Potocki: Co mają zamieszki w Sztokholmie do kazachskiego prezydenta

Michał Potocki
Michał Potocki/Dziennik Gazeta Prawna
Zamordowanie przez radykalnych muzułmanów brytyjskiego żołnierza w Londynie, wywołane przez imigrantów zamieszki na przedmieściach Sztokholmu, radykalizacja nastrojów w Grecji, a do tego nieustający kryzys gospodarczy.

Wszystko to jest bacznie obserwowane na obszarze postsowieckim. Tamtejsze władze po cichu kibicują kolejnym dramatom w Unii Europejskiej, na zasadzie im gorzej, tym lepiej. Każdy nasz problem jest stokrotnie nagłaśniany przez państwowe telewizje w autorytarnych państwach najbliższego sąsiedztwa UE. Paradoks? Niekoniecznie. Im większy chaos będzie panował w Europie, tym słabszy będzie jej mandat, by dyktować innym własne rozwiązania polityczne jako jedyne słuszne. Im mniej liczna będzie europejska siła robocza (a do 2050 r. ma spaść o 50 mln) przekładająca się na spadek PKB, tym bardziej atrakcyjne będą kontakty z Chinami.

Promocja demokracji i rozwoju społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi, w Kazachstanie czy Azerbejdżanie nieuchronnie się zderzy, już się zderza, w miejscowej propagandzie z pytaniem: a co właściwie Europa ma nam do zaoferowania? Widoczny coraz wyraźniej schyłek Starego Kontynentu, na razie zwłaszcza w sensie demograficznym i gospodarczym, nieuchronnie przełoży się na utratę jej znaczenia w sensie politycznym.

Może na Białorusi europejski soft power pozostanie z przyczyn geograficznych względnie silny, skoro alternatywą jest skorumpowana i archaicznie zarządzana Rosja. Ale w Azerbejdżanie czy Kazachstanie? Na kogo mają się oglądać miejscowi liderzy? Na Europę, której znaczna część przestała się szybko rozwijać nie pięć, ale piętnaście lat temu? Czy raczej na Chiny lub Singapur, które od dekad rozwijają się w tempie 8 proc., 10 proc. czy 12 proc. rocznie? A ponieważ punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, zarówno kazachski prezydent Nursułtan Nazarbajew, jak i jego azerski kolega Ilham Aliyev nie potrzebują dużo czasu, by uznać, że model azjatycki działa nie pomimo niedostatków demokracji, ale ze względu na silną władzę państwową, nieograniczoną działaniami opozycji.

Im dłużej potrwają europejskie problemy z gospodarką, demografią i imigracją, tym bardziej iluzoryczne robią się nasze szanse na wsparcie środowisk prozachodnich i prodemokratycznych w krajach postsowieckich. A czas ucieka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPotocki: Co mają zamieszki w Sztokholmie do kazachskiego prezydenta »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj