Luka w prawie spowoduje problemy w programie in vitro

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
15 kwietnia 2013, 11:21
in vitro
in vitro/ShutterStock
W poznańskiej sprawie głosu nie zabierają przeciwnicy ideologiczni sztucznego zapłodnienia, lecz... klinika okulistyczna.

Wszystko zaczęło się od wyrywkowego przeglądu wydatków, które przeprowadził w marcu nowy dyrektor zarządzający firmy Lexum. Trafił na fakturę za ciekły azot, którego nie używa się w okulistyce. Trop prowadził do jednej z klinik firmy, w której pracownicy odkryli pojemnik służący do przechowywania zarodków. Nie byli w stanie ocenić, czy znajdował się w nim materiał genetyczny, stwierdzili jedynie, że nie było tam ciekłego azotu umożliwiającego utrzymanie odpowiedniej temperatury. Wtedy złożono zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na uszkodzeniu lub zniszczeniu zarodków.

Z firmowego śledztwa wynika, że ostatnio odnaleziona faktura na azot pochodzi z 2008 r., ale aż do teraz opłacana była dzierżawa aparatury potrzebnej do przechowywania zarodków. Podczas dochodzenia odkryto również korespondencję, którą klinika prowadziła z rodzicami – właścicielami zarodków.

Piotr Magdziarz, który był prezesem spółki do 2010 r., przyznaje w rozmowie z DGP, że po zamknięciu w 2005 r. działalności leczenia niepłodności (od tego czasu firma zajmuje się tylko okulistyką) nadal przechowywano około stu zarodków. – Już wtedy prawnicy zwracali uwagę na brak ustawodawstwa w tym zakresie – tłumaczy Magdziarz. I dodaje, że mimo powiadomienia rodziców po embriony zgłosiło się niewiele osób. – Liczyliśmy, że pojawi się w końcu jakieś prawo regulujące tę kwestię – dodaje. Twierdzi też, że poinformował nowych szefów kliniki o tej sytuacji. Ci jednak przekonują, że przejmując firmę w 2010 r., nie mieli świadomości, że przejęli embriony.

A jak wygląda przechowywanie zarodków w innych klinikach? Rodzice mogą za to płacić. Koszt ok. 380 zł rocznie. Mogą je również odebrać i wówczas klinika wydaje je im w specjalnym termosie. Inne wyjście to oddanie zarodka do adopcji prenatalnej. – W naszej klinice decyduje się na to kilka procent par – mówi Marzena Smolińska, rzeczniczka InviMedu. Ta działająca od 11 lat placówka wykonuje ok. 2 tys. zabiegów in vitro rocznie i przechowuje ponad 10 tys. zarodków. Nawet wtedy, kiedy rodzice przestają za to płacić.

Regulacje dotyczące przechowywania zarodków miały się pojawić wraz z ustawą o dofinansowaniu in vitro. Jednak pomysłów jest bardzo wiele, a w ramach samej PO powstały dwa różne projekty. I nawet ten najbardziej liberalny nie pozwala na niszczenie zarodków. – Ustalenie kompromisu jest bardzo trudne. W dodatku niektóre pomysły są tak restrykcyjne, że istnieje obawa, iż w ogóle uniemożliwiłyby in vitro – mówi prof. Eleonora Zielińska, karnistka, sędzia Trybunału Stanu.

W Europie nie ma jednolitych standardów w tym zakresie. Gdzieniegdzie istnieją krajowe regulacje. We Włoszech zapładnia się maksimum trzy komórki jajowe i wszczepia się je wszystkie naraz. Żaden embrion nie jest mrożony. W Wielkiej Brytanii już w 1990 r. uznano, że embriony można przechowywać przez dziesięć lat, ale jeśli rodzice nie wyrażą na to zgody, to likwiduje się je już po pięciu latach. W Niemczech zaś zamraża się wyłącznie komórki jajowe, do których wniknęły już plemniki, ale jeszcze nie doszło do spotkania materiałów genetycznych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj