O kredyty hipoteczne coraz trudniej, ale Polacy z kredytów rezygnować nie chcą. Wybierają więc kredyty gotówkowe. Jednak sito banków jest coraz gęstsze: kontrola potencjalnych kredytobiorców rośnie.

Świadczą o tym dane Biura Informacji Kredytowej. W pierwszym kwartale, według informacji PAP, BIK udostępnił bankom 4,16 mln raportów kredytowych i monitorujących, czyli o 21,1 proc. więcej niż rok wcześniej. W samym marcu udostępniono 1,56 mln takich raportów, czyli o 32,9 proc. więcej niż rok wcześniej.

Sprawdzają klientów pod każdym kątem

BIK, który gromadzi informacje o kredytobiorcach, otrzymuje także coraz więcej zapytań o oceny punktowe klientów indywidualnych. Sprawdza więc nie tylko czy klient spłacał kredyt, także o to, jaki jest jego scoring na podstawie danych o kliencie. W pierwszym kwartale Biuro przekazało bankom 1,97 mln takich ocen, czyli o 31,5 proc. więcej niż rok wcześniej. W marcu udostępniono bankom 733,3 tys. takich raportów, czyli o 38,7 proc. więcej niż rok wcześniej.

W całym 2008 roku BIK przekazał bankom 19,9 mln raportów, czyli o 31,9 proc. więcej niż w 2007 roku oraz 6,61 mln ocen punktowych klientów indywidualnych, czyli o 26,7 proc. więcej niż rok wcześniej.

A jest co sprawdzać

I nic dziwnego. Polacy chętnie zaciągają kredyty, ale mają też coraz więcej kłopotów ze spłatą swoich zobowiązań, nie tylko wobec banków. Według raportu InfoDług z lutego (o klientach podwyższonego ryzyka w bazie InfoMonitora Biura Informacji Gospodarczej) zaległości z płatnością zobowiązań powyżej 60 dni ma 1,29 mln klientów. W ciągu trzech miesięcy ta liczba wzrosła o 2,4 proc., czyli o ponad 30,2 tys. osób.

Łączna kwota zobowiązań wszystkich ryzykownych klientów to 8,59 mld zł, w tym są zarówno niespłacane kredyty jak i niezapłacone rachunki za prąd czy gaz. Z punktu widzenia banku klient, który nie płaci rachunków za telefon, nie jest poważnym kredytobiorcą.

Kogo sprawdzą dokładnie

Zanim więc klient wybierze się do banku po jakikolwiek kredyt, może zastanowić się, jakie ma szanse. Na pewno bank będzie się chciał dowiedzieć, czy jest potencjalnym klientem podwyższonego ryzyka. To osoba, która zalega z płatnościami powyżej 60 dni. Zaległości dotyczą zarówno kredytów, jak i rachunków. A kłopoty z zaciągnięciem kredytu będą mieli też dłużnicy alimentacyjni. Bank będzie sprawdzał nie tylko w Biurze Informacji Kredytowej, ale także w biurach informacji gospodarczej.

Z danych InfoMonitora wynika, że największe kłopoty ze spłatą kredytów mają panowie mający od 30 do 39 lat. Mieszkają głównie w województwie śląskim lub mazowieckim, na ogół w mieście do pół miliona mieszkańców. Duże kłopoty mają też klienci z Warszawy i Katowic.

Kredyty gotówkowe może i nie są wielkie kwotowo. Jednak z punktu widzenia banku klient, który zalega na ponad 6 tysięcy złotych z różnymi zobowiązaniami – nie jest klientem rzetelnym. A właśnie kwota 6636 złotych to średnie zadłużenie klienta o podwyższonym profilu ryzyka – zarówno wobec banków jak i innych dostawców usług. W dodatku w ciągu kwartału to zadłużenie zwiększyło się o 211 zł, czyli o 3 proc.

Według danych z lutego (to ostatni kwartalny raport InfoMonitora) zaległości polskich klientów wynosiły 6,16 mld zł, co oznacza wzrost w ciągu roku o 39 proc. Klientów, którzy mieli zaległości w płatnościach przekraczające 60 dni było 1,29 mln, co oznacza wzrost w ciągu kwartału o 2,4 proc.

Banki chcą jednak zarabiać

Banki przykręciły kurek z kredytami hipotecznymi, jednak muszą zarobić na odsetki dla depozytów. Co prawda szaleństwo lokat z jesieni ubiegłego roku już się skończyło, ale Polacy chętnie korzystają z nowych ofert.

Bank Ochrony Środowiska poinformował właśnie, że z najnowszej akcji zbierania depozytów pozyskał ok. 900 mln zł. „Widzimy, że bank ma możliwości pozyskiwania środków, teraz musimy te środki efektywnie sprzedać” – powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej prezes Mariusz Klimczak.

BOŚ co prawda deklaruje, że chce przynajmniej 100 mln zł miesięcznie pożyczać w ramach kredytów hipotecznych, jednak nie wszystkie banki chcą tak ostro funkcjonować na rynku kredytów mieszkaniowych.

I to widać po reklamach – banki, jeśli już dziś promują swoje kredyty, to nastawiają się na mniejsze pożyczki: częściowo gotówkowe, częściowo w kartach kredytowych.
Nawet jednak jeśli bank twierdzi – tak jak Bank Pocztowy – że mechanizm udzielania kredytu to „dowód – gotówka”, to wcale nie musi być tak prosto. Tym bardziej, że choć nominalne oprocentowanie kredytu gotówkowego wygląda zachęcająco, bo jednocyfrowo, to w praktyce, po doliczeniu wszystkich opłat – to oprocentowanie rośnie o kilka punktów. Analitycy Comperia.pl zwracają uwagę na jeszcze jeden trend – w ciągu minionego roku raty kredytów gotówkowych malały, ale szczególnie przy kredytach większych – ostatnio zaczęły rosnąć. 

Jeszcze w maju 2008 roku, średnia rata dla 10 najlepszych ofert (według Comperii) kredytów gotówkowych o wartości 10 tys. zł wynosiła 250 zł. W styczniu 2009 roku, po dwóch obniżkach stóp procentowych, średnia rata spadła do poziomu 242 zł, jednak pod koniec marca wzrosła do poziomu 246 zł.
Lepiej więc się zastanowić przed zaciągnięciem kredytu, czy mamy na niego szansę i czy będziemy w stanie go spłacać.

Oblicz swój kredyt