Wyobraźmy sobie przeciwieństwo Stanów Zjednoczonych kierowanych przez Donalda Trumpa podczas epidemii koronawirusa. Oto Niemcy pod rządami Angeli Merkel – pisze Andreas Kluth w serwisie Bloomberg.

To wciąż wczesny etap pandemii, ale nie jest za wcześnie, by zaryzykować prognozę: Niemcy i kanclerz Angela Merkel wyjdą z tego w niezłej formie. Co więcej, Merkel może być w jeszcze lepszej sytuacji, gdy epidemia wejdzie w drugą fazę, kiedy to ograniczenia stopniowo zostaną zniesione, a życie społeczne i gospodarcze powróci na swoje tory.

Ta pandemia nie zakończy się fanfarami w telewizji. Będzie długo i powolnie wchodzić w remisję, a jej ugaszenie będzie zarządzane nie bez niepowodzeń czy niuansów, z trzeźwością i inkrementalizmem. I, ryzykując stereotypy, można stwierdzić, że wymienione wyżej cechy są też charakterystyczne dla współczesnych Niemiec w ogóle – a dla Merkel w szczególności.

Dla Niemiec dobra strategia – zarówno w pandemii, jak i w większości innych sytuacji – nie oznacza bycia pionierem. Nie był to pierwszy kraj, który na pojawienie się Covid-19 zareagował użyciem wymyślnej technologii – ten zaszczyt trafia do Tajwanu albo Korei Południowej. Nie jest też pierwszym, który rozluźnił ograniczenia; tę rolę odegrały sąsiednie państwa: Dania, Austria i Czechy, podczas gdy Niemcy właśnie przedłużyły zamknięcie szkół do 3 maja. Niemcy przez jakiś czas miały jeden z najniższych na świecie wskaźników śmiertelności. Ale nawet ta wartość, wynosząca obecnie 2,6 proc., rośnie – zbliżając się do średniej światowej.

>>> Czytaj też: Świat próbuje wrócić do normalności. Na jakich zasadach inne państwa odmrażają gospodarkę?

I choć wygląda to na pogarszającą się sytuację, to właśnie pomoże wyjaśnić, dlaczego Niemcy tak dobrze radzą sobie w obecnym kryzysie. Na początku wskaźnik śmiertelności był niski, ponieważ kraj ten niezwykle szybko wprowadził szeroko zakrojone testy. W wyniku tego udało się opanować wiele zakażeń wśród młodszej populacji, która przechodzi Covid-19 bezobjawowo, podczas gdy inne kraje nadal testowały osoby głównie starsze i widocznie chore. Więcej potwierdzonych przypadków rozszerzyło mianownik, a tym samym zmniejszyło wskaźnik śmiertelności.

Niemcy korzystały również ze swojej struktury federalnej, a w szczególności ze zdecentralizowanej architektury swojego systemu opieki zdrowotnej. W tym sensie jest to przeciwieństwo scentralizowanej Francji i federalnej, ale też dysfunkcyjnej Ameryki. W styczniu w jednym z berlińskich laboratoriów opracowano pierwsze zestawy testowe, a następnie szybko podzielono się nimi z 84 innymi laboratoriami w 16 krajach związkowych, które przekazały je lokalnym szpitalom i klinikom. Teraz Niemcy rozwijają się w dziedzinie badań.

Dzięki szybkiej reakcji na wybuch epidemii, Niemcy zapewniły sobie czas na wykorzystanie innych, istniejących już pozytywów. Jeszcze przed wybuchem epidemii kraj miał znacznie więcej łóżek na oddziałach intensywnej terapii niż większość innych państw. A dodał ich jeszcze więcej. Niemcy nadal mają wolne moce przerobowe: około 10 tys. z ponad 22 tys. łóżek wciąż jest wolnych. Dzięki temu niemieckie szpitale mogą uratować życie większej liczbie pacjentów – a nawet pomóc niektórym chorującym z Francji i Włoch.

>>> Czytaj też: Berlin tworzy tarczę antykryzysową dla sektora transportowego

Kolejnym istniejącym wcześniej atutem pod względem społeczno-ekonomicznym jest liczące sto lat prawo pracy, które zapobiega nagłym zwolnieniom i pozwala pracownikom otrzymywać wynagrodzenie nawet wtedy, gdy ich praca tymczasowo jest zawieszona. Nazywany Kurzarbeit (dosłownie „krótka praca”), program nakłania firmy do ciągłego wypłacania pracownikom do 67 proc. wynagrodzenia nawet wtedy, gdy nie mają oni nic do roboty – a rząd im to zwraca. Do programu przystąpiło już ponad 650 tys. firm, reprezentujących miliony pracowników – od piekarzy i sprzątaczy po inżynierów. Dzięki temu pracownicy i ich rodziny mogą pozostać finansowo zabezpieczeni podczas ograniczenia, a gdy pandemia minie, będą mogli szybko wrócić do pracy.

Podczas gdy znaczna część tej infrastruktury medycznej i społecznej istniała przed kryzysem, pytaniem pozostało, jak republika federalna pod przywództwem żegnającej się ze stanowiskiem kanclerz poradzi sobie politycznie. Stany Zjednoczone pod rządami prezydenta Donalda Trumpa, zagorzałego przeciwnika Merkel, wydają się być pochłonięte przez konflikt ego między Białym Domem a kilkoma gubernatorami stanowymi. Coś podobnego mogło się zdarzyć też w Niemczech.

Ale nie ma żadnych konfliktów, o których by warto wspominać. Niemieckimi odpowiednikami gubernatorów USA walczących z koronawirusem, jakAndrew Cuomo z Nowego Jorku i Gavin Newsom z Kalifornii, są Markus Soeder z Bawarii i Laschet Armin z Nadrenii Północnej-Westfalii. Mimo że są politycznie sprzymierzeni z Merkel, są na dobrej drodze do walki o jej stanowisko w przyszłym roku i dlatego mogą szukać rozgłosu. Ale ich niesnaski są błahe: Laschet chce nieco szybciej odmrozić gospodarkę, Seder skłania się ku ostrożnej strategii. Jednocześnie są uprzejmi, zarówno wobec siebie, jak i wobec Merkel.

>>> Czytaj też: Niemccy eksperci wskazują problemy i odradząją szybkie otwieranie podstawówek

Wygląda na to, że wszyscy niemieccy politycy i obywatele złożyli tajną przysięgę, by pozostawić sprawę ekspertom. Nie powinno to być zaskoczeniem w kulturze, gdzie mail od starych znajomych może zaczynać się słowami „Drogi panie profesorze Schmidt”. Ale ponownie – kontrastuje to z USA i ich prezydentem, który wydaje się mieć zupełnie inne zdanie niż rządowy ekspert od chorób zakaźnych, Anthony Fauci.

Niemiecka debata na temat tego, kiedy i w jaki sposób można złagodzić blokady, czy też zacisnąć ograniczenia, będzie przebiegać inaczej niż w innych miejscach. Kraj ten jest bardziej jak technokracja niż demokracja. Konwencja poświęcona nominacji w wyścigu po stanowisko Merkel została właśnie przełożona z tego miesiąca – najwcześniej na grudzień.

Przykładowo, podczas odbywających się w tym tygodniu wideokonferencji między kanclerz a liderami państw niemieckich w dużej mierze dyskutowano o potencjalnych zaletach jednego z referatów, przygotowanego przez Niemiecką Narodową Akademię Nauk, w którym wezwano do selektywnego ponownego otwarcia szkół dla niektórych grup wiekowych, a także innego, w którym wezwano do zamrożenia gospodarki na kolejne trzy tygodnie.

Jedna z krytycznych opinii wysuwanych w ostatnich latach pod adresem Niemiec i Merkel – zarówno przeze mnie, jak i przez innych – dotyczy tego, że kraj ten nie ma już odwagi, by popierać wielkie idee czy wprowadzać daleko idące reformy, a zamiast tego przepycha się w małodusznych, małych kwestiach. Ten sposób myślenia będzie problemem po ustąpieniu pandemii, ponieważ Niemcy nadal borykają się z dużymi długoterminowymi problemami: od starzejącego się społeczeństwa po jego gospodarcze wyczerpanie.

Ale ta krytyka odnosi się do normalnych okresów, a do nich zdecydowanie nie należy rok 2020. Rewersem niemieckiej „polityki małych kroków” jest porządek, niezawodność i beznamiętne kompetencje. To nie jest recepta na ożywienie w dobrych czasach, ale dzięki niej więcej ludzi jest bezpiecznych, gdy sprawy mają się źle.

>>> Czytaj też: Pandemia przyniesie społeczne rewolucje. Stare reżimy mogą zostać zmiecione z powierzchni ziemi