W 2011 r. Polacy wydali na zakupy 646,1 mld zł. Było to o 9 proc. więcej niż w roku poprzednim. W przeliczeniu na jednego mieszkańca dało to średnią 16,8 tys. zł. Jednym wielkim centrum handlowym w Polsce jest Warszawa, która generuje zjawisko turystyki zakupowej i przyciąga mieszkańców innych regionów. Obok stolicy w zakupach zakochali się mieszkańcy Poznania.

– Pierwsza pozycja Mazowsza nie dziwi, ale o tej lokacie decydują Warszawa i jej okolice – twierdzi prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego. W stolicy i miastach podwarszawskich mieszkają osoby, które najwięcej zarabiają i które są zdecydowanie bogatsze niż gdziekolwiek indziej w Polsce.

>>> Czytaj też: Oszczędzanie: Zobacz jak Polacy wypadają na tle świata

Na drugim miejscu w rankingu jest woj. wielkopolskie. Roczne przeciętne zakupy mieszkańca tego regionu wyniosły ponad 26,4 tys. zł i były o ponad 57 proc. wyższe niż przeciętia krajowa. Oszczędność Wielkopolan można więc włożyć między bajki, tym bardziej że pod względem wielkości zakupów już od lat ustępują tylko mieszkańcom Mazowsza.

– W woj. mazowieckim przeciętne wydatki mieszkańców winduje stolica, a w woj. wielkopolskim silna aglomeracja poznańska – uważa Krzysztof Bondyra, socjolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jego zdaniem nie mniej ważna jest też sytuacja na rynku pracy. – W Wielkopolsce bezrobocie jest najniższe w kraju. Jej mieszkańcy mają więc pracę i mniej niż inni obawiają się, że ją stracą – komentuje.

Zaskakujące są natomiast wydatki mieszkańców woj. śląskiego. Są one średnio o 40 proc. niższe niż przeciętnie w kraju, choć pod względem zarobków region jest w czołówce listy płac (ustępuje tylko Mazowszu). – Skromne zakupy Ślązaków wynikają m.in. z tradycji, w której przywiązuje się dużą wagę do gospodarności – uważa prof. Jacek Wódz, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. Dodaje, że na zachowania mieszkańców regionu wpłynął też upadek części przemysłu ciężkiego. – Ludzie uzmysłowili sobie, że przyszłość nie jest pewna i trzeba oszczędzać – podkreśla prof. Wódz. Zacisnęli więc pasa tak mocno, że ich zakupy są prawie na takim samym poziomie jak mieszkańców województw najbiedniejszych: opolskiego, warmińsko-mazurskiego, podkarpackiego – gdzie wyniosły 8,8–9,2 tys. zł rocznie.

Ostatnie miejsce w zestawieniu zajmują mieszkańcy woj. opolskiego. Tam przeciętne roczne wydatki wyniosły zaledwie 8846 zł. Były więc o 47 proc. mniejsze niż przeciętnie w kraju i ponadczterokrotnie mniejsze niż w woj. mazowieckim. To jednak specyficzny region. – Niskie wskaźniki sprzedaży detalicznej wynikają w nim przede wszystkim z niekorzystnego salda migracji zarobkowych mieszkańców województwa – ocenia Adam Ustrzycki z Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu. Wyjaśnia, że poziom tych migracji jest w regionie już od dłuższego czasu najwyższy w kraju. Większość roku mieszkańcy województwa opolskiego spędzają w miejscach swojej pracy – głównie w Niemczech i Holandii, a ostatnio również w Irlandii i Wielkiej Brytanii.

Szacuje się, że na emigracji pracuje ponad 120 tys. – czyli niemal co piąta osoba w wieku produkcyjnym. Ale to niejedyny powód. – Na ogólny poziom konsumpcji w regionie wpływają także m.in. masowe opuszczanie województwa przez absolwentów szkół i uczelni wyższych, wysoki wskaźnik bezrobocia rejestrowanego i przede wszystkim ukrytego, spory odsetek rodzin żyjących w sferze ubóstwa (26 proc.) oraz stały spadek liczby urodzeń – podkreśla dr Ustrzycki.

Na przedostatnim miejscu pod względem wydatków ludności znajduje się woj. warmińsko-mazurskie. Należy ono jednak do najbiedniejszych w kraju, PKB na mieszkańca w tym rejonie jest o 27 proc. mniejszy od średniej w kraju. Natomiast wynagrodzenia, przy najwyższym w Polsce bezrobociu, są tam najniższe – o 16 proc. mniejsze niż przeciętnie nad Wisłą. W rezultacie roczne zakupy liczone na mieszkańca wynoszą tylko 8943 zł.

>>> Czytaj też: Przyszłość zależy od oszczędności, a Polacy odkładają coraz mniej

W ogonie jest Podkarpacie, które jest najbiedniejszym regionem w Polsce. PKB na mieszkańca jest w tym województwie o jedną trzecią niższe od średniej krajowej, a wynagrodzenia o 15 proc. mniejsze. Natomiast przeciętne roczne zakupy osiągnęły poziom 9,1 tys. zł.

Różnice w płacach między najbiedniejszymi i najbardziej zasobnymi regionami nie są jednak tak duże jak dysproporcje w zakupach czynionych przez ich mieszkańców. Trzeba jednak pamiętać o tym, że w województwach niezamożnych pracowników najemnych jest relatywnie mało, bo dominuje tam rolnictwo. W regionach najbogatszych więcej jest też osób, które utrzymują się z własnego biznesu i mają większe szanse na dochody wyższe od przeciętnych. Ponadto liczniejsza jest także tam grupa osób, które uzyskują dodatkowe dochody – na przykład z lokat w bankach czy z własności (m.in. z wynajmu mieszkań).