Kontrakt z Malezją: Bumar na czołgach nie zarobił, bo nie potrafił

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
5 kwietnia 2011, 19:58
Największy eksportowy kontrakt w historii polskiej zbrojeniówki dał co prawda pracę załodze Zakładów Mechanicznych Bumar-Łabędy, ale nie przyniósł zysku. Umowa na sprzedaż czołgów dla Malezji znalazła się pod lupą resortu skarbu, który sprawuje nadzór nad holdingiem Bumar.

Dziś mija termin składania ofert w konkursie na członków zarządu firmy. Osoby odpowiedzialne za sprzedaż i rozwój firmy stracą posady.

Konkurs w Bumarze potrwa do połowy kwietnia. Potem nowi wiceprezesi zbadają warte 380 mln dol. zamówienie na 48 czołgów dla Malezji. – Audyt zakończy się w tym roku – mówi Monika Koniecko, rzeczniczka Bumaru.

>>> Czytaj też: Bumar bierze wszystko. Powstanie polski gigant zbrojeniowy

Posadę ocali najprawdopodobniej Edward E. Nowak, prezes firmy, który zyskał przychylność resortu skarbu udaną restrukturyzacją spółki. Ale z Bumarem pożegnają się wiceprezesi odpowiedzialni za sprzedaż i marketing oraz rozwój. Resort skarbu chce otworzyć firmę na nowych ludzi, którzy unikną wpadek podobnych do kontraktu w Malezji.

Eksperci doradzają jednak wstrzemięźliwość przy ocenie kontraktu z Malezją.

– Trzeba na niego popatrzeć szerzej, a nie tylko przez pryzmat papierów – uważa Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju.

Przypomina, że nawet jeżeli kontrakt był nierentowny, to dał pracę pogrążonym w kryzysie zakładom w Łabędach.

Ekspert zwraca też uwagę na kontekst podpisywania umowy. Przypomina, że Malezyjczycy obiecywali nam wtedy dwukrotnie większe zamówienia. Dlatego w kontrakt z 2003 r. niemal z zasady wpisany być musiał brak zysku. – Zamiast trzech regimentów skończyło się na jednym, ale nie przez Polaków. Dlatego tego kontraktu będę bronił – zapewnia Kułakowski.

>>> Czytaj też: Gigantyczne kontrakty Bumaru: wozy dla Indii i żaglowiec dla Wietnamu

Podobnie uważają w samym Bumarze.

– Być może kontrakt balansuje na krawędzi opłacalności, ale niemal od podstaw stworzyliśmy ciekawy produkt, który jest rozpoznawalny na świecie – mówi anonimowo osoba związana z Bumarem.

PT-91M to wersja czołgu Twardy, będącego rozwinięciem radzieckiego T-72. PT-91M waży ponad 45 ton, ma armatę 125 mm, francuski system kierowania ogniem, system ostrzegający o skażeniach, dwa karabiny maszynowe na amunicję standardu NATO. Czołg otrzymał nowy blok napędowy, który można szybko wymienić w warunkach polowych i został wyposażony w nowoczesny pancerz. Problem w tym, że nie można go sprzedać w tej wersji poza Malezję.

– Ale śmiało można adaptować te rozwiązania i proponować je innym krajom – mówi Sławomir Kułakowski.

Tak też zresztą Bumar już uczynił. Czołg proponowano już Peruwiańczykom, jednak ci wybrali sprzęt z Chin.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj