Google uruchomił usługę Google Shopping, czyli porównywarkę cenową zintegrowaną z wynikami wyszukiwań. To nie tylko konkurencja nie do pokonania dla Ceneo, Skąpca czy Nokautu. To rewolucja na polskim rynku e-commerce.

Od niedawna w wynikach wyszukiwania przez Google dowolnego produktu, dostępnego na rynku internetowym, pojawia się oferta sklepów wraz z cenami brutto, dostosowana do kryteriów użytkownika. Usługa działa na zasadzie popularnych porównywarek cenowych oraz portali opinii.

Wraz z inauguracją nowej funkcji Google wprowadza pole, na którym będą konkurować przedsiębiorcy. Biorąc pod uwagę znaczenie Google, to nowe, potężne narzędzie reklamy w sieci, a co za tym idzie prawdziwa rewolucja na naszym rynku e-Commerce.

Sprawdziliśmy – nowa funkcja nie zawsze jeszcze działa, ale w przypadku większości nowinek technologicznych, takich jak smartfony popularnych producentów albo bardziej precyzyjnych słów kluczowych, np. „sprzęt do fitness”, obok tradycyjnej listy linków powiązanych z hasłem, po prawej stronie pojawia się pasek wyników "Zakupy Google". Kolumna z propozycjami sklepów on-line zawiera zdjęcia produktów wraz z ich cenami, a nawet informacją o dostępności.

Dzięki pozycjonowaniu w "Google Shopping" potencjalny klient otrzymuje interesujące go informacje o produkcie jeszcze zanim wejdzie na stronę sklepu. Wyniki wyszukiwania są spersonalizowane, czyli oparte na historii wyszukiwania użytkownika.To oznacza, że sklepy, których produkty znajdą się w panelu po prawej stronie mogą liczyć na wzmożony ruch internautów.

Oprócz Polski, do grona krajów, gdzie Google wprowadza właśnie nową usługę, dołączyły Austria, Belgia, Dania, Meksyk, Norwegia, Szwecja i Turcja – donosi portal Antyweb.pl. Usługa działała wcześniej w wielu innych krajach europejskich, w tym między innymi u naszych sąsiadów Czechów oraz w USA, Japonii i Brazylii.

>>> Czytaj też: Debiut Twittera: ten sukces ma czterch ojców. Teraz są bardzo bogaci

Promocja w sieci

Nowa polityka Google z pewnością wpłynie na działania marketingowe firm promujących się w sieci, podobnie jak większość nowinek wprowadzanych przez giganta technologicznego z Kalifornii. Połączenie kampanii AdWords z dokładnymi danymi na temat bazy towarów zmieni przede wszystkim podejście do pozycjonowania produktów sklepów internetowych. Usługa będzie działać w oparciu o tworzoną bazę produktów i informacji przesyłanych do Google Merchant Center, czyli "centrum sprzedawcy Google" bezpośrednio przez przedsiębiorców. Na tej podstawie będą mogli oni tworzyć rozbudowane reklamy AdWords.

Tym samym każdy sprzedawca będzie mógł dodać swoją ofertę do wyników wyszukiwania w "Zakupach Google". Podobnie jak w przypadku AdWords będzie musiał określić budżet kampanii i maksymalną cenę za kliknięcie - donoszą specjalistyczne portale i eksperci od pozycjonowania. Najwyżej będą pokazywały się produkty z najwyższą ceną za kliknięcie.

>>> Czytaj też: Los Angeles chce zapewnić swoim mieszkańcom darmowy dostęp do internetu

Internet spekulował o planach Google już od stycznia ubiegłego roku, gdy z wyników wyszukiwania zniknęły przekierowania do portali Nokaut, Ceneo i Skąpiec. Google uzasadnił nałożenie filtru na polskie porównywarki cenowe tym, że nie zastosowały się do ogólnych wytycznych największej światowej wyszukiwarki.

Zaczęło się od Froogle

"Google Search" działa już od dawna w USA i kilku innych krajach. W pierwotnym kształcie usługa przypominała dzisiejsze porównywarki cenowe. Została wprowadzona przez Google już w 2002 roku, choć od tamtego czasu była kilka razy zmieniana, podobnie jak jej nazwa. Do 19 kwietnia 2007 Google Product Search znane było pod nazwą Froogle.

>>> Czyta też: Cyberbezpieczeństwo: oto 8 największych mitów dotyczących złośliwego oprogramowania

Z założenia mechanizm opracowany przez Craiga Nevill-Manninga miał pokazywać użytkownikowi listę produktów zgłaszanych do Google przez sprzedawców i zarabiać na siebie dzięki kampaniom AdWords (linki sponsorowane, za których pozycjonowanie reklamodawca płaci tylko wtedy, gdy generują ruch na stronie), podobnie jak inne usługi Google. W maju 2012 roku Google ogłosił, że model działania serwisu zmieni się, a sklepy będą musiały płacić już na wstępie za pozycjonowanie ich produktów. Zgodnie z modelem „pay-to-play” - to, czy produkt oferowany przez dany sklep znajdzie się wśród promowanych przez wyszukiwarkę, zależy zarówno od kryterium zgodności ze słowem kluczowym, jak i wielkości kwoty, które płacą zainteresowane firmy.