Boom łupkowo-naftowy, który w USA zaczyna być widoczny trzy lata po boomie łupkowo-gazowym, podwyższył objętość spalanego gazu ziemnego, będącego produktem ubocznym wydobycia ropy. Amerykanie marnotrawią przez 12 miesięcy tyle surowca, ile wystarczyłoby na roczne ogrzanie Chicago i Waszyngtonu.
Przy wydobyciu, a także poszukiwaniach ropy zawsze ulatnia się pewna ilość gazu ziemnego. Najczęściej jest on po prostu spalany jako produkt, którego jest zbyt mało, by go także eksploatować (zwłaszcza że gaz w USA jest dzięki łupkom wyjątkowo tani) lub pochodzi ze złoża w fazie badań, do którego nie podprowadzono jeszcze odpowiedniej infrastruktury. To właśnie palący się gaz odpowiada za tzw. świece lub pochodnie gazowe, które kojarzymy ze zdjęć pól naftowych.
>>> Czytaj też: Raport: gaz łupkowy i chiński kryzys dobrze wróżą PKB Polski
Średnio na świecie w świecach spala się 5 proc. całkowitego wydobycia błękitnego paliwa. Z szacunków prowadzonej pod auspicjami Banku Światowego kampanii Global Gas Flaring Reduction wynika, że Stany Zjednoczone do 2011 r. zdążyły wskoczyć na piąte miejsce pod względem objętości wypalanego gazu (potrojonej w ciągu pięciu lat). Z pełniejszych danych przedstawionych rok wcześniej wynika, że za 26 proc. pochodni gazowych odpowiada Rosja, a na kolejnych miejscach z udziałami rzędu 7–11 proc. znajdowały się kolejno Nigeria, Iran i Irak.
W USA liczba pozwoleń wydanych na świece rośnie lawinowo – alarmuje „Financial Times”. W Teksasie w ciągu dwóch lat wzrosła ona ponadsześciokrotnie – do 1963. W Dakocie Północnej, stanie będącym w awangardzie wydobycia ropy naftowej z łupków, o 50 proc. w ciągu roku. Świece płonące na największych złożach, takich jak północnodakotańskie Bakken, widać nawet z kosmosu. Przez to – twierdzi „FT” – emisja gazów cieplarnianych w Dakocie Płn. jest wyższa od średniej amerykańskiej o 1/5.
>>> Czytaj też: Jak gaz łupkowy zmienia gospodarkę USA
Także dlatego grupa biznesmenów, wspartych przez zielonych, w ubiegłym roku oficjalnie wezwała największych producentów gazu do ograniczenia marnotrawienia gazu. Nie jest to niemożliwe; Holandia potrafiła np. całkowicie wyzerować objętości wypalanego w ten sposób paliwa, choć jeszcze w 2007 r. spaliła kilkanaście milionów metrów sześciennych. Niektóre państwa, tak jak w ubiegłym roku Rosja, wprowadzają kary dla firm, które przekroczą pewien odsetek spalonego gazu (zazwyczaj jest to 5 proc.) lub w ogóle zakazują podobnych praktyk (martwe na razie regulacje w Nigerii). Władze Dakoty Płn. wybrały inny sposób; w zamian za zastosowanie czystszych technologii mają zaoferować ulgi podatkowe dla producentów.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.
