Piasecki: Pancerna niby-potęga

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
5 kwietnia 2011, 20:00
Marcin Piasecki
Marcin Piasecki/DGP
Miał być zbrojeniowy kontrakt stulecia, a wyszło... właśnie nie wiadomo do końca co. Dopiero audyty wykażą, czy Bumar-Łabędy cokolwiek zarobił na dostawach czołgów do Malezji.

Co więcej, cała historia może się na tym nie skończyć – wiele wskazuje na to, że polska strona nie wywiązała się chociażby z zobowiązań offsetowych zawartych w kontrakcie. Pytanie więc, jak Malezyjczycy będą dochodzić swoich praw i ile będzie to nas kosztowało.

>>> Czytaj też: Bumar na malezyjskich czołgach nie zarobił, bo nie potrafił

Natomiast morał z tej historii jest taki: jeżeli malezyjski kontrakt był umową umożliwiającą tylko przeżycie zakładom w Łabędach, no to cóż – należało zacisnąć zęby i go realizować, poszukując jakichkolwiek innych szans rozwojowych dla fabryki. I może nie karmić opinii publicznej bajkami, jak to się stajemy pancerną potęgą, tylko otwarcie przyznać, że ten kontrakt nie przyniesie wielkich profitów, ale umożliwi funkcjonowanie.

Zamiast tego mamy bałagan finansowy, niezrealizowane zapisy w kontrakcie i nadszarpniętą reputację. A o tym, że Polska może stać się poważniejszym producentem czołgów, na poważnie nie myśli już nikt.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj