pewno ważne i pocieszające jest to, że kryzys przyszedł, kiedy Polska ma relatywnie niewielki dług publiczny w relacji do PKB, solidne fundamenty makroekonomiczne i finansowe gospodarki. Do tego jest przestrzeń budżetowa, aby przygotować adekwatną odpowiedź na szok, jaki wywołała epidemia COVID-19.

>>> Czytaj też: WHO: Do końca epidemii w Europie jeszcze daleko. Nie można "opuszczać gardy"



Będzie źle, ale nie najgorzej

Zdaniem analityków Banku Światowego wzrost PKB w Polsce wyniesie w tym roku zaledwie 0,4 proc. wobec 4,1 proc. w 2019 r. To jednak wciąż optymistyczna prognoza. Większość ekonomistów przewiduje recesję i zastanawia się jedynie, jak głęboka ona będzie.

Według BŚ w dół wzrost w tym roku pociągną ponad 3-proc. spadki konsumpcji i inwestycji. Odbicie ma przyjść w 2021 r. ze wzrostem 2,2 proc. i w 2022 r. z przyspieszeniem do 2,9 proc. Żeby jednak ten scenariusz się zmaterializował, rządzący muszą sobie poradzić z dziejącym się tu i teraz kryzysem. Ryzyka dla gospodarki przeważają bowiem nad szansą, że tempo rozwoju będzie szybsze. Eksperci BŚ uważają, że głównym wyzwaniem dla rządu – w perspektywie krótkoterminowej – jest obecnie złagodzenie społecznego i gospodarczego wpływu pandemii. Ich zdaniem pełen wpływ COVID-19 na gospodarkę jest obecnie trudny do oszacowania i zależy od powodzenia działań, które służą powstrzymaniu rozprzestrzeniania się wirusa. Przedłużenie epidemii jeszcze silniej ograniczy działalność gospodarczą, obciąży służbę zdrowia, wpłynie na łańcuchy dostaw, pogorszy nastroje inwestorów i popyt konsumentów. Jeśli zmaterializuje się taki scenariusz, należy się spodziewać głębszej recesji. Analitycy banku wskazują jednak, że Polska ma amunicję, aby radzić sobie z obecnym kryzysem zarówno po stronie budżetu państwa, jak i polityki monetarnej.

>>> Czytaj też: Różne oblicza pandemii. Jak Polska wypada na tle innych państw? [INFOGRAFIKA]