● Gdyby dziś polscy wydawcy nagle zablokowali swoje treści w sieci, jak bardzo ucierpiałaby wartość informacyjna Onetu?

– Dla branży internetowej byłoby to na pewno niekorzystne, ale dla nas w najmniejszym stopniu. Trzeba sobie uświadomić, że na Onecie gros treści, wyłączając te tworzone przez internautów, to materiały newsowe, dotyczące bieżących wydarzeń, niepodlegające ochronie na podstawie prawa autorskiego. Cała reszta to materiały prezentowane na mocy umów z wydawcami. Wokół tej sprawy narosło już wiele mitów i nieścisłości, dlatego chciałbym podkreślić, że wszystkie treści udostępniamy naszym użytkownikom zgodnie z polskim prawem.

● Ale mówimy o sytuacji, w której wydawcy blokują także te treści, które oferujecie teraz na podstawie umów. W większości takich przypadków przecież nie płacicie wydawcom realnych pieniędzy.

– Ale dlaczego ci, z którymi mamy umowy, mieliby nagle je złamać? Zgodzę się, że większość porozumień polega na tym, że wydawca dzieli się z nami treściami, a my zapewniamy jego tytułom promocję i dotarcie do ponad 9 mln użytkowników największego portalu w polskim internecie. Ale ponieważ odbywa się to na podstawie umów handlowych, wydawcy rozliczają na zasadzie barteru.

● Za treści Financial Times płacicie, polskim wydawcom oferujecie efekt promocyjny.

– Ale czy to nie jest wartość? To przekłada się na wiele korzyści, które pomagają rozwijać biznes – silniejsza marka, większa obecność i rozpoznawalność w internecie. Gdyby nie takie umowy o współpracy, musieliby ponosić realne koszty reklamy, gdyby chcieli promować swój tytuł w internecie. To, na jakich zasadach podpisywana jest umowa, jest wypadkową sytuacji na rynku, negocjacji i tego, co jest ważne dla obu stron. Nie chciałbym jednak zostać źle zrozumiany – ja doskonale rozumiem problemy wydawców i to, że chcieliby zarabiać na produkowanych treściach więcej niż dziś. I uważam, że powinni. Ale tego nie da się zrobić z dnia na dzień. I to wymaga wypracowania rozwiązań, które uwzględnią wszystkie podmioty na rynku, nie tylko dostawców treści, ale może również dystrybutorów, również tych telekomunikacyjnych, którzy dziś zarabiają na rozwoju internetu.

● Dzisiejsza sytuacja jest dla was komfortowa, ale gdyby nagle upadła większość gazet, skąd będziecie brać wartościowe treści, by utrzymać jakość portalu i użytkowników?

– Rzeczywiście, dzisiaj mamy komfortową sytuację, ale upadek jakiejkolwiek gazety nie leży w naszym interesie. Gdyby do tego doszło, na pewno staralibyśmy się uzupełnić te braki, rozbudowując własną redakcję, i to by się nam udało. Ale zgodzę się, że gdyby coś takiego stało się z dnia na dzień, nawet największe podmioty, takie jak my, nie byłyby w stanie uzupełnić takich strat. Wymagałoby to na pewno gruntownej zmiany naszego modelu biznesowego.

● A tego też nie da się zrobić szybko...

– Dlatego modele monetyzacji profesjonalnych treści (czyli zarabiania na nich), w których mogliby też zarabiać wydawcy, muszą powstać i powstaną. Inną ważną kwestią, o której trzeba mówić, jest rozwój infrastruktury informatycznej. Są na to olbrzymie środki w UE i naprawdę nie ma na co czekać. My to naprawdę doskonale rozumiemy, bo podobny problem mamy z treściami wideo. Co więcej, właśnie pracujemy nad różnymi rozwiązaniami, które mogą być sposobem na monetyzację treści i rozliczanie się z twórcami kontentu. To jeden z naszych strategicznych projektów. Takiej deklaracji nikt w Polsce jeszcze chyba nie złożył. Problem wydawców jest oczywiście bardzo widoczny. My mamy jednak w pewnym sensie podobny problem, jeśli chodzi o operatorów telekomunikacyjnych. Weźmy na przykład taką usługę jak OnetLajt, czyli mobilną wersję naszego portalu. To produkt, z którego korzysta już około 850 tys. użytkowników, a moim zdaniem w ciągu 5–6 lat więcej ludzi korzystać będzie z Onetu na różnych urządzeniach przenośnych niż na komputerach stacjonarnych, a nawet laptopach. W tym przypadku my dostarczamy produkt, a użytkownicy różnych operatorów komórkowych korzystają z niego gdzie tylko się da. Kto na tym zarabia? W większości operatorzy komórkowi. Czy tej aplikacji nie należy traktować w tym przypadku jako wartościowego kontentu, bez którego blisko milion osób nie korzystałoby z transmisji danych? Mówię o tym dlatego, żeby pokazać, że problem jest znacznie szerszy, niż może się niektórym wydawać.

● Na czym mają polegać wasze propozycje dla wydawców?

– Na szczegóły jest jeszcze za wcześnie. Proszę pamiętać, że nikt na świecie jeszcze tego nie wymyślił. Jestem jednak przekonany, że dzisiejsza sytuacja na rynku sprawi, że powstanie taki nowy ład współpracy między twórcami a agregatorami. Zresztą jest wiele modeli już funkcjonujących, które są ciekawe i na których można by opierać nowe rozwiązania. Jednym z nich jest na przykład Hulu.com (serwis wideo należący do amerykańskich nadawców NBC i Fox – przyp. red.), który oferuje kontent płatny i sprzedaje reklamy, dzieląc się przychodami z twórcami. Stworzenie wielu modeli jest konieczne, bo w internecie nie da się wprowadzić jednego rozwiązania dla wszystkich i dla każdego rodzaju treści. Chciałbym zacząć w tym roku rozmowy z wydawcami, by poznać ich oceny i propozycje. Bez ich akceptacji i współpracy nie da się tego przeprowadzić. Ale to też nie będzie tak, że tylko my teraz jesteśmy wywołani do tablicy i musimy się ustosunkować do problemu. Czekamy również na propozycje wydawców. Ważna jest też zgodność i pewna jednomyślność. Jeśli ktoś się wyłamie, wprowadzenie nowych zasad będzie niezwykle trudne, a nawet niemożliwe.

● ŁUKASZ WEJCHERT

absolwent dublińskiego Portobello Business College. Od 2004 roku prezes zarządu Grupy Onet.pl