Lista słów, które definiują 12 miesięcy gospodarczego bólu

Gospodarka, kryzys Fot. Shutterstock
Gospodarka, kryzys Fot. Shutterstock/ShutterStock
„Pod koniec 2011 r. bankowcy mieli nadzieję, że w 2012 r. sytuacja się poprawi. Minął rok i niektórzy wciąż mają pracę” – tak podsumowuje minione 12 miesięcy brytyjski miesięcznik finansowy „The Banker”.

I zamieszcza listę słów, bez których w kończącym się roku nie dałoby się opisać sytuacji na rynkach finansowych. Lub też, jak pisze magazyn, słów, które „definiują 12 miesięcy bólu”.

Na pierwszym miejscu znalazły się algorytmy. Chodzi o systemy komputerowe, które same generują transakcje giełdowe (a kiedy pojawi się w nich błąd – również gigantyczne straty; amerykański broker Knight Capital w jeden poranek stracił blisko pół miliarda dolarów). Algorytmy mogą wydawać się egzotyczne, ale takie terminy, jak bail-in (zasada, zgodnie z którą do ratowania banku przed upadłością włączani są nie tylko akcjonariusze, lecz także posiadacze niezabezpieczonych obligacji) czy cajas (hiszpańskie banki oszczędnościowe, które potraciły miliardy euro na spadku cen nieruchomości będących zabezpieczeniem kredytów hipotecznych), są już przecież w słowniczku każdego, kto choć trochę interesuje się kryzysem finansowym.

To tylko początek listy. Brytyjski magazyn pokusił się też o przewidywania, o czym będzie się mówić w 2013 r. Od pewnego czasu znamy już brexit, czyli niechętne nastawienie Brytyjczyków do Unii Europejskiej (w Londynie ta niechęć jest szczególnie zrozumiała, bo ostatnie unijne decyzje, dotyczące np. unii bankowej, podkopują znaczenie City jako europejskiego centrum finansowego). Zaskakiwać może ujęcie w słowniczku hasła „firma ubezpieczeniowa”. Ale chodzi nie o sprzedaż polis, tylko... kredytów. Unijne regulacje powodują bowiem, że ubezpieczyciele chcą mieć w swoich bilansach coraz więcej pożyczek. „The Banker” podaje przykład francuskiej firmy Axa, która kilka miesięcy temu utworzyła razem z bankiem Societe Generale spółkę udzielającą finansowania małym i średnim przedsiębiorstwom.

Haseł, które będą modne, jest oczywiście więcej: oszczędności (po amerykańsku – nawet jeśli uda się uniknąć tzw. klifu fiskalnego, to i tak rząd USA nie może w nieskończoność napędzać gospodarki przez zwiększanie wydatków), szybkość obiegu pieniądza (banki na świecie dosłownie duszą się od gotówki; od tego, czy banki centralne zdołają doprowadzić do puszczenia jej w ruch, zależy tempo wychodzenia z kryzysu) czy Xi Jinping (następca Hu Jintao na stanowisku premiera Chin). „The Banker” prawdopodobnie ma rację, że te słowa przydadzą się w opisie przyszłorocznych wydarzeń w gospodarce. Ale też możemy być pewni, że im trudniejsza będzie sytuacja, tym więcej nowych słów trzeba będzie, by ją opisać.

>>> Czytaj też: Historia kryzysów finansowych na świecie: zapaści mnożą się coraz intensywniej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz
Zastępca redaktora naczelnego DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraLista słów, które definiują 12 miesięcy gospodarczego bólu »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj