Im więcej będzie w sieci informacji błahych, tym więcej osób szukać będzie kontaktu z moimi serwisami – mówi właściciel Infor-u Ryszard Pieńkowski. Jego spółki od 25 lat działają w myśl zasady: o krok przed innymi.
Pomysł na biznes przyszedł mu do głowy, gdy pracował w urzędzie skarbowym. Był rok 1987, w Polsce zaczynał się czas reform gospodarczych, a tysiące Polaków zakładały pierwsze firmy i nie wiedziały nic o podatkach. Ryszard Pieńkowski wydrukował więc pierwsze egzemplarze „Prawa Rzemieślnika” i zaczął je rozwozić własnym samochodem. Taki był początek Biura Informacji Organizacyjno-Prawnej „Inform”, protoplasty dzisiejszego INFOR-u. Po 25 latach od startu firma należy do największych grup wydawniczych na rynku z rocznymi przychodami przekraczającymi w ubiegłym roku 230 mln zł.
Ale rynek nie jest już jednak tak łatwy, jak kiedyś. Tradycyjny biznes wydawniczy podkopuje internet, który zmienił oczekiwania i przyzwyczajenia czytelników. Wydawcy szukają własnego sposobu, by odnaleźć się w cyfrowym świecie, w którym przychody z reklam nie są na tyle wysokie, by zastąpić wpływy z papieru, a użytkownicy nie chcą jeszcze na masową skalę płacić za treści publikowane w sieci. Zdaniem Ryszarda Pieńkowskiego smartfony i tablety, w połączeniu z aplikacjami mobilnymi, pomogą przekształcić biznes INFOR-u tak, by w ciągu kilku lat większość przychodów pochodziła ze sprzedaży produktów elektronicznych, a nie papierowych. Bo czytelnik potrzebuje sprawdzonej, rzetelnej i użytecznej informacji. Taką ma wizję.

Od segregatora do gazety

Słowa wizja Ryszard Pieńkowski używa najczęściej, gdy wspomina początki swojego biznesu. Gdy wystartował z Informem, nie tylko sprzedawał przedsiębiorcom porady prawne, lecz także segregatory. By mogli w nich zbierać kolejne wydania. I okazało się, że niektórzy ustawiali je w swoich gabinetach, bo to dobrze wyglądało. Biznes zaczął się rozwijać, firma przekształciła się w INFOR i zaczęła wydawać kolejne pisma, kierowane do określonych grup zawodowych. W roku 1991 „Prawo Rzemieślnika” zmieniło się w tygodnik „Prawo Przedsiębiorcy”, a wyniki sprzedaży sięgnęły 200 tys. egzemplarzy. Trzy lata później zapadła decyzja o stworzeniu „Gazety Prawnej”.
– To był jego pomysł. Wstrzelił się idealnie w czas, bo tysiące Polaków zakładały własne firmy i nie wiedziały, jak poruszać się w nowej rzeczywistości gospodarczej i prawnej. Celem było bieżące śledzenie zmian w prawie, ale także tłumaczenie, co z tego wynika. To były czasy, gdy urząd skarbowy na pytanie petenta odpowiadał cytatem z ustaw. To było niezrozumiałe nawet dla osób, które ukończyły prawo – wspomina Krzysztof Sobczak, pierwszy redaktor naczelny „Gazety Prawnej”, dziś w Wolters Kluwer, konkurencji INFOR-u.
INFOR jednocześnie wchodził na nowe rynki, uruchamiając takie tytuły, jak „Gazeta Ubezpieczeniowa”, ale to „Gazeta Prawna” szybko zdobywała czytelników i rynek, więc apetyt właściciela rósł. – Trzeba przyznać, że niemal od początku miał dość dalekosiężną wizję, by z „Gazety Prawnej” uczynić dziennik – dodaje Sobczak.
Okazja, by ją zrealizować, pojawiła się niespodziewanie w 1995 roku. INFOR zdecydował się wtedy na pierwsze duże przejęcie – od szwajcarskiego koncernu Jean Frey kupił ogólnopolski tygodnik „Prawo i Życie”, a potem 49 proc. udziałów spółki Nowa Europa od włoskiej grupy wydawniczej Il Sole 24 Ore. Rok później spółka odkupiła pozostałe udziały w Nowej Europie, chwilę potem wprowadziła na rynek dziennik „Prawo i Gospodarka”. Tytuł jednak nie chwycił, po inwestycji zostały koszty (w 2002 r. INFOR sprzedał go razem z „Gazetą Bankową”). A na świecie wybuchł kryzys po zamachach 11 września w 2001 roku. Przedsiębiorcy zaczęli gwałtownie obcinać prenumeratę. INFOR miał problemy z płynnością, firma stanęła na krawędzi. „Kiedyś, podczas wykładu w SGH na temat cech przedsiębiorcy, powiedział, że najważniejsza jest odwaga aż do granic brawury. Ta właściwość pozwoliła mu, jak twierdzi, przetrwać, bo się nie poddał nawet wtedy, kiedy banki odmawiały mu kredytu. Firma coraz bardziej się pogrążała, a on poznał na własnej skórze, na czym polega samotność lidera. Nikt się nie mógł domyślać, co przeżywał. Cisza błękitu, twarz jednakowa – przytacza frazę ze Słowackiego. Taki stawał przed pracownikami. W końcu uratował go mały bank spółdzielczy z Łomianek, który udzielił mu 2 mln zł pożyczki. – Wiedzieli, że nie mam zdolności kredytowej, mimo to mi zaufali – wspomina właściciel INFOR-u” – pisała w 2009 roku Krystyna Lubelska w „Polityce” w tekście „Obywatel Pieńkowski”.
Dziś Ryszard Pieńkowski przyznaje, że Nowa Europa była błędem, ale podkreśla, że lekcja nie poszła na marne. Przyczyniła się do przekształcenia w dziennik w 2001 roku ówczesnego tygodnika „Gazeta Prawna”. Rok później branżowe pismo „Media i Marketing Polska” przyznało mu tytuł „Dziennika Ogólnopolskiego Roku”. Sprzedaż zaczęła oscylować w granicach 80 – 100 tys. egzemplarzy.
– W pierwszych latach istnienia „Gazety Prawnej” „Rzeczpospolita” była dla nas pewnym punktem odniesienia, ale po drugiej stronie raczej nas nie dostrzegano. „Rzeczpospolita” była krążownikiem, a my taką kanonierką. Wszystko zmieniło się po tym, gdy „Gazeta Prawna” stała się dziennikiem. Wtedy stanęliśmy naprzeciwko siebie, i choć pod względem uzbrojenia „Rzepa” nas przewyższała, to w obszarze prawnym byliśmy lepsi – uważa Krzysztof Sobczak.
Rozpoczął się okres coraz ostrzejszej konkurencji między obiema gazetami. W 2005 roku Pieńkowski postanowił wprowadzić jeszcze większe zmiany – przekształcić „Gazetę Prawną” w dziennik gospodarczy.
– INFOR przymierzał się do zmiany formuły gazety, która miała otworzyć się szerzej na przedsiębiorców i menedżerów, nie porzucając jednak tradycyjnych czytelników – wspomina Jarosław Sroka, twórca i szef „Pulsu Biznesu”, a potem „Newsweek Polska”, którego właściciel INFOR-u ściągnął do stworzenia nowej gazety. Dodaje, że Pieńkowski zrobił na nim dobre wrażenie wbrew wręcz demonicznej sławie właściciela, który często zmienia zdanie i ręcznie zarządza gazetą. – Miał wydawniczy szósty zmysł, myślał kategoriami czytelnika i tym, że informacja musi być użyteczna. I muszę przyznać, że miałem ogromny margines wolności w kreowaniu tytułu i zespołu, nie ingerował w treść i zmiany – podkreśla Sroka. Krzysztof Sobczak też przyznaje, że za jego czasów miał swobodę w zarządzaniu gazetą, choć spędzał długie godziny na naradach strategicznych z właścicielem. Pod kierownictwem Sroki „Gazeta Prawna” zmieniła layout, rozbudowała dział gospodarczy, zaczęła współpracę z globalnym dziennikiem „Financial Times”, wzrosła jej opiniotwórczość, a także wpływy z reklam.
Ryszard Pieńkowski wykorzystał też ten czas do większych zmian w całej firmie. INFOR najpierw stał się w 2005 r. spółką akcyjną, co związane było z planem wejścia na giełdę, którego nie zrealizowano. Zamiast tego spółka stała się holdingiem, a poszczególne działy firmy zamieniły się w spółki. Tak w 2008 r. powstał INFOR Training zajmujący się szkoleniami, INFOR Next (dziś Next.pl) skupiający serwisy internetowe poradnikowe, na czele z Wieszjak.pl, które przyciągają miesięcznie ponad 5 mln użytkowników (w czwartek spółka ogłosiła sprzedaż Edipresse serwisu Gotujmy.pl), INFOR Biznes (obecnie wydawca DGP oraz takich serwisów, jak GazetaPrawna.pl, Forsal.pl, Dziennik.pl i DziennikInternautów.pl), oraz INFOR Ekspert wydający pisma specjalistyczne i serwisy internetowe. Z czasem dołączyły kolejne, w tym INFOR IT, zajmująca się tworzeniem aplikacji na smartfony i tablety oraz INFOR Progres. W sumie holding skupia 13 spółek, zatrudnia 800 osób, a z tysiącem współpracuje.

Rozwój, czyli zmiana

Kolejny skok Ryszard Pieńkowski wykonał w 2009 roku. Gdy koncern Axel Springer Polska nie wiedział, co zrobić z tonącym „Dziennikiem”, właściciel INFOR-u zaproponował rozwiązanie – połączenie z „Gazetą Prawną”. Cel: stworzyć przeciwwagę dla „Rzeczpospolitej”.
Szczegółów transakcji nie ujawniono poza tym, że niemiecki wydawca objął w spółce INFOR Biznes 49 proc. udziałów. „Gazeta Wyborcza” napisała potem, że Axel Springer musiał dopłacić około 56 mln zł, choć żadna ze stron tego nie potwierdziła.
Fuzja okrzyknięta została transakcją roku. Pieńkowski odebrał Impactora, nagrodę człowieka mediów, przyznawaną przez akademię składającą się z laureatów poprzednich edycji, w tym m.in. Piotra Waltera i Zygmunta Solorza-Żaka. Paweł Lisiecki, ówczesny redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, gdy gruchnęła wieść o połączeniu, otworzył w redakcji szampana, uznając, że oznacza to likwidację jego największego konkurenta – „Dziennika”. Zakładał, że wzbogacona o nowe treści „Gazeta Prawna” nie zagrozi „Rzepie”. Rynek też był podzielony co do słuszności tego kroku. Część obserwatorów obawiała się, że sprawne połączenie obu gazet będzie trudne: po jednej stronie nastawiony na politykę „Dziennik”, z drugiej lider rynku gazet prawno-gospodarczych. Widziano jednak potencjał. Paweł Fąfara, szef „Polski The Times”, komentował w portalu WirtualneMedia, że jeśli projekt się powiedzie, nowy tytuł ma szansę poważnie powalczyć z „Rzeczpospolitą” już nie tylko jako skuteczna konkurencja na polu prawnym czy biznesowym, lecz także opiniotwórczym. – A wtedy stanie się równoprawnym konkurentem. Dla „Rzepy” stanowiłoby to ogromne zagrożenie – podkreślał. Piotr Zmelonek, dyrektor wydawniczy „Polityki”, dodawał: – Wydawcy „Dziennika” i „Gazety Prawnej” będą pewnie dążyli do stworzenia w perspektywie kilku lat modelu, który zbliżałby ich nowy twór do rozwijanego od jakiegoś czasu przez „Financial Times”, który, jako jeden z nielicznych dzienników, sprzedaje, z sukcesem zresztą, swoje treści w internecie.
– Ryszard Pieńkowski to twardy zawodnik, który wie, czego chce, ale pytanie, czy nadal chce robić to samotnie – mówi DGP Grzegorz Hajdarowicz, właściciel i prezes Presspubliki. Wydawca „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”, jak wieść niesie, chciałby namówić prezesa INFOR-u do połączenia sił, bo w takim kierunku zmierza rynek mediów. – Czekają nas ogromne zmiany związane z nowymi technologiami i monetyzacją treści w internecie, a czas dla indywidualnych graczy nie jest sprzyjający – dodaje.
Ryszard Pieńkowski pytany o to, czy sprzeda DGP, dementuje te pogłoski. – Gazeta to jedno z moich najważniejszych biznesowych dzieci, rozstanie się z nim to ostatnia rzecz, o jakiej myślę – podkreśla.

Wizjoner za sterami

– Właściciel INFOR-u to wizjoner, bo na długo przed innymi identyfikował intuicyjnie, że przyszłość branży leży w specjalizacji informacji i internecie, choć może zabrakło mu trochę konsekwencji w jej realizacji – przyznaje Sroka. Menedżerowie, którzy współpracowali z Ryszardem Pieńkowskim, też wskazują na ten element. – To działa trochę jak sinusoida. Były momenty, kiedy mówił na przykład, że nie może już robić wszystkiego sam, i delegował zadania, wycofując się do funkcji szefa rady nadzorczej. Taki stan trwał jakiś czas, bo potem znowu wracał do bieżącego zarządzania, przyznając przed sobą, że nie jest w stanie zrezygnować z codziennego kierowania – mówi jeden z menedżerów.
Krzysztof Sobczak, który w INFOR-ze spędził w sumie 10 lat, zastrzega, że pozytywnie wspomina współpracę z Pieńkowskim, choć rozstali się w nie do końca miłej atmosferze. – To nie była przyjemna rozmowa, poprzerzucaliśmy się pretensjami, chyba zużył się już potencjał współpracy – opowiada. Podkreśla, że Pieńkowski chętnie inwestował w zespół. – Sam dzięki temu skończyłem dodatkowe studia. Zresztą on sam też ciągle się dokształcał, czytał, szukał inspiracji. Można powiedzieć, że jest klasycznym self-made manem – wspomina Sobczak.
Teraz właściciel ponownie postanowił powrócić do tego, z czego dotychczas słynął, podobnie jak Zygmunt Solorz-Żak, właściciel Polkomtelu i Cyfrowego Polsatu – doglądania wszystkich spraw osobiście. – Znowu przejął stery – mówią menedżerowie, którzy czują zmianę w większej intensywności pracy po tym, jak w lipcu objął funkcję prezesa INFOR Ekspert (jednocześnie jest prezesem spółki matki INFOR PL).
Powstała w 2008 roku spółka skupia kilkanaście czasopism, wśród których są takie periodyki, jak „Monitor Księgowego”, „Rachunkowość Budżetowa” czy „Monitor Prawa Pracy”, a także ponad 50 serwisów internetowych, kierowanych do tradycyjnego czytelnika produktów INFOR-u: księgowych, kadrowych, prawników, finansistów, menedżerów i urzędników. To dziś jedna z ważniejszych pod względem przychodów spółka grupy obok INFOR Biznesu, wydawcy Dziennika Gazety Prawnej. Walka o rynek nie jest jednak prosta, bo Ekspert konkuruje z takimi globalnymi gigantami, jak Wolters Kluwer, C.H. Beck, LexisNexis czy lokalnymi graczami w postaci Wydawnictwa Wiedza i Praktyka, którzy też rozwijają własne produkty w internecie.
– W perspektywie długookresowej oczywiście treści z wydań papierowych przeniosą się do internetu. Nie wiadomo jednak, jak długa będzie to perspektywa. I czy każdy przetrwa do tego momentu, bo na rynku nastały trudne czasy. Mamy spowolnienie w gospodarce, a w reklamie kryzys. O tym, kto wytrzyma, zdecyduje dywersyfikacja biznesu i posiadany kapitał – mówi Łukasz Wachełko, analityk Deutsche Banku.
INFOR Ekspertowi już dziś udaje się 40 proc. przychodów czerpać ze sprzedaży produktów elektronicznych. Ale w całkowitej cyfryzacji pomóc ma INFORLEX.PL – To produkt przyszłości – powtarza Ryszard Pieńkowski, opowiadając o internetowym narzędziu, które – jak kiedyś segregatory – spełnia kilka funkcji: z jednej strony oferuje dostęp do zebranych w jednym miejscu informacji z zakresu podatków, rachunkowości, ubezpieczeń i prawa gospodarczego, z drugiej elektroniczne bazy przepisów, orzecznictwa i interpretacji urzędów czy dane o firmach ze wszystkich możliwych źródeł, takich jak Monitory czy KRS. Wszystko w myśl strategii freemium, na której wzoruje się szef INFOR-u, a wymyślonej przez Chrisa Andersona, redaktora naczelnego „Wired”.
W kierunku płatnych treści w sieci rozwija się też Dziennik Gazeta Prawna. Dziś sprzedaż gazety oscyluje wokół 90 tys. egzemplarzy, podczas gdy „Rzeczpospolitej” – ok. 112 tys. (dane ZKDP po pierwszym półroczu tego roku). Ale walka o rynkowy prymat z kiosku przesuwa się do internetu. DGP niemal od początku jest liderem rynku pod względem sprzedaży e-wydań, których miesięczna prenumerata sięga już 10 tys. Ciężar konkurencji przesuwa się także w stronę elektronicznych nośników, jak smartfony i tablety, oraz płatnych treści. Część wydawców – jak Agora, Polskapresse, Media Regionalne i Murator – wprowadziły opłaty za dostęp do treści za pośrednictwem słowackiej spółki Piano Media, która dostarczyła do tego celu odpowiednią platformę. Presspublika i Bonnier Business Polska, wydawca „Pulsu Biznesu”, pobierają opłaty na własną rękę.
– My także wprowadzamy własne rozwiązania – podkreśla Ewa Świstuniuk, prezes INFOR Biznes. Dodaje, że Dziennik Gazeta Prawna jest już dostępny na smartfonach i tabletach, działających na systemach operacyjnych iOS, Android i Windows. Część serwisów specjalistycznych jest już płatna, ale wydawca pracuje obecnie nad kolejnymi produktami.
W końcu Ryszard Pieńkowski często powtarza, że nie uważa się za biznesmena, tylko klasycznego przedsiębiorcę. Ważne są nie pieniądze, lecz rozwój. I zmiana.