Korea Południowa, światowy lider pod względem edukacji, padła ofiarą społecznego kultu uniwersytetów. Teraz nawet absolwenci najlepszych uczelni mają problem ze znalezieniem pracy. Rząd ma na to receptę: najpierw praca, potem dyplomy.

Kim Hye Min miała jedną z najwyższych średnich na najlepszym uniwersytecie w Korei Południowej i perfekcyjnie zna język angielski. Ma też na swoim koncie staż w Samsung Card i AT Kearney. Szukając pracy złożyła aż 20 aplikacji do różnych firm. Wszystkie zostały odrzucone.

„Stopień naukowy uzyskany na dobrym uniwersytecie kiedyś gwarantował start w jednej z 10 największych firm. Tyle że wtedy stopień naukowy jeszcze coś znaczył” – mówi Kim, która teraz uczęszcza na lekcje chińskiego, aby zwiększyć swoje szanse na zdobycie pracy u najlepszych pracodawców w Korei. „Bardzo ciężko pracowałam na studiach, ale zbyt wielu z nas robiło to samo”.

Reklama

W Korei Południowej trzech na czterech absolwentów szkoły średniej kontynuuje naukę na uczelni wyższej. Wszystko po to, by w przyszłości zostać zauważonym przez czołowe koncerny zgrupowane w konglomeratach zwanych „chaebols”.

Uniwersytety produkują jednak więcej młodych z tytułami naukowymi, niż tego potrzebuje rynek. 30 największych firm w Korei zatrudniło w zeszłym roku 260 tys. absolwentów szkół wyższych. Pozostałe 60 tys. byłych studentów przyczyniło się do wzrostu stopy bezrobocia wśród młodych, która w sierpniu tego roku wyniosła 6,4 proc. – dwa razy tyle, co narodowa stopa bezrobocia.

Korea Południowa przez lata inwestowała grube pieniądze w edukację podnosząc tym samym swoją konkurencyjność. Dzięki temu jest numerem jeden na świecie pod względem jakości i powszechności szkolnictwa wyższego. W obliczu przesycenia ilością dyplomów na rynku pracy, południowokoreański rząd zadecydował się jednak na zwrot o 180 stopni w swojej polityce. Prezydent Lee Myung Bak ma teraz nowe przesłanie do młodych: nie idźcie na studia, idźcie do pracy.

Młodzi żądni korporacji

“To cena, jaką Korea Południowa płaci za swój edukacyjny ferwor i społeczną presję na młodych, aby ubiegali się o pracę w tych samych korporacjach” – uważa Sung Tae Yoon, profesor ekonomii na Uniwersytecie Yonsei w Seulu. „Problemem nie jest brak pracy, ale brak odpowiednich standardów przy zatrudnianiu oraz brak elastyczności wśród osób poszukujących pracy. Nie rozważają oni innych opcji, niż praca w konglomeratach” – dodaje.

Młodzi Koreańczycy uczą się po 12 godzin dziennie, aby móc dostać się na jeden z topowych uniwersytetów w kraju, takich jak uczelnia Yonsei, którą skończyło wielu pracowników Hyundaia czy Samsunga. I choć coraz większej ilości uczniów udaje się osiągnąć akademicki sukces, 30 największych koreańskich koncernów odpowiada zaledwie za 6,8 proc. całkowitego zatrudnienia w tej czwartej największej gospodarce Azji – wynika z danych Federacji Przemysłu Koreańskiego.

Wielu odrzuconych przez koncerny kandydatów nie jest jednak wliczanych do oficjalnych statystyk bezrobotnych. Jedna czwarta absolwentów wyższych uczelni poniżej 30 roku życia to tzw. „Neets” (z ang.) – nie na studiach, nie w pracy, nie w trakcie kursów. Są przez to wykluczani z danych o bezrobociu. Rzeczywista stopa bezrobocia wśród osób w wieku 15-29 lat w Korei Południowej wynosi 22 proc. – szacuje Lee Joon Hyup, analityk Hyundai Research Institute z Seulu.

Doświadczenie ważniejsze od dyplomu

Aby nakłonić firmy do zatrudniania osób bez dyplomu, rząd Korei Południowej rozpoczął we wrześniu 2011 roku oferować przedsiębiorcom zachęty podatkowe sięgające nawet 20 mln wonów (17 776 dol.) na jednego nowego pracownika. Doradcy zawodowi i organizowane często targi pracy pomagają młodym Koreańczykom zapoznać się z innymi formami rozwoju zawodowego poza szkołami wyższymi. Zwiększono też finansowanie szkół zawodowych, których celem jest przygotowanie młodych absolwentów do pracy w przemyśle i zwiększenie liczby inżynierów na rynku.

Rezultaty widać już teraz. Liczba absolwentów szkół średnich pracujących w koreańskich bankach w pierwszej połowie 2012 roku wzrosła niemal trzykrotnie w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Coraz więcej firm organizuje specjalnie programy rekrutacyjne skierowane do licealistów.

Jedną z beneficjentek takich programów jest 18-letnia Kim Ye Bin. Po zakończeniu szkoły zawodowej o profilu informatycznym w Yeosu, dostała pracę w firmie Korea Asset Management. W czasie stażu uczy się, jak profesjonalnie doradzać biedniejszym rodzinom w procesie ubiegania się o kredyt w banku.

“Zdecydowałam się najpierw iść do pracy, nie tak jak inni - na studia. Słyszałam, że wielu moich kolegów, którzy skończyli studia ma problemy ze znalezieniem pracy” – mówi Kim. Martwi się jednak o swój dalszy rozwój zawodowy w „społeczeństwie przepełnionym absolwentami uczelni”. „Być może pewnego dnia będę potrzebować dyplomu uniwersytetu. Mam jednak nadzieję, że pracodawcy docenią moje doświadczenie zawodowe bardziej niż osiągnięcia akademickie” - dodaje.

Żeby odnieść pełny sukces, rząd Południowej Korei będzie jednak musiał włożyć sporo pracy w odzwyczajenie swoich obywateli od kultu akademickich ambicji. Tylko w zeszłym roku, koreańskie rodziny wydały 20,1 bln wonów na pozaszkolne korepetycje dla swoich dzieci w ramach przygotowań do rekrutacji na studia. W czerwcu studenci zaciągnęli aż 34,2 mld wonów kredytów od banków komercyjnych na pokrycie kosztów nauki i utrzymanie się na studiach. Według najnowszego raportu OECD o stanie edukacji na świecie w 2012 roku, w Południowej Korei obserwowany jest najwyższy poziom prywatnego finansowania edukacji wśród wszystkich 34 państw należących do OECD.