Sobotni poranek był leniwy. Bez domowego biura oraz szkoły, z niezłą pogodą. Można było zjeść śniadanie na werandzie, potem pojeździć na rowerze, przejść się po lesie, pobiegać. To na prowincji. Tymczasem w Warszawie, Poznaniu czy we Wrocławiu spacerować można było tam, gdzie chodnik nie zahaczał o park (bo inaczej mandat!), a biegać tylko wtedy, jeśli policjant uzna, że to niezbędna potrzeba życiowa. Po zakupy można było wyjść, ale nie w godzinach dla seniorów. Polska, kwiecień AD 2020. Niekoloryzowane.
A więc przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Obojętnie, gdzie tkwi źródło tej klątwy, dane nam jest na własnej skórze poznać, dlaczego zdanie to nie jest przyjaznym życzeniem. Ciekawe czasy dla większości zjadaczy chleba oznaczają potężne kłopoty. Na razie nasze problemy związane są z zamknięciem kraju, ale niebawem dojdą do tego kolejne, przyniesie je kryzys gospodarczy. A to nie koniec, bo w kolejce czeka już susza i jej konsekwencje.
Natomiast, mimo kłopotów, które przynoszą, ciekawe czasy mają niewątpliwą zaletę – pozwalają zweryfikować, co w naszym życiu jest ważne i gdzie znajduje się solidna podstawa. Koronawirus pokazuje, że w tej kwestii nic się nie zmienia od wieków i dziś – tak jak 200 czy 500 lat temu – liczą się twarde waluty, w tym rodzina i własność.