W wariancie pesymistycznym wzrost wyniesie tylko ok. 1 proc. rocznie, a w optymistycznym - 2,7 i 2,0.

Jeśli miałaby być to prawda, to znaczy, że czeka nas dekada wzrostu gospodarczego nieodczuwalnego na bieżąco przez zwykłych obywateli. Ze znanych mi prognoz długoterminowych, o których niżej, ta jest najsłabsza. Nie oznacza to jednak, że jako ekstremalna należy ją zlekceważyć.

Zastosowanie tej samej metodologii przez Conference Board (CB) post factum dla okresu 1999-2005 daje bowiem dla Polski idealnie trafny wynik (3,4 proc.), a dla kolejnego okresu 2006-2012 zaniżony (3,4 proc.) wobec faktycznie osiągniętych 4,3 procenta rocznego wzrostu. Wynikałoby z tego na szczęście, że od podstawowego scenariusza odchylenie jeśli wystąpi to raczej nieco w górę niż w dół.

Wyniki analiz CB pokazują to, co intuicyjnie czujemy – że Europie grozi „stracona dekada” z powodu kryzysu strefy euro, problemów demograficznych i fiskalnych, wreszcie niezdolności polityków do rozwiązania problemów integracji systemowej w Unii Europejskiej.

Czytaj cały artykuł na:

Źródło nieznane