Według Marka Koniecznego, prezesa Związku Dealerów Samochodów, w przypadku większości marek stawki roboczogodziny nie pokrywają faktycznych kosztów napraw gwarancyjnych. W najlepszym przypadku, dealerzy na nich nie zarabiają.

Jak twierdzi Adam Pietkiewicz, prezes Polskiej Grupy Dealerów, dobrze wynagradzani za naprawy gwarancyjne są np. dealerzy w sieciach Mercedesa i Forda.

– Na przeciwległym biegunie znajdują się marki japońskie i koreańskie – mówi Adam Pietkiewicz.

W skrajnych przypadkach godzina pracy warsztatu wyceniona jest przez producenta zaledwie na 50–60 zł. W takiej sytuacji dealer musi dopłacić do każdej naprawy nawet 100 zł.

Właściciele serwisów wyliczają: tylko mechanikowi trzeba zapłacić średnio 50 zł brutto. Drugie tyle kosztuje obsługa klienta, czyli doradcy serwisowi i kierownictwo serwisu. Trzecią część kosztów stanowi utrzymanie obiektów.

Mirosław Cichy odpowiedzialny za usługi posprzedażowe w Polskiej Grupie Dealerów uważa, że obsługa napraw gwarancyjnych nie nadąża za rosnącym szybko rynkiem.

– Są jeszcze marki, w których trzeba akceptować naprawy gwarancyjne za pośrednictwem e-maila, a nie automatycznie w sieciowym systemie serwisowym – mówi Marian Cichy.

Czas naprawy wydłuża też oczekiwanie na części zamienne. Problem polega na tym, że klient ma prawo korzystać z auta zastępczego, co dla dealera wiąże się z kolejnym dodatkowym kosztem.

Specjaliści od sprzedaży zwracają też uwagę na inny problem: klient, który w okresie gwarancyjnym ma kłopot nie tylko z autem, ale również z szybką i mało uciążliwą naprawą, szybko straci zaufanie do marki.

– Problemy są już na tyle duże, że chcemy rozpocząć rozmowy z importerami, żeby doprowadzić do sytuacji, w której naprawy gwarancyjne byłyby przynajmniej obojętne finansowo dla dealera – mówi Marek Konieczny.

Przedstawiciele serwisów zwracają uwagę na gigantyczne koszty, jakie ponieśli, tworząc punkty napraw. Sięgają one kilku milionów złotych. Akcje napraw gwarancyjnych, na których nie zarabiają, wydłużają czas zwrotu inwestycji.

Przedstawiciele importerów nie kryją zdziwienia obiekcjami dealerów.

Wysokość stawki roboczogodziny jest ustalana na linii importer–dealer, a więc sprawa wzajemnych rozliczeń powinna być negocjowana indywidualnie, jeżeli rzeczywiście są dealerzy niezadowoleni z ustalonych przez importerów opłat – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.