Rok 2008 był czasem, gdy gospodarka powiedziała ekonomistom „sprawdzam”. Gdyby musieli odpowiadać za swoje prognozy, poleciałoby wiele głów. Ale jedyna kara, która ich spotyka, to śmiech ideologicznych przeciwników - pisze w felietonie Jan Wróbel.
Adam Leszczyński w „Gazecie Wyborczej” przywołuje słowa Roberta Lucasa, neoklasyka wolnorynkowca, który zapowiedział w 2003 roku, że czas baniek się już skończył. Pojawiający się w artykule linijkę wyżej „wybitny ekonomista” Paul Krugman, przeciwny wolnym rynkom, może się śmiać do rozpuku z tej naiwności. Przedstawiciele różnych szkół lubią się naśmiewać z błędów przeciwników, podobnie jak lubią zapominać o własnych.
Tenże Paul Krugman jako remedium na pęknięcie bańki na rynku akcji NASDAQ w 2001 r. proponował, żeby „[Rezerwa Federalna – Fed] zastąpiła bańkę NASDAQ bańką na rynku nieruchomości”. Szef Fed Alan Greenspan dostosował się do tego w zupełności. Bańka na rynku nieruchomości pękła z hukiem w 2008 r., prowadząc do najsilniejszego od dekad kryzysu.
Reklama
Ta wypowiedź z kolei wyśmiewana jest przez ekonomistów np. z wolnorynkowej szkoły austriackiej, takich jak Peter Schiff. Ten poprawnie przewidział bańkę na rynku nieruchomości i kryzys. Potem jednak prognozował hiperinflację, po tym jak Fed wydrukował masę dolarów na ratowanie banków i całkowicie się pomylił. Krugman, który już zapomniał o swoich absurdalnych słowach sprzed dekady, stwierdził, że „Peter Schiff myli się we wszystkim” i że czas odłożyć szkołę austriacką do lamusa. Skoro błędna przepowiednia Schiffa może posłużyć za argument, że szkoła austriacka to, eee..., syf, analogicznie wypowiedzi o NASDAQ Krugmana stanowią gwóźdź to trumny keynesizmu.
Ekonomiści wpadli w pułapkę. Aby ktoś słuchał tego, co mają do powiedzenia, prognozy i zalecenia ekspertów muszą odbiegać od mainstreamu i być przełomowe, radykalne. „Będzie jak w Zimbabwe” (Schiff) albo „Zastąpmy bańkę NASDAQ bańką nieruchomości” (Krugman) czy nawet „Czas baniek się skończył” (Lucas). Niestety, część z tych wypowiedzi po prostu musi być bzdurna. Zostanie uznanym ekonomistą to efekt tyleż pracy umysłowej, co umiejętnego PR. Musimy wybaczać, a ścisłej ekonomicznej wiedzy szukać wśród nudziarstw, które gwiazdy wypisują w podręcznikach, a nie w swoich politykujących fajerwerkach.
Jan Wróbel wojciech górski / DGP