Rybiński: Polskie finanse publiczne są w dramatycznej sytuacji

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
17 sierpnia 2010, 12:17
Krzysztof Rybiński
Krzysztof Rybiński/DGP
Sytuacja w polskich finansach staje się dramatyczna. Przeciętny Polak jeszcze tego nie widzi, ale dla ekspertów jest to oczywiste. Jeżeli po wyborach w 2011 roku nie będzie reform, to powtórzy się scenariusz węgierski, a potem grecki - mówi w wywiadzie prof. Krzysztof Rybiński.

„Obserwator Finansowy”: Pańskie wypowiedzi w mediach w ostatnich tygodniach sprawiają, że wyrasta Pan na jednego z najbardziej zagorzałych krytyków rządu Donalda Tuska. Skąd ta niechęć?

Krzysztof Rybiński: Wygląda na to, że obecnie jedynym celem rządu jest utrzymanie się przy władzy. Jeszcze rok temu rządzący mówili, że podwyżka podatków nie będzie konieczna, że oszczędzamy i będziemy mieli tanie państwo, co wręcz pozwoli na obniżkę podatków.

Tymczasem z danych GUS i ze sprawozdania rządu z wykonania budżetu za 2009 rok wiadomo, że w ciągu minionego roku zatrudniono 26 tys. nowych urzędników, a wydatki wzrosły o 10 proc. i podnosi się podatki. To doprowadzi do zapaści w finansach publicznych w ciągu kilku lat.

Nie wiem, czy to nastąpi jeszcze w tym roku, czy dopiero w przyszłym, ale stopniowo Polska, na skutek zaniechania reform, będzie degradowana z roli lidera wzrostu w Unii Europejskiej, którym jest teraz, do roli jednego z kilku państw, które się nie reformują. Za jakiś czas być może zostanie jedynym krajem, który się nie reformuje, i wówczas spadnie do roli ucznia, który siedzi w oślej ławce. To będzie oznaczało wzrost kosztów obsługi długu, a wówczas naprawić finanse publiczne będzie bardzo trudno.

Skąd ten pesymizm? Przecież  wzrost gospodarczy przyspiesza, produkcja rośnie, a bezrobocie lekko spada.

Sytuacja w polskich finansach staje się dramatyczna. Tego jeszcze przeciętny Polak nie widzi. Dla ekspertów, którzy zajmują się tym problemem od lat, jest to jednak oczywiste. Drugi rok z kolei deficyt sektora finansów publicznych przekracza 7 proc. PKB. Szykuje nam się trzeci rok z takim deficytem. To oznacza potężny skok długu publicznego w warunkach, gdy w Polsce nie było recesji. Moim zdaniem dług publiczny z pewnością  przekroczy 55 proc. PKB, a zapewne i 60 proc. Chyba że dojdzie do zasadniczej zmiany polityki gospodarczej rządu, na którą się na razie nie zanosi.

Dlaczego przekroczenie progu 55 proc., czy nawet 60 proc. ma być  dla Polski takie groźne, skoro w Unii Europejskiej są  kraje o znacznie wyższym długu?

To, że bogate kraje Unii mają wyższy dług publiczny, nie jest dla nas żadnym pocieszeniem. Deficyt strukturalny Polski należy do pięciu największych w krajach OECD, co pokazuje, że będzie bardzo trudno zahamować wzrost długu. Będziemy mieli do czynienia z poważnym wzrostem kosztów obsługi zadłużenia i konieczne stanie się podniesienie VAT do 25 proc. A to oznacza niski wzrost gospodarczy – na poziomie 3 proc. Bardzo wysokie podatki, przy niskim wzroście i przy wysokich wydatkach rządu, to przepis na to, co Michał Boni nazwał kiedyś dryfem rozwojowym – niskim wzrostem, dużo poniżej możliwości i aspiracji Polaków. Może jeszcze jakimś psim swędem uda się zahamować wzrost oprocentowania naszych obligacji do wyborów 2011 roku, ale potem jeżeli nie będzie reform, to powtórzy się scenariusz węgierski, a potem grecki.

Krzysztof Rybiński jest profesorem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Pełna wersja wywiadu: Bez reform Polskę czeka ośla ławka

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj