Kuczyński: Korekta przed trzydniowym weekendem

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
31 maja 2010, 09:49
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi/Forsal.pl
Po czwartkowym szaleństwie i ponad trzyprocentowych wzrostach indeksów, jeszcze większych surowców i dużym wzroście kursu EUR/USD piątek przed trzydniowym weekendem zapowiadał się w USA spokojnie. Można było oczekiwać jakiejś, nie za dużej, realizacji zysków, bo w niepewnych czasach niechętnie zostaje się na świąteczny poniedziałek z akcjami.

Wydawało się jednak, że nie sprawdzimy normalnej reakcji rynku. Znowu, jak diabeł z pudełka, pojawiła się agencja Fitch, która obniżyła rating Hiszpanii. Amerykanie, bojąc się reakcji rynków europejskich w poniedziałek sprzedawali akcje, ale w końcówce się wybronili, a we wtorek już nikt o agencji Fitch pamiętać nie będzie.

Dane makro bykom nie pomagały. Raport o przychodach/wydatkach Amerykanów był bardzo słaby. Dochody wzrosły w kwietniu o 0,4 proc. (oczekiwano wzrostu o 0,5 proc.), a wydatki nie zmieniły się (oczekiwano wzrostu o 0,3 proc. m/m.). Stagnacja w wydatkach sygnalizuje, że popyt wewnętrzny słabnie, a to popyt wewnętrzny odpowiada w 2/3 za wzrost PKB. Majowy indeks Chicago PMI spadł mocniej niż oczekiwano (z 62 na 59,7 pkt.), ale nadal pozostał wyraźnie nad 50 pkt., czyli gospodarka w tym regionie się rozwija. Weryfikacja indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan (73,6 pkt.) nie miała znaczenia – był praktycznie taki jak w pierwszym przybliżeniu.

Indeksy giełdowe zanurkowały i na dwie godziny przed końcem sesji traciły już ponad 1,5 procent. Od tego momentu włączył się popyt i indeksy zaczęły odrabiać straty w szybkim tempie. Wydawało się, że zakończymy sesję neutralnie, ale w końcówce strach przed poniedziałkiem zwiększył podaż. Po dużych wzrostach, przed trzydniowym weekendem (dzisiaj w USA jest święto - Memorial Day) i po złych informacjach zakończenie sesji ponad jednoprocentowym spadkiem nie jest zbytnim zaskoczeniem. To nie zmienia faktu, że korekta spadków powinna być kontynuowana, ale stawia znak zapytania.

GPW rozpoczęła sesję wzrostem indeksów. WIG20 zaatakował linię trendu spadkowego na poziomie 2.400 pkt., ale szybko zawrócił i ustabilizował się na poziomie czwartkowego zamknięcia. Schłodziło nastroje to, że po dużych, dwudniowych wzrostach w Europie i po potężnych wzrostach w USA gracze obawiali korekty. Co prawda dość szybko bykom udało się wrócić nad linię trendu, ale widać było, że wzrost jest bardzo niepewny. Od tego czasu zapanował kompletny marazm, a indeksy zmieniały się nieznacznie. Dopiero fixing dorzucił 20 punktów do WIG20, dzięki czemu indeks wzrósł o 1,37 proc. Właśnie dzięki fixingowi linia trendu została naruszona, ale dzisiaj powinniśmy zobaczyć powrót do kanału trendu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj