Cymcyk: W tłusty czwartek chudo na parkietach

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
11 lutego 2010, 18:00
Paweł Cymcyk
Paweł Cymcyk/Forsal.pl
Czwartek na parkiecie rozpoczął się od testowania wczorajszych maksimów. Wyglądało to bardzo dobrze, bo jednoprocentowy wzrost WIG20 był niezłą zaliczką, którą umożliwiała popytowi odrobienie start z ostatniego tygodnia.

Sytuacja szybko się jednak odwróciła i indeks został ściągnięty do 2200 pkt., a końcówka była popisem podaży, która postanowiła sprawdzić wytrzymałość poniedziałkowych minimów.

Nadal cały czas żywy był temat Grecji. Jeszcze rano na rynki dochodziły jedynie plotki, że szczyt UE ustalił strategię mającą na celu zmniejszenie zadłużenia tego kraju i nastąpi „jakiś rodzaj pomocy”. Do czasu pierwszych oficjalnych wystąpień takie podejście sprzyjało bykom, ale ogłoszone fakty nie spełniły rynkowych oczekiwań. Europejscy przywódcy zamiast pieniędzy dali psychologiczne wsparcie, które w greckiej sytuacji pomaga jak zadżumionemu pudrowanie. Dla i tak pogarszającej się sytuacji na parkietach był to dodatkowy impuls do wyprzedaży, która ruszyła pod koniec dnia.

W środku sesji argumentem byków zupełnie nieoczekiwanie stały się dane o tygodniowej liczbie nowych bezrobotnych ze Stanów. Były one lepsze niż oczekiwana, ponieważ pracę straciło 440 tysięcy osób, a nie aż 465 tysięcy jak prognozowano. Nie ma się co łudzić, że to dobre dane, bo wcale takie nie są. Liczba bezrobotnych przestała spadać grudniu i teraz wchodzi w fazę konsolidacji, a przecież rozwijająca się gospodarka USA powinna generować nowe miejsca pracy, a nie utrzymywać straty na kryzysowych poziomach. Z tego też powodu ta informacja tylko na moment poprawiła nastroje i ponownie do głosu doszła podaż.

W ujęciu dziennym na WIG20 mamy już osiem spadkowych świeczek za sobą z czego aż trzem (licząc z dzisiejszą) można przypisać znaczenie średnioterminowej zmiany trendu. Taki układ oznacza to, że przecena z ubiegłego tygodnia nie tyle nie została wykorzystana przez byki, ale nawet nie podjęły one próby walki. To wybitnie słabo rokuje na przyszłość. Beznadziejność sytuacji „nieuniknionej” przeceny indeksu kolejne 100 pkt. (do 2050 pkt.) ratuje tylko jeden argument. WIG20 zatrzymał się dziś dokładnie na wysokości poniedziałkowych minimów, co jest ostatnią deską ratunku przed spadkami. Jeżeli sądzić, że rynki powrócą do wzrostów to w tej chwili jest najlepszy moment na inwestycje, ponieważ rynek właśnie wypełnił zasięg rozsądnej korekty od szczytu i jednocześnie wyrysowuje drugie dno. Trzeba jednak być bardzo czujnym, bo nawet niewielki podmuch pesymizmu może rynek zepchnąć kilka punktów niżej, a wtedy przestaną się liczyć sentymenty i technika rynku będzie krzyczała – Sprzedawaj !!!


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: A-Z Finanse
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj