Do tej pory w swoich książkach zajmowała się Pani głównie tematyką górską. Seria "Małe wielkie podróże" opisuje kraje czasem zupełnie gór pozbawione.

Olga Morawska: Tak, to seria subiektywnych przewodników po różnych krajach świata, do których miałam okazję podróżować. Pierwsza była książka o Danii, czyli przewodnik "Wakacje w Danii". Dziś premierę ma Norwegia. Następne będą Republika Południowej Afryki, Kanada, Nepal i Szkocja. Próbuję przybliżać te miejsca i pokazać, jak łatwo można do nich dotrzeć. Podróżowanie w moim przekonaniu nie jest tylko zajęciem dla wybranych. Każdy może sobie takie małe wielkie podróże zorganizować i przeżyć, tylko trzeba trochę odwagi. Najważniejszy jest pierwszy krok, a potem to już jakoś pójdzie. W książkach staram się zawrzeć podstawowy podróżniczy niezbędnik, jak informacje o walucie, klimacie, noclegach.

 Dlaczego pierwszy swój przewodnik poświęciła pani Danii, krajowi mało popularnemu w Polsce?

O.M.: Właśnie dlatego. Gdy poszłam do księgarni, okazało się, że nie ma żadnego przewodnika po Danii. A przez lata przyjaźniłam się z Dunką, Laurą, którą odwiedzałam i przy okazji zwiedzałam jej kraj. Dania jest z jednej strony nam bliska, a z drugiej bardzo daleka. Dużo więcej nas łączy ze Szwedami. Kiedyś można było przez Bałtyk przejść po lodzie do Szwecji, mieliśmy wspólnych królów i wzajemnie się najeżdżaliśmy. Z Danią takich koneksji nie mamy. I może dlatego nie jeździmy tam zbyt często na wakacje. Szkoda, bo to kraj, w którym można odpocząć. Po wakacjach w Danii człowiek wraca uspokojony i z pozytywną energią. Dziś nie jest o to łatwo. Po wypoczynku w egzotycznych kurortach wracamy wprawdzie opaleni i przejedzeni, ale i zdenerwowani, ponieważ przez cały czas towarzyszył nam tłum ludzi. W Danii, nawet w Kopenhadze, tłumów nie ma. A dodatkowo wszędzie można dojechać rowerem. Można nurkować, żeglować, surfować. W tej niepozornej Danii naprawdę wiele jest do zrobienia.

Co w Danii trzeba koniecznie zobaczyć?

O.M.: Duńską oczywistą oczywistością jest Kopenhaga. To piękne miasto z majestatycznymi pałacami, niesamowitym parlamentem i kanałami, po których można pływać barkami i tramwajami wodnymi. Jest oczywiście Syrenka, która ma ciekawą historię, ponieważ miała już i obcinaną głowę, i rękę, i wielokrotnie była oblewana farbą przez różnych działaczy z różnych powodów. Zazwyczaj tym aktom dewastacji towarzyszy jakaś ideologia. Syrenka pochodzi z bajki Andersena. Ciekawostką jest także Muzeum Zimnej Wojny. Ponieważ Lego jest duńską firmą, to w 1968 roku w Danii w Billund powstał pierwszy Legoland. Warto go zobaczyć, aby przekonać się, ile rzeczy można zbudować z klocków Lego. W tym kraju znajduje się także zamek, który był pierwowzorem twierdzy opisanej w "Hamlecie" i w którym co roku odbywa się festiwal szekspirowski.

Czym Dania zaskoczy nas kulinarnie?

O.M.: Głównym daniem duńskim, z którego w dodatku są bardzo dumni, są hot dogi. To właśnie świadczy o poziomie wyszukania duńskiej kuchni. Duńskie hot dogi mają czerwoną skórkę i określane są jako najlepsze hot dogi na świecie. Duńczycy mają fajną cechę, ponieważ uważają, że wszystko, co jest ich, jest najlepsze na świecie. Dumni są nawet z najprostszych rzeczy, jeśli tylko są duńskie.

To zadowolony z siebie naród?

O.M.: Nie do końca, ponieważ z drugiej strony mają coś, co określają jako Janteloven - niepisaną zasadę "Nie myśl, że jesteś kimś". To straszliwe ściąganie w dół. Ponoć z tego powodu Danię opuściło bardzo wielu artystów - nie mogli znieść, że ciągle odmawia im się prawa do sukcesu. To trochę paradoks. Z jednej strony to naród, który cieszy się, że ma najlepsze na świecie parówki, a z drugiej wszyscy jego obywatele powinni być równi, nikt nie może nic osiągnąć. Tam naprawdę obowiązuje memento - niech ci się nie wydaje, że coś osiągnąłeś. Potwierdził mi to także muzyk Czesław Mozil, który wychował się w Danii.

Drugi przewodnik dotyczy Norwegii. Czym ona panią ujęła?

O.M.: To kraj przede wszystkim górski. W Polsce wszyscy myślą, że jest tam pięknie, zielono i drogo oraz - cokolwiek to znaczy - że są fiordy. I rzeczywiście tak jest. Jest pięknie i morze wgryza się w ląd tworząc fiordy. Jest bardzo dziko i właśnie dlatego warto pojechać do Norwegii. Już nawet nie trzeba specjalnie zwiedzać, bo każde dowolne miejsce jest magiczne. Norwegia jest spokojna, przy czym nie jest to spokój rolniczej Danii. Tu pierwsze skrzypce odgrywa niesamowita przyroda. Są wspaniałe warunki do wspinaczki, dlatego swoje umiejętności szlifowali tu najbardziej znani polscy himalaiści. Dzięki ciepłemu Golfsztromowi norweskie morze, nawet za kołem polarnym, jest dość ciepłe. Nurkując w nim można spotkać rozgwiazdy i jeżowce, czyli wszystko, co kojarzyło mi się do tej pory z Morzem Śródziemnym. W Norwegii ciepły prąd czyni z przyrodą cuda.

Jacy są ludzie w Danii i w Norwegii?

O.M.: Są zdystansowani, ale zawsze chętnie pomogą. A do tego znają języki - angielski, niemiecki. Ważne jest natomiast, czym się różnią. Duńczycy od XV wieku najeżdżali Norwegię i tam rządzili, więc Norwegowie nie pałają dzisiaj do nich jakąś wielką miłością, ale są w stanie się dogadać. Norwegowie od czasu, gdy odzyskali niepodległość, mają dużą potrzebę podkreślania, że są Norwegami, w związku z czym szczególne znaczenie mają dla nich bohaterowie narodowi. Największym po dziś dzień jest Fridtjof Wedel-Jarlsberg Nansen, który nie dość, że był naukowcem-polarnikiem, to jeszcze był zaangażowany społecznie i politycznie, co przyniosło mu Pokojową Nagrodę Nobla.

A co myślą o Polakach?

O.M.: Zarówno w Danii, jak i w Norwegii przez lata bardzo wielu naszych rodaków pracowało w charakterze robotników budowlanych. Ale z czasem zaczęli tam przenosić się także dobrze wykształceni Polacy i zmieniać ten wizerunek. Na pewno duże znaczenie w kształtowaniu opinii o Polakach mają programy typu Erazmus, dzięki którym polscy studenci dają się poznać jako ambitni i pracowici. Trzeba dodać, że zarówno w Norwegii, jak i w Danii niełatwo jest wrosnąć w lokalne społeczeństwa, ale na pewno nie będą obcokrajowców gnębić. Są raczej przyjaźni i tolerancyjni. Choć przypadek Andersa Breivika, który z nacjonalistycznych pobudek zamordował kilkadziesiąt osób, pokazuje też pewien poziom frustracji. Niektóre społeczności na dużo się zgodzą, ale potem muszą wybuchnąć. Ale ja nigdy nie spotkałam się z jakąkolwiek wrogością.

Czego Polacy mogliby się nauczyć od Duńczyków i Norwegów?

O.M: Zaskoczeniem była ich pogoda ducha. My ciągle narzekamy, że jest zimno albo pada, a oni mają swoje skandynawskie przysłowie mówiące, że "nie ma złej pogody, można być tylko źle ubranym". Niezależnie od tego, czy bardzo wieje i urywa im głowę, czy w środku lipca nadciąga śnieżyca - kwitują to stwierdzeniem, że trzeba założyć cieplejszą kurtkę. To bardzo różni Skandynawów od wiecznie narzekających Polaków. Oni wiedzą, że nie ma co narzekać i trzeba robić swoje. Ciężko wyprowadzić Duńczyków z równowagi, a już Norwegów to w ogóle.