Władze na całym świecie mają nadzieję, że uda im się utrzymać wskaźnik R na poziomie poniżej 1, co oczywiście ma sens. Niemniej trzeba też pamiętać, że mamy tu do czynienia ze statystyką, a pojawienie się dużych ognisk epidemii jest możliwe także przy dobrych wskaźnikach - pisze felietonista Bloomberga, fizyk teoretyczny Mark Buchanan.

We wszystkich krajach świata największą uwagę przykłada się dziś do tzw. wskaźnika R, czyli współczynnika reprodukcji koronawirusa. Jego wartość określa liczbę nowych zakażeń, które powstają na skutek zakażenia z pojedynczego przypadku. Innymi słowy, wskaźnik ten odpowiada na pytanie, ile nowych osób zakaża się wirusem od jednej zainfekowanej osoby.

Niemcy szacują, że wskaźnik R obecnie wynosi u nich ok. 0,9. Ma to oznaczać, że epidemia w Niemczech powoli zaczyna wygasać. Z kolei szacunki sprzed dwóch tygodni z USA wskazywały, że R w większości stanów wynosił powyżej 1, co mogło wyjaśniać, dlaczego rosła liczba infekcji w USA.

Reklama

Władze na całym świecie mają nadzieję, że uda im się utrzymać wskaźnik R na poziomie poniżej 1, co oczywiście ma sens. Niemniej trzeba też pamiętać, że koronawirus nie rozprzestrzenia się na postawie średniej. Wartości wskaźnika R będą się różniły w zależności od lokalizacji. R będzie wyższy tam, gdzie ludzie nie utrzymują odpowiednich dystansów lub nie mogą tego robić. Dlatego nawet jeśli wskaźnik R spada poniżej 1, to wciąż sprawy mogą pójść w złym kierunku. Nierzadko bowiem jedna nowa infekcja wciąż powoduje setki kolejnych. Tak działa statystyka.

Obniżenie wskaźnika R do poziomu poniżej 1 jest bardzo dobrym celem, ale tylko na początek. Każdy region, który do tego dąży, powinien być jednocześnie przygotowany na szybki wzrost zakażeń w pewnych lokalnych grupach oraz na pojawienie się zaskakująco dużych ognisk zachorowań, mogących poważnie zakłócić funkcjonowania lokalnej służby zdrowia.

Całkiem aktualnym i dość tragicznym przykładem takiego scenariusza jest to, co działo się wśród Nawahów – największego plemienia indiańskiego w USA. W ubiegłym tygodniu odnotowano prawie 3000 przypadków zakażeń oraz 98 zogów wśród tego plemienia. To najwyższe wskaźniki na tle wszystkich amerykańskich stanów.

Wszystkie 55 proc. potwierdzonych przypadków zakażeń w stanie Nowy Meksyk dotyczy amerykańskich Indian. Wskaźnik R jest tutaj wyższy niż gdziekolwiek indziej w USA.

Lokalne odchylenia od krajowej średniej wskaźnika R nie powinny być zaskakujące, co podkreślał w swoim niedawnym eseju informatyk Christopher Moore z Santa Fe Institute.

Moore wskazał na jeszcze jedną ważną rzecz – otóż duże ogniska epidemii mogą się zdarzyć nawet wtedy, gdy wskaźnik R wynosi poniżej 1. Badacz przeprowadził prostą symulację komputerową 100 wybranych ognisk epidemii. Większość z nich miała małą skalę, bo dotyczyły średnio 5 osób. Ale około 1 proc. ognisk dotyczył co najmniej 50 osób. Wraz ze zbliżaniem się wskaźnika R do poziomu 1, ryzyko większych ognisk epidemii rośnie. Ze wskaźnikiem R na poziomie 0,9 średnia skala ogniska epidemii dotyczy 10 osób, zaś 1 proc. może zakazić ponad 140 osób. Ten jeden procent może wydawać się mało ważny. Niemniej oznacza to, że w przypadku 100 małych miasteczek, w których odnotowuje się jedną infekcję, prawdopodobnie w jednym z nich to jedno zakażenie może doprowadzić do 100 kolejnych. Jeśli służba zdrowia w tym miasteczku może poradzić sobie tylko z 10 przypadkami zakażeń, to wówczas mamy do czynienia z lokalnym kryzysem.

Innym problemem, na który zwraca uwagę Moore przy okazji swoich symulacji, są wydarzenia umożliwiające super szybkie rozprzestrzenianie się wirusa, gdzie dochodzi do ekspozycji wielu osób. Chodzi o koncerty, restauracje czy miejsca, gdzie gromadzą się ludzie, takie jak sortownie listów czy zakłady przemysłu mięsnego. Biorąc pod uwagę tę możliwość, nawet jeśli średnia skala ogniska koronawirusa wynosi zaledwie 5 osób, to ogniska o skali powyżej 600 osób wciąż są mogą się wydarzyć. Takie ryzyko występuje w sytuacji, gdy chcemy „wrócić do normalności” tak szybko, jak to możliwe.

Argumenty Christophera Moore’a dotyczą statystyki. Oczywiście średnie wartości są użyteczne, ale również wiele pomijają. Wysokość średniej wskaźnika R może prowadzić do błędnej oceny ryzyka, gdyż możliwość pojawienia się nowego ogniska wirusa wśród pewnych grup może być bardzo duża nawet jeśli średnia dla danego kraju jest poniżej 1.

Wskaźnik R na poziomie poniżej 1 nie oznacza, że możemy się uspokoić i że czeka nas już łatwa droga. Lokalne ogniska wciąż będą się pojawiały, a ich skala może wykraczać poza możliwości służby zdrowia w danym regionie. Co prawda nie istnieje łatwe wyjście z tej sytuacji, ale istnieją pewne rozwiązania: cierpliwość, mycie rąk, noszenie maseczek, a przede wszystkim nacisk na masowe testowanie i śledzenie kontaktów, dzięki czemu możemy lepiej odpowiedzieć na pojawienie się lokalnych ognisk epidemii.

>>> Czytaj też: Francja kontra USA. Awantura o szczepionkę na Covid-19, której jeszcze nie ma