Od czasu, gdy premier Wen Jiabao nazwał Internet Rzeczy „przemysłem strategicznym o rosnącym znaczeniu”, Pekin skoncentrował się na rozwoju tych technologii – donosi CNN.

Internet Rzeczy to nazwa architektury sieciowej, w ramach których urządzenia mogłyby tworzyć i przesyłać informacje bez pośrednictwa ludzi. Kluczowe do rozwoju Internetu Rzeczy są technologie umożliwiające komunikację M2M (Machine to Machine), takie jak podczerwień, czy fale radiowe.

„Wewnątrz budynków internet jest już wszechobecny, ale wciąż nie wszedł do zapełniających je przedmiotów, jak krzesła, drzwi, stoły i lustra” – komentuje James Law, architekt z Hongkongu, którego firma skonstruowała lustro z dostępem do internetu. Korzystając z niego oprócz własnego odbicia można zobaczyć prognozę pogody, stan skrzynki mailowej oraz informacje o swoim zdrowiu, np. przebieg akcji serca. Aktualnie koszt tego urządzenia wynosi 5 tys. dolarów, czytamy na stronie CNN.com.

>>> Zobacz też: Internet Rzeczy - czy pralka z dostępem do internetu zagraża prywatności?

Rząd Chin inwestuje w Internet Rzeczy

Do 2015 r. rząd w Pekinie planuje zainwestować w Internet Rzeczy równowartość 800 mln USD. W tym samym roku wartość tego rynku wyniesie w Chinach ponad 80 mld USD, a w ciągu pięciu lat podwoi się i w 2020 r. wyniesie 166 mld USD, szacuje chińskie ministerstwo informacji i technologii.

Zdaniem analityków Chiny stawiając na rozwój technologii związanych z Internetem Rzeczy chcą wreszcie wybić się na prowadzenie w światowym wyścigu i ustanawiać standardy w nowych technologii.

„W dziedzinie technologii Chiny zajmowały dotąd pozycję naśladowcy, przyjmowały obce rozwiązania i płaciły za licencje” – komentuje Mark Natin, dyrektor firmy consultingowej Marbridge. „Chiny bardzo chcą odwrócić ten układ, dyktować standardy i pobierać opłaty od innych państw”.

Ze stanowiskiem tym zgadza się Law: „Państwo woli kształtować rynek niż płacić za opóźnienie”. Zwraca jednak uwagę, na kilka innych istotnych czynników, które tłumaczą determinację chińskich władz. Po pierwsze Chiny obecnie są w stanie zainwestować o wiele więcej gotówki niż pozostałe państwa świata. Po drugie opracowanie własnych standardów Internetu Rzeczy pomoże utrzymać kontrolę i cenzurę w chińskiej sieci. Co więcej jednak, Chiny dotarły do punktu, w którym nie mogą już rozwijać się jako centrum taniej siły roboczej. „Chcą teraz rozwinąć własną markę i nową generację technologii i podjąć walkę poprzez inwestycje w następnego Google’a bądź Apple’a” – powiedział Law.

>>> Czytaj też: Sohnemann: Outernet będzie następnym stadium ewolucji internetu