W poniedziałek premier Danii Mark Rutte podał się do dymisji po wystąpieniu z koalicji rządzącej Partii Wolności Geerta Wildersa. Tę decyzję szef partii umotywował brakiem porozumienia dotyczącego rozmiarów fiskalnej konsolidacji. We Francji, kandydat socjalistów na prezydenta, Francois Hollande obiecał rzucić rękawicę strategii antykryzysowej Angeli Merkel poprzez renegocjację umowy fiscal compact i żądanie większego zaangażowania EBC. Hollande zadeklarował także, że w swojej polityce skupi się bardziej na zwiększaniu wzrostu gospodarczego niż na środkach oszczędnościowych. Partia Merkel, CDU broniła swojej pozycji - kanclerz Merkel po raz kolejny powtórzyła, że “nie można przyjąć więcej niż jest się w stanie wydać. Nawet, jeśli Hollande i przeważająca część elektoratu nie chce o słyszeć o trudnych decyzjach, Francja musi zmierzyć się z nieuniknionymi zmianami, aby skorygować nadmierny deficyt i zadłużenie. Jeśli Hollande zwycięży w wyborach 6 maja i zrealizuje potem swoją groźbę wycofania środków oszczędnościowych, z pewnością spowoduje to wzrost rentowności obligacji kraju i zaszkodzi euro.
Recesja nie jest problemem w UK
Autorzy nagłówków będą jutro mieli używanie, ponieważ Wielka Brytania po raz kolejny oficjalnie ześlizgnęła się w recesję. Gospodarka skurczyła się o 0, 2% w pierwszym kwartale po -0, 3% stracie zanotowanej w czwartym kwartale 2011. Jest to jednak dość arbitralne rozróżnienie biorąc pod uwagę, że przy zakładanym 0, 1% wzroście kwartalnym tak czy inaczej wyniki byłyby gorsze niż sześć miesięcy temu. Jednym z czynników odpowiedzialnych za osłabienie gospodarki jest sektor budowlany, który zanotował w 1Q -0,3%. To kłóci się nieco z danymi o inflacji PMI z tego sektora, które w marcu wykazały całkiem dużą poprawę (z 54,3 do 56,7). Bez wątpienia wywoła to pytania dotyczące akuratności oficjalnych danych i ale chociaż będą musiały zostać w dużym stopniu skorygowane, to jednak obecnie to jedyne dane, jakimi dysponuje rząd i na ich podstawie musi planować. Uczciwie można powiedzieć, że gospodarka UK w ciągu ostatnich dwóch lat raczej kulała niż zdrowiała. W tym okresie ekonomia kurczyła się przez tyle samo kwartałów, przez ile rosła. To podkopuje rozróżnienie między byciem w i poza recesją. Faktem jednak jest, że brytyjska gospodarka nadal nie sięgnęła 4% rekordu osiągniętego przed kryzysem, natomiast Niemcom i USA udało się przekroczyć swoje rekordy. To po raz kolejny oznacza, że Bank of England nie docenił inflacji, (która spada wolniej niż się spodziewano) i przecenił gospodarkę. Dla rządu oznacza to, że znów musi postawić sobie pytanie o stabilność cięć fiskalnych w obliczu anemicznej kondycji gospodarki i politycznego zamętu.
Pierwotna odpowiedź ministerstwa skarbu na to pytanie brzmiała: to wina strefy euro i ich kryzysu, ale ta kwestia ma głębsze znaczenie niż się wydaje, między innymi dlatego, że spowolnienie w zdrowieniu gospodarki było widoczne już długo przed kryzysem 2011. Funt, co zrozumiałe, stracił nieco ze swojego blasku i wrócił na poziom 1,61 w stosunku do dolara a do funta na 0,82. W przyszłym tygodniu bank opublikuje raport o inflacji, w którym ważną rolę będą odgrywała kwestia wiarygodności.
