Belka w oku i pod lupą, czyli rzecz o Marku... no właśnie, jakim?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
28 maja 2010, 06:30
Marek Belka był premierem i dwukrotnie ministrem finansów, ale Polakom kojarzy się przede wszystkim jako autor podatku od zysków kapitałowych. Dzisiaj wszyscy wiedzą, że zarabiając na lokatach bankowych albo na giełdzie trzeba płacić podatek Belki.

Sam profesor bardzo negatywnie odnosił się do tych instytucji finansowych, które oferują legalne lokaty, umożliwiające unikniecie płacenia daniny dla państwa.

- "Jak słyszę, że bank wprowadza lokaty antybelkowe, to śmierdzi mi to przekrętem. Być może budżet uda się oszukać, ale z pewnością nie zyska na tym oszczędzający, a bank" – mówił w wywiadzie dla „DGP” we wrześniu ubiegłego roku.

Nie wykluczał, że konieczne może być podniesienia niektórych danin na rzecz państwa.

- "Jestem człowiekiem niepalącym, pijącym umiarkowanie. Jak wzrośnie akcyza na te używki, nic strasznego się nie stanie – powiedział „DGP” Belka.

Jednak podwyżkę podatków traktował jako ostateczność.

- "Tak długo, jak jest możliwość sfinansowania potrzeb pożyczkowych, nie należy uciekać się do rozpaczliwych środków ratowania budżetu państwa, np. w postaci podwyżki podatków" – stwierdził kilka dni temu w rozmowie z „DGP”

Jako szefa NBP, jego głos będzie decydujący w sprawie wysokości stóp procentowych. Raczej nie będzie należał do jastrzębi, czyli zwolenników zaostrzenia polityki monetarnej. Przede wszystkim obawia się on bowiem mocnego złotego, który może spowodować spowolnienie gospodarcze.

- "Jeśli złoty umocni się za bardzo to zabije to nasz eksport i inwestycje zagraniczne" – mówił we wrześniu 2009 roku.

W swoich wypowiedziach podkreślał, że główną zaletą obecnego rządu i ministra finansów w czasie niedawnego kryzysu były silne nerwy i powstrzymanie się przed radykalnymi ruchami.

- "Na kunktatorstwie tym razem znakomicie wyszliśmy. Ten rząd tak naprawdę zrobił dwie dobre rzeczy: załatwił emerytury pomostowe, których dotychczas nikt nie mógł załatwić, oraz nie uległ panice w czasie kryzysu" – stwierdził jesienią ubiegłego roku.

Z drugiej strony dostrzegał też pozytywne działania poprzedniej ekipy rządowej.

- "W czasach rządu PiS do przyspieszającej gospodarki była dolewana oliwa w postaci obniżki podatków i składki na ZUS. Było to ryzykowne lub wręcz nieodpowiedzialne, ale potem przyszedł kryzys i ta obniżka podatków trafiła nam się, jak ślepej kurze ziarno. To był bodziec, który pobudził gospodarkę stymulując popyt" – powiedział Marek Belka.

Podobnie jak większość ekonomistów, jest zdania, że w obecnej sytuacji, gdy strefa euro ma tak duże kłopoty, a Polska nie spełnia żadnego kryterium z Maastricht, nie należy się spieszyć z przyjęciem euro.

- "Zawsze byłem zwolennikiem tego, aby Polska należała do strefy euro, i nim pozostaję, jednak o pośpiechu nie ma co w tej chwili mówić" – stwierdził kilka dni temu kandydat na szefa NBP.

>>> Przeczytaj obszerny życiorys Marka Belki

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj