Wraz z rozwojem autostrad w Polsce pojawiły się nowe perspektywy dla przedsiębiorców inwestujących w stacje paliw. Na wielkie zyski przyjdzie im jednak jeszcze trochę poczekać.
– Ruch na autostradach jest zbyt mały, a stacje zbyt gęsto zlokalizowane. Odległość między nimi powinna wynosić przynajmniej 50 km, a nie jak obecnie 30 km – uważa Leszek Wieciech, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. To nie znaczy, że nie warto budować obiektów przy autostradach. – W tej chwili toczy się walka o zajęcie najlepszej pozycji, która będzie procentować w przyszłości – dodaje Leszek Wieciech.
Jak wynika z prognoz Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, do końca 2020 r. średni dobowy ruch pojazdów na drogach międzynarodowych wzrośnie o blisko 42 proc. w porównaniu z 2010 r. A duży ruch, jak podkreślają analitycy, gwarantuje szybki zwrot z inwestycji, kosztującej przynajmniej kilka milionów złotych.
Na to liczy West Real Estate, spółka inwestująca w nieruchomości komercyjne, która kupiła stację paliw MOP Statoil Odmiany przy autostradzie A4/A18. Według wyliczeń spółki w 2016 r. przychody ze sprzedaży stacji przekroczą 48,2 mln zł. Dla porównania w 2010 r. są prognozowane na niespełna 27 mln zł. Zysk netto na przestrzeni sześciu lat ma wzrosnąć z 870 tys. zł do 4,5 mln zł.
W stacje przy autostradach inwestują też koncerny paliwowe. Do niedawna przetargi wygrywały tylko Orlen i Lotos, do których należy już 3/4 stacji stojących przy prawie 900 km autostrad. Teraz polskim firmom wyzwanie rzucają zagraniczni giganci tacy jak Shell czy BP. Nieoficjalnie mówi się, że chcą wykroić dla siebie nawet 1/3 rynku. A to oznacza zaciekłą walkę o 118 stacji, na które jest miejsce przy krajowych autostradach.
Firmom, które nie zdołają wygrać przetargu na budowę obiektu przy autostradzie, pozostają inwestycje w innych lokalizacjach. Zdaniem analityków wciąż jest miejsce na nowe stacje w największych miastach kraju. Oczywiście nie we wszystkich. – Perspektywiczne są te, w których zużycie paliw jest wysokie. Patrząc po województwach, największe jest w mazowieckim, śląskim, wielkopolskim, dolnośląskim i małopolskim – tłumaczy Leszek Wieciech. Jak wylicza POPiHN udział tych regionów w całkowitej sprzedaży paliwa sięga 50 proc.
Reklama
Nic więc dziwnego, że Mazowsze na miejsce realizacji swoich projektów upatrzyła sobie spółka MOMO specjalizująca się w budowie automatycznych stacji paliw. Do końca 2015 r. chce ich wybudować 31. Pierwsza ma powstać w Grodzisku Mazowieckim. Spółka szacuje, że stacja będzie przynosiła ponad 9 mln zł przychodu rocznie.
Na tym dobre lokalizacje się nie kończą. Inwestycja się opłaca także w tych lokalizacjach, w których na jedną stację przypada duża liczba użytkowników. – Do takich należy województwo pomorskie, w którym jedna stacja obsługuje 6,5 tys. osób – dodaje Leszek Wieciech. Wreszcie zyskają ci inwestorzy, którzy postawią na stacje położone blisko granic z Czechami i Niemcami. Mogą bowiem oczekiwać wzmożonego ruchu zagranicznych klientów w związku z droższym paliwem u południowych i zachodnich sąsiadów.
W pozostałych lokalizacjach już tak dynamicznego rozwoju nie będzie. Generalnie od kilku już lat na rynku stacji paliw obserwowany jest trend spadkowy. Szacuje się, że w 2009 r. ubyło ich 140. – Zamykane są starsze obiekty, których nie opłaca się dostosowywać do nowych przepisów w zakresie ochrony środowiska. A trzeba to zrobić do 2012 r. – zauważa Leszek Wieciech.
Przy autostradach jest jeszcze miejsce na ponad 100 stacji / DGP