Kim jest prezes Polimeksu-Mostostalu?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
11 sierpnia 2013, 19:01
Sobisch: wykształcony, doświadczony, zdystansowany
Gregor Sobisch/Media
Urodził się w 1960 r. w Polsce, wykształcił w Niemczech, mieszka na stałe w Anglii. – Prawdziwy Europejczyk – mówią o nim znajomi.

 Znakomicie wyedukowany. Jest absolwentem Uniwersytetu w Dortmundzie, gdzie ukończył zintegrowane studia obejmujące trzy dziedziny: architekturę i planowanie przestrzenne, inżynierię wodną i lądową w budownictwie oraz produkcję/ekonomikę budownictwa.

– Polimex-Mostostal to pomimo kłopotów finansowych porządna marka. Nie tylko w Polsce, lecz także na rynkach międzynarodowych – przekonuje Sobisch. Jest pewien, że z tej firmy można stworzyć perłę budownictwa. W eksporcie Sobisch zamierza postawić szczególnie na rynki niemiecki i skandynawski.

Stoją za nim nie tylko wiedza, lecz także doświadczenie. W latach 1990–2010 pracował w koncernie Bilfinger Berger w Niemczech oraz Polsce. W latach 1998–2007 był m.in. prezesem należącej do Bilfinger spółki Hydrobudowa-6.

Od lipca 2012 r. do końca kwietnia tego roku był związany z Pol-Aquą, w której był prezesem i dyrektorem generalnym.

Ma czworo dzieci, a z dwójką synów łączy go także wspólna pasja: piłka nożna. Często z nimi grywa. Można go również spotkać biegającego nad morzem. Ma też poczucie humoru. – Mój ulubiony zespół to Polonia Dortmund – żartuje.

Z takim człowiekiem Polimeksowi będzie łatwiej przetrwać na rynku – uważają eksperci.

Sobisch zastrzega jednak, że mimo iż sytuacja spółki nie jest kolorowa, to i tak nie zamierza walczyć o wszystkie kontrakty.

– Nie interesuje nas budownictwo mieszkaniowe i kubaturowe. Drogówkę tymczasem zamrażamy i będziemy obserwować. W tych sektorach jest za duża konkurencja i niskie marże. Chcemy być aktywni tam, gdzie realizowane są inwestycje technologiczne, takie jak np. budowa elektrowni – mówi Sobisch.

Tego typu kontrakty są o wiele bardziej rentowne. Umożliwiają maksymalizowanie zysków, a nie minimalizowanie strat. Liczą się tu szczególne kompetencje i fachowość.

– Kontrakty energetyczne są rentowne. W przyszłości dadzą one znaczące zyski, co pozytywnie odczują i z czego będą zadowoleni zarówno właściciele, jak i wierzyciele spółki – dodaje Sobisch.

Nie koncentruje się też na mało opłacalnych zleceniach podwykonawczych. Chce, żeby Polimex-Mostostal, także za granicą, grał pierwsze skrzypce.

– Skoro możemy w kraju budować elektrownie, to dlaczego nie możemy tego zrobić za granicą – pyta retorycznie.

Koledzy po fachu kibicują, ale na każdym kroku przypominają mu, że to trudne zadanie.

A on wtedy im odpowiada, że inni mają trudniej.

– Na przykład polskie oddziały Dragadosa, Ferrovialu czy Strabagu zostały powołane przez swoich właścicieli do pracy w Polsce. Dla nas rynki zagraniczne są otwarte – mówi Sobisch.

Sam zdaje sobie jednak sprawę z tego, że to pieśń przyszłości, a plany może pokrzyżować brutalna rzeczywistość. Nie jest tajemnicą, że spółce ciążą długi. Firma ma też problem z płynnością finansową, a brak środków na bieżące regulowanie należności rzutuje na możliwości pozyskiwania nowych kontraktów.

– Musimy tymczasem złapać oddech finansowy. Takim oddechem będzie sprzedaż oddziału produkcyjnego w Siedlcach – dodaje.

Do tego musi jednak przekonać wierzycieli, którzy uważnie przyglądają się spółce.

>>> Polecamy: Polimex-Mostostal chce wyjść na zero w roku 2014, a od 2015 przynosić zyski

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj