Gospodarcze echa trzęsienia ziemi: Japonia pogrąża się w recesji

Tak wciąż wyglądają japońskie miasta, choć od trzęsienia ziemi minęły już dwa miesiące. Na zdjęciu Kesennuma, 28 kwietnia 2011 r.
Tak wciąż wyglądają japońskie miasta, choć od trzęsienia ziemi minęły już dwa miesiące. Na zdjęciu Kesennuma, 28 kwietnia 2011 r. Fot. Bloomberg/DGP
Marcowe trzęsienie i tsunami wypłukały ostatnie nadzieje na wzrost japońskiego PKB. W pierwszym kwartale tego roku gospodarka spadła o 3,7 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. To więcej, niż się spodziewano.

Z kolei w porównaniu z poprzednim kwartałem, PKB spadł o 0,9 proc. To drugi kwartał spadków z rzędu, co oznacza wejście Japonii w techniczną recesję. Tegoroczna obniżka PKB jest zarazem największa od pierwszego kwartału 2009 r., gdy świat przechodził kulminację kryzysu finansowego. Tym razem recesja jest spowodowana m.in. obniżeniem konsumpcji i inwestycji, wywołanym katastrofą naturalną, która dotknęła wyspy 11 marca. Przed wstrząsami ekonomiści przewidywali wzrost rzędu 1,7 proc.

>>> Czytaj też: Trzęsienie ziemi w Japonii: Tsunami i silny jen pokonały Toyotę

Mimo to władze zachowują urzędowy optymizm. – Oczekujemy, że w tym roku budżetowym (rozpoczął się 1 kwietnia) PKB wzrośnie o mniej więcej 1 proc. – zapewnił Kaoru Yosano, minister polityki gospodarczej i fiskalnej, podczas prezentacji danych za pierwszy kwartał. – Sytuacja jest zupełnie inna od tej z czasów kryzysu. Dlatego perspektywy na odbudowę gospodarki są znacznie lepsze – dodał minister.

Innego zdania jest część ekspertów. Cytowany przez „The Wall Street Journal” ekonomista Hidehiko Fujii twierdzi, że dopiero kolejny kwartał pokaże rzeczywistą skalę szkód, jakie wyrządziły marcowe wstrząsy, a spadek gospodarczy może być nawet silniejszy. Okres po tsunami obejmie zaledwie trzy z 13 tygodni pierwszego kwartału. Wiele firm z czterech najbardziej zniszczonych prefektur nie miało fizycznej możliwości szybkiego wznowienia produkcji.

Co więcej, Japończycy wciąż mają problem z zapewnieniem dostaw energii elektrycznej. W marcu władze zwróciły się do firm o ograniczenie zużycia prądu o 15 proc. To nie wystarczyło. Wczoraj szef zrzeszenia producentów samochodów Toshiyuki Shiga zapowiedział, że fabryki będą pracować w weekendy, gdy zużycie prądu jest znacznie niższe. W zamian robotnicy dostaną wolne czwartki i piątki.

>>> Czytaj też: Kto zapłaci za Fukushimę?

Na dane gospodarcze natychmiast zareagowały tokijska giełda i miejscowa waluta. Kurs jena obniżył się w stosunku do i tak tracącego na wartości dolara o 0,2 proc., zaś indeks Nikkei 225 spadł o 0,4 proc. Więcej straciły niektóre firmy. Największy pod względem wartości rynkowej bank Mitsubishi UFG stracił 2,1 proc., zaś operator uszkodzonej elektrowni atomowej Fukushima I, Touden (znany na Zachodzie jako TEPCO), spadł aż o 8 proc.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraGospodarcze echa trzęsienia ziemi: Japonia pogrąża się w recesji »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj