W trakcie czwartkowej sesji na brak wrażeń nie można było narzekać. Tylko w pierwszych minutach handlu widać było niezdecydowanie wśród warszawskich inwestorów. Indeksy zyskiwały na otwarciu po około 0,1 proc. Byki szybko jednak przystąpiły do działania widząc, że nastroje na giełdach europejskich są niezłe. WIG20 jeszcze przed upływem pierwszej godziny znalazł się na poziomie 2870 punktów, czyli 0,6 proc. powyżej środowego zamknięcia. Osiągnięcie może niezbyt imponujące, ale jednak trwające trzeci dzień odreagowanie spadków zaczęło nabierać rumieńców. Przejście od obrony 2800 punktów do próby zbliżenia się do 2900 punktów to już coś. Optymizm jednak równie szybko został skorygowany. Przed południem indeks naszych blue chipów znalazł się pod kreską za sprawą załamania się zwyżki notowań kontraktów terminowych na amerykańskie indeksy. Późniejszą zwyżkę znów powstrzymały wieści zza oceanu. Po publikacji danych o wzroście PKB Stanów Zjednoczonych o 1,8 proc., czyli gorszym niż oczekiwano i wyższej niż się spodziewano liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, która sięgnęła 424 tys., WIG20 ponownie osłabł.

W gronie największych spółek bardzo dobrze spisywały się obie nasze rafinerie, których notowania zwyżkowały po ponad 2 proc. Po południu skala wzrostu akcji Lotosu zmniejszyła się do 1,5 proc. Nieźle też radziły sobie walory Telekomunikacji Polskiej, zyskujące 1,7 proc. Liderem były jednak rosnące o ponad 5 proc. papiery GTC, po informacji o sprzedaży połowy udziałów w Galerii Mokotów za ponad pół miliarda złotych. O prawie 3 proc. w górę szły też akcje Asseco. Mocno rosnące w środę papiery PZU i Tauronu w czwartek traciły na wartości chwilami po ponad 1 proc., o niemal 2 proc. przeceniano akcje Pekao.

Byki na giełdach w Paryżu i Frankfurcie stać było jedynie na dobry początek notowań. Na otwarciu tamtejsze indeksy zyskiwały po 0,5 proc., szybko ruszyły jednak w dół, spadając pod kreskę już po pierwszej godzinie handlu. Wyjątek stanowił londyński FTSE. Choć poranna zwyżka o prawie 0,8 proc. także mocno stopniała, to niemal do końca dnia zdołał utrzymać się na plusie. Najmocniej na kiepskie dane zza oceanu zareagowali inwestorzy we Frankfurcie. Po południu DAX tracił 1 proc. i był liderem wśród europejskich spadkowiczów. Sami Amerykanie aż tak bardzo stanem swojej gospodarki się nie przejęli. W pierwszych godzinach handlu Dow Jones zniżkował o 0,4 proc., a S&P500 spadał o 0,3 proc.

WIG20 zakończył dzień wzrostem o 0,08 proc., WIG zyskał 0,14 proc., mWIG40 wzrósł o 0,4 proc. a sWIG80 osiągnął poziom identyczny jak na środowym zamknięciu. Obroty wyniosły nieco ponad miliard złotych.