Putin był już prezydentem Federacji Rosyjskiej przez dwie kadencje, w latach 2000-2008. Ubiegania się o trzecią kadencję z rzędu zabraniała mu konstytucja. Odchodząc z urzędu, na swojego następcę zaproponował Miedwiediewa, a sam stanął na czele rządu. Wcześniej poprowadzona przez niego Jedna Rosja w wyborach do Dumy zdobyła większość konstytucyjną. Już wtedy analitycy prognozowali, że Miedwiediew będzie jedynie strażnikiem kremlowskiego tronu i że Putin w 2012 roku zechce wrócić na Kreml.

Miedwiediewa w zbliżających się wyborach parlamentarnych czeka trudne zadanie. W sierpniu poparcie dla Jednej Rosji spadło do 54 procent, tj. do najniższego od dwóch lat poziomu. Taki rezultat wyborów przełożyłby się na 64 proc. miejsc w Dumie. Oznaczałoby to, że partia władzy utraciłaby większość konstytucyjną w izbie, wynoszącą dwie trzecie mandatów - 300. Obecnie Jedna Rosja kontroluje 315 miejsc w izbie, czyli 70 proc.

W opinii części analityków, słaby wynik tej partii w wyborach do Dumy może sprawić, że do gry o tekę premiera wrócą inni kandydaci. Do poniedziałku za najpoważniejszego pretendenta uchodził wicepremier i minister finansów Aleksiej Kudrin, któremu w maju ponoć już obiecano stanowisko szefa rządu przy nowym prezydencie.

Właśnie niedotrzymaniem tej obietnicy niektórzy komentatorzy tłumaczą jego ostre wystąpienie w Waszyngtonie, w którym faktycznie wypowiedział posłuszeństwo Miedwiediewowi, za co w poniedziałek demonstracyjnie został przez niego wyrzucony z rządu.

Kudrin zapowiedział w niedzielę, że nie będzie pracował w przyszłym gabinecie Miedwiediewa. Wyjaśnił to różnicą poglądów w sprawach polityki gospodarczej, w tym budżetowej. Skrytykował przede wszystkim przeforsowany przez obecnego prezydenta wzrost wydatków na zbrojenia. Później szef resortu finansów złagodził stanowisko, deklarując, że jest gotów przyjąć po przyszłorocznych wyborach prezydenckich dowolną funkcję, która pozwoli mu działać na rzecz reform.

Reklama

Dziennik "Wiedomosti" zauważył, że "bez względu na to, kto zostanie premierem, nie zrobi on niczego, co byłoby jaskrawo sprzeczne z poglądami Władimira Putina". "Jasne jest też, że nowy rząd, niezależnie od tego, kto będzie nim kierował, będzie musiał pracować w warunkach globalnej recesji, spadających cen ropy i deficytu budżetu" - dodała gazeta.

Z sondaży socjologicznych wynika, że większość społeczeństwa powrót Putina na Kreml przyjmie z zadowoleniem. Wciąż jest on najpopularniejszym politykiem w Rosji. Rodakom kojarzy się przede wszystkim z zaprowadzeniem porządku w kraju, podniesieniem stopy życiowej, zwiększeniem poczucia bezpieczeństwa i umocnieniem pozycji Rosji na arenie międzynarodowej.

Natomiast eksperci różnią się w ocenach, co Rosji przyniesie powrót Putina na Kreml. Olga Krysztanowska z Rosyjskiej Akademii Nauk przewiduje, że Putin-2 będzie różnić się od Putina-1. "Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki. Putin nie może być dokładnie taki, jaki był. Nie może realizować tego samego programu. Różne zespoły pracują już nad tym, aby nowy program stworzyć" - zauważyła ta znana socjolog w jednym z wywiadów radiowych.

Jej zdaniem, Putin jako prezydent będzie "twardym liberałem", reformatorem. "Modernizacja jest Rosji absolutnie niezbędna. Putin musi Rosję zmodernizować. Modernizacja albo śmierć - innego wyboru nie ma. W jego ekipie jest bardzo wielu ludzi, którzy to rozumieją" - wskazała.

Krysztanowska, wybitna znawczyni rosyjskich elit, podkreśliła, że "bez liberalnych reform Rosję czeka gospodarczy ślepy zaułek". "Trzeba stworzyć biznesowi warunki do rozwoju i zarabiania. Jeśli ludzie nie będą zarabiać, wybuch społeczny stanie się nieunikniony. Rosję trzeba otworzyć na inwestycje" - oświadczyła.

Według niej, "te ramy gospodarcze uczynią z prezydenta Putina liberała". "Jest to konieczne - bez względu na to, czy on tego chce, czy nie. I on ma tego świadomość" - zaznaczyła socjolog.

Z kolei ekonomista Jewgienij Gontmacher z Instytutu Rozwój Społecznego (Insor) uważa, że Rosję pod rządami Putina czeka albo dalsze przykręcanie śruby, albo wybuch społeczny. W jego ocenie, w pogrążonym w korupcji, anachronicznie zarządzanym, pozbawionym niezależnego sądownictwa i nie mającym samodzielnego parlamentu kraju w ciągu trzech-pięciu lat nastąpi krach.

Eksperci uważają, że powrót Putina na Kreml nie powinien natomiast spowodować poważniejszych zmian w polityce zagranicznej Rosji. W tej, którą prowadził Miedwiediew - argumentują - nie było niczego rażąco niezgodnego z poglądami Putina.

Nowy stary prezydent znany jest z chłodnego stosunku do Zachodu. Ma jednak świadomość, że dla modernizacji państwa będzie potrzebował jego poparcia, przede wszystkim inwestycji i technologii. Nie oznacza to jednak, że pozwoli, by Zachód narzucał Rosji swoje reguły gry.

Można się spodziewać, że w stosunkach ze Stanami Zjednoczonym nadal dominować będzie problem rozmieszczenia w Europie, w tym w Polsce, elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej.

Z kolei w relacjach z Unią Europejską jednym z głównych obszarów sporów pozostanie sfera energetyczna, o czym świadczy dążenie Putina do jak najszybszego uruchomienia Gazociągu Północnego przez Morze Bałtyckie do Europy Zachodniej (Nord Stream) i forsowanie przez niego budowy Gazociągu Południowego przez Morze Czarne do Europy Południowej i Środkowo-Wschodniej (South Stream).

Natomiast w stosunkach z krajami b. ZSRR specjaliści oczekują nasilenia prób nakłonienia ich do bliższej integracji z Rosją, a głównym narzędziem nacisków będzie tradycyjnie gaz i ropa.

W polityce Kremla wobec Polski raczej nie nastąpią większe zmiany. Dmitrij Babicz, komentator pisma "Russia Profile", powiedział PAP, że dla relacji rosyjsko-polskich nie ma większego znaczenia, czy w wyborach prezydenckich w Rosji w marcu 2012 roku wystartuje Miedwiediew czy Putin.

"Tak naprawdę poprawa stosunków rosyjsko-polskich jest projektem Putina. Już dawno zrozumiał, jak złożone są relacje między Rosją i Polską. Dostrzegł w tym wyzwanie dla siebie. Postawił przed sobą zadanie udowodnienia, że stosunki te można poprawić" - zauważył Babicz.