Ostatnie dane o liczbie mieszkań oddawanych do użytku napełniają optymizmem branżę wyposażenia wnętrz. Według GUS w styczniu przybyło ponad 11 tys. lokali, o 13 proc. więcej niż przed rokiem. Prawie dwie trzecie mieszkań wybudowali inwestorzy indywidualni, co również pozwala przewidywać poprawę na rynku. Powierzchnia domów na ogół jest większa niż mieszkań w blokach, co wymaga zakupu większej ilości materiałów do wykończenia i wyposażenia.

>>> Czytaj też: Na sprzedaży wyposażenia wnętrz znów można zrobić dobry interes

Jest więc szansa na wyjście z dołka. Ostatni rok przyniósł wzrost rynku zaledwie o 1,7 proc. do 13,8 mld zł. – Kolejne lata powinny jednak przynieść oczekiwane odbicie. Szacujemy, że ten rok zakończy się już na poziomie 14,3 mld zł, a w 2013 r. wartość rynku wyposażenia wnętrz przekroczy 15 mld zł – mówi Jarosław Frontczak, analityk z firmy badawczej PMR.

Branża nie jest łatwa

Dobre perspektywy skłaniają do zainwestowania we własny biznes na tym rynku. Kusi też mnogość sieci oferujących współpracę, dzięki czemu każdy może znaleźć coś dla siebie.

Reklama

Obecnie inwestorzy mogą wybierać spośród blisko 35 konceptów. Najwięcej– 12 – działa, jak wynika z danych portalu Franchising.pl, w segmencie podłóg, okien, drzwi i parapetów. Na rynku mebli do wyboru jest 6 sieci, artykułów wykończeniowych do łazienek – 4, a tekstyliów – 3. Na zasadzie franczyzy można też otworzyć sklep z porcelaną, kominkami, artykułami elektrycznymi, a nawet market budowlano-wykończeniowy.

Jest więc w czym wybierać i warto skorzystać z doświadczenia innych, bo prowadzenie działalności w tej branży nie jest łatwe. – Konsumenci poszukują tanich towarów. Przez to niższa jest średnia wartość transakcji w sklepie – zauważa Jarosław Frontczak.

Wyjątkiem są materiały wykończeniowe jak podłogi czy glazura, gdzie największym zainteresowaniem cieszą się produkty ze średniej i wyższej półki cenowej. Wśród mebli liderem są tanie meblościanki.

>>> Czytaj też: Markety budowlane zainwestują 2 mld zł w małych miastach

Stale rosnąca konkurencja, głównie ze strony zachodnich sieci, które wciąż wchodzą na rynek, wywołała poza tym ostrą walkę cenową. W jej efekcie panele podłogowe mimo podwyżek VAT i cen surowców kosztują obecnie średnio 15 proc. mniej niż dwa lata temu.

Jaki kapitał na start?

Na rynku znaleźć już można sieci, które wymagają inwestycji na poziomie 10 tys. zł. Najwięcej z nich działa w kategorii podłóg i okien. Są to m.in. sieci Budvar, Delta oraz Podłogi i Drzwi – wynika danych portalu Franchising.pl. W tej ostatniej kwota inwestycji to co prawda 15 tys. zł, z czego 3 tys. zł to opłata licencyjna.

Średnio na uruchomienie biznesu potrzeba ok. 40 tys. zł. Za tyle nawiążemy współpracę z sieciami Akusta, czy Majster podłogi. Największe wydatki czekają tych inwestorów, którzy zechcą rozpocząć współpracę z siecią Komfort, lub Vox. W pierwszej koszt otwarcia placówki szacowany jest na 120 tys. zł, a w drugiej na 75 tys. zł. Do tego Vox wymaga nie tylko dużego lokalu o powierzchni 250 mkw., ale też 700 mkw. magazynu. – Pobieramy również opłatę, której wysokość jest negocjowana osobno z każdym franczyzobiorcą. Można przyjąć, że średnio wynosi około 7 tys. zł – tłumaczy Arkadiusz Palus ze spółki Składy Vox.

W Komforcie opłata licencyjna wynosi 15 tys. zł, franczyzobiorca nie musi natomiast finansować zakupu towaru do sklepu, bo średni okres jego rotacji równy jest terminowi płatności za dostawy. Zaletą Komfortu jest to, że rozwija się w coraz mniejszych miastach. Podobnie zresztą jak Dobre dla Domu. – Interesują nas miasta poniżej 50 tys. mieszkańców. W nich od franczyzobiorców pobieramy o połowę mniejszą opłatę w wysokości 5 tys. zł. Mniejsze są też opłaty za działanie w sieci. Wynoszą 3 proc. od obrotu. Standardowa opłata to 4 proc. Koszt inwestycji jest natomiast taki sam dla wszystkich – 100 tys. zł. – tłumaczy Paweł Kamiński ze spółki DDD Dobre dla Domu.

Nakłady rzędu około 100 tys. zł czekają też tych, którzy chcieliby zaistnieć na rynku salonów meblowych. Takich pieniędzy potrzeba na otwarcie sklepu pod marką Bizzarto czy Witek’s. W tej drugiej sieci koszt zakupu towaru odbywa się jednak na koszt firmy.

Nawiązanie współpracy z Abrą wymaga sporych oszczędności. Poza 30 tys. zł opłaty wstępnej do kosztów trzeba doliczyć około 90 tys. zł na przygotowanie lokalu. 90 tys. zł kosztuje zakup mebli na ekspozycję, ale na to Abra daje bezkosztowy roczny kredyt.

Równie kosztowne są inwestycje związane są z otwarciem salonu z porcelaną, tekstyliami do domu czy artykułami do łazienek. Sieć Eurofirany wymaga nakładów rzędu 80–350 tys. zł. Firma Mirad z glazurą i armaturą do łazienek szacuje koszty na 75 tys. zł, ale wymaga też posiadania środków nie mniejszych niż 10-krotność przewidywanych miesięcznych kosztów operacyjnych. Jeszcze drożej jest w segmencie z porcelaną. Własny salon Villeroy&Bosch to wydatek 400 tys. zł.

Da się zarobić

Jak na razie średni czas zwrotu z inwestycji wynosi około 1,5 roku. Przybywa jednak sieci, które deklarują odzyskanie nakładów w krótszym czasie.

– Zwrot z inwestycji następuje średnio po roku. Są jednak też sklepy, które choć zostały uruchomione w 2011 r., w okresie spowolnienia, pierwsze zyski osiągnęły już po trzech miesiącach – tłumaczy Paweł Kamiński.

Sieć Abra deklaruje, że pierwszych zysków franczyzobiorcy mogą oczekiwać już w pierwszym miesiącu działania sklepu. Zwrot z inwestycji jest natomiast przewidziany przed upływem 12 miesięcy.

Wynagrodzenie na rękę dla właścicieli sklepów rzędu 10 tys. zł nie jest już czymś wyjątkowym. Co więcej, jest do utrzymania, bo w przeciwieństwie do branży RTV/AGD sektorowi wyposażenia wnętrz nie zagraża internet. Jak wynika z badań firmy PMR przeprowadzonych w ubiegłym roku, tylko 8,1 proc. osób deklaruje zakup mebli w sieci.