Francja dotuje zielone samochody, lecz najlepiej, aby były one francuskie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 października 2012, 15:43
Dzięki subwencjom Renault Zoe będzie pierwszym elektrycznym autem, którego zakup opłaci się klientom.

Rząd Jean-Marca Ayraulta przyjął pakiet rozwiązań, które mają przekonać Francuzów do samochodów elektrycznych. Nie dość, że przy zakupie pojazdu elektrycznego dostaną 7 tys. euro subwencji (choć nie może ona wynosić więcej niż 30 proc. ceny detalicznej pojazdu), to mogą też liczyć na niższe opłaty na autostradach i za parkowanie w mieście.

Inicjatywa zbiegła się z wprowadzeniem w najbliższych tygodniach przez Renault pierwszego popularnego modelu Zoe. Nowym autem do Pałacu Elizejskiego jeździ już zresztą minister przemysłu Arnaud Montebourg. Aby udowodnić dziennikarzom, że maszyna wiele potrafi, przyspieszył do 70 km/h, łamiąc obowiązujący we francuskiej stolicy limit 50 km/h.

Dzięki wprowadzeniu dopłat Zoe może być pierwszym samochodem elektrycznym, którego zakup będzie opłacalny dla konsumentów. Dzięki nim jego cena (13,7 tys. euro) staje się porównywalna z klasycznym modelem benzynowym Clio o tych samych rozmiarach.

Co ważniejsze, koszty użytkowania auta elektrycznego przy obecnej cenie benzyny we Francji (2 euro za litr benzyny E95) są wyraźnie niższe niż pojazdów benzynowych. Za te same 2 euro kierowca Zoe może bowiem przejechać ok. 150 km.

Aby zachęcić do zakupu aut elektrycznych, francuski rząd zapowiedział program masowej rozbudowy sieci stacji ładowania we wszystkich miastach mających powyżej 200 tysięcy mieszkańców. Na razie pozostaje tu jednak dużo do zrobienia. Takich stacji jest w całym kraju zaledwie 2,5 tysiąca, głównie w Paryżu i Nicei.

Największą przeszkodą, która odstrasza ewentualnych nabywców aut elektrycznych, pozostaje czas ładowania baterii (w przypadku Zoe to ok. 8 godzin) oraz wciąż ograniczona autonomia pojazdu (wspomniany model może przejechać bez ładowania ok. 220 km). W pierwszej połowie tego roku producentom udało się sprzedać we Francji nieco ponad 5 tysięcy aut elektrycznych wobec miliona samochodów na klasyczne paliwo.

Rząd ma jednak ambitne plany. Liczy, że dzięki stale poprawianej technologii, a także systemowi zachęt, do 2020 roku na francuskich drogach będzie jeździło 2 miliony pojazdów na baterie.

W świetlaną przyszłość pojazdów elektrycznych wierzą także producenci. Obecnie we francuskich salonach można kupić 10 różnych modeli. Poza wspomnianym Zoe już na początku przyszłego roku także Citroen chce wprowadzić auto elektryczne dla mas: będzie nim alternatywna wersja furgonetki Berlingo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj