Aktualizacja oceny ryzyka zawodowego, zapewnienie przegród i maseczek, wydłużanie przerw – to przykładowe rekomendacje Państwowej Inspekcji Pracy dla firm wznawiających pracę lub modyfikujących jej organizację. To istotne i pomocne wskazówki, ale mogą też wywoływać wątpliwości. Nie jest do końca jasne, kto i w jakim zakresie powinien je stosować oraz na ile obowiązują one firmy i będą egzekwowane.

Niełatwa aktualizacja

Główna wątpliwość dotyczy tego, czy zalecenia są skierowane do firm, które obecnie wznawiają działalność w związku z procesem odmrażania gospodarki, czy też wszystkich pracodawców.

– Tytuł dokumentu PIP, czyli „Bezpieczny powrót do pracy”, sugeruje, że zalecenia dotyczą organizacji pracy dla powracających do firmy po okresie przestoju lub zdalnego wykonywania obowiązków. Z drugiej strony na podstawie niektórych sformułowań w nim zawartych, np. dotyczących zabezpieczeń hal produkcyjnych, można wywnioskować, że rekomendacje obejmują szerszą grupę zatrudnionych – wskazuje dr Dominika Dörre-Kolasa, radca prawny i partner w kancelarii Raczkowski.

A to ma istotne znacznie, bo zalecenia przewidują m.in. wspomnianą aktualizację oceny ryzyka zawodowego. Firmy mają więc wątpliwość, czy powinny teraz – zgodnie z rekomendacjami – analizować warunki wykonywania obowiązków osób powracających do pracy czy wszystkich pracowników. Nie jest też do końca jasne, jak mają to zrobić.

– Ocena ryzyka polega na zdiagnozowaniu czynników zagrożenia na danych stanowiskach pracy. Te dotychczasowe i obiektywne, jak np. hałas lub stężenie pyłów, się nie zmieniły. Zagrożenie związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa trudniej określić. Moim zdaniem aktualizacja ma dotyczyć raczej zagrożeń psychospołecznych, czyli stresu, poczucia dyskomfortu psychicznego itp. – dodaje dr Dörre-Kolasa.

Różne środki

Zgodnie z wytycznymi po zaktualizowaniu oceny ryzyka firma powinna stworzyć plan działania, czyli wprowadzania odpowiednich środków bezpieczeństwa i kontroli, które umożliwiają pracę i jednocześnie zapobiegają rozprzestrzenieniu się wirusa SARS-CoV-2. Większość przykładowych rozwiązań nie wzbudza uwag. PIP zaleca m.in. stosowanie środków technicznych (np. oddzielanie stanowisk przegrodami, dbanie o sprawną wentylację), organizacyjnych (np. wprowadzanie pracy zmianowej, zwiększenie liczby przerw) oraz przeciwepidemicznych (np. zapewnienie środków do dezynfekcji, wyposażenia technicznego oraz zwiększenie częstotliwości sprzątania pomieszczeń). Należy redukować, na tyle, na ile to możliwe, kontakt fizyczny między pracownikami, np. podczas spotkań lub przerw, oraz organizować usługi w formie zdalnej.

– Podejmowanie poszczególnych działań zależy oczywiście przede wszystkim od charakteru danych obowiązków i stanowiska pracy. Różne rozwiązania trzeba stosować np. wobec pielęgniarki i pracownika wykonującego obowiązki na otwartej przestrzeni, np. na budowie, a jeszcze inne wobec osób, których zadania polegają na kontakcie z klientami firm – wskazuje Marek Nościusz z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników Służby BHP.

Wskazuje, że firmy już to robią. – Określają różne godziny przerw dla poszczególnych grup zatrudnionych, ograniczają wstęp na teren firmy dla osób z zewnątrz, w tym np. kurierów, opracowują procedury postępowania na wypadek podejrzenia zakażania u jednego z pracowników – dodaje.

Jednak również w tym zakresie zalecenia PIP wywołują pewne wątpliwości. Chodzi np. o stosowanie maseczek. Rozporządzenie Rady Ministrów z 2 maja 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. 792 ze zm.) wskazuje, że firmy powinny zapewnić odległość 1,5 m między stanowiskami pracy. Jeśli jest to niemożliwe ze względu na charakter działalności, zatrudniony może wykonywać obowiązki, jeśli firma zapewnia mu środki ochrony osobistej związane ze zwalczaniem epidemii. Zalecenia PIP wskazują z kolei, że takie środki to np. półmaski FFP2 i FFP3, N95.

– Pojawia się teraz wątpliwość, czy wystarczającym środkiem ochronnym jest np. przyłbica, czy też należy zapewnić maseczki konkretnego rodzaju, które nie są tanie ani łatwo dostępne i które zapewne trzeba wymieniać w trakcie jednej dniówki. Na dodatek warto byłoby wziąć pod uwagę opinie specjalistów co do tego, jak praca przez osiem godzin w maseczce wpływa na stan zdrowia – uważa dr Dörre-Kolasa.

Trzeba też wspomnieć, że niektóre rekomendacje PIP są w tym zakresie niezrozumiałe lub wręcz groteskowe. Chodzi np. o zalecenie, aby „unikać elementów, które nie są zwarte lub mają przestrzenie, takich jak rośliny doniczkowe, lub które stwarzają dodatkowe ryzyko, np. potknięcia się pracownika czy upadku przedmiotu”. Trudno racjonalnie uzasadnić, jak obecność kwiatów w biurze wpływa na zagrożenie zakażenia się koronawirusem.

Moc sprawcza

Istotne jest także pytanie o samo obowiązywanie omawianych rekomendacji PIP. Przypomnijmy, że to główny inspektor sanitarny może wydawać decyzje zobowiązujące pracodawców do podejmowania określonych działań zapobiegawczych lub kontrolnych (oraz zalecenia i wytyczne w tym zakresie – art. 8a ust. 5 ustawy z 14 marca 1985 r. o Państwowej Inspekcji Sanitarnej, t.j. Dz.U. z 2019 r., poz. 59 ze zm.). PIP nie ma tak mocnych uprawnień w związku ze stanem epidemii, więc może jedynie „miękko” rekomendować firmom podejmowanie konkretnych działań.

– Pracodawcy starają się jednak przestrzegać jej zaleceń. Powinny być tak określane, aby nie wywoływały wątpliwości co do ich prawidłowego wdrożenia – podsumowuje dr Dörre-Kolasa. 

>>> Czytaj też: Poluzowane limity w komunikacji miejskiej. Rośnie ryzyko zatłoczonych przystanków