Zastanawiam się, dlaczego zyskowne, obecne na giełdzie firmy prywatne, posiadające pracowników zatrudnionych na pełen etat, korzystały z tak dużej hojności państwa. Postanowiłem nieco przyjrzeć się tej sprawie, i to co odkryłem w sprawie minimalnego wynagrodzenia w USA, jest dość zaskakujące.

Wynagrodzenie minimalne w USA wynosi obecnie 7,25 dol. za godzinę. Sam pomysł minimalnego wynagrodzenia wprowadzono w życie w 1938 roku i wynosiło ono wówczas 25 centów za godzinę. Poszczególne stany mają możliwość niezależnego podniesienia tej stawki i około połowa z nich wprowadziła takie rozwiązanie – np. w stanie Waszyngton stawka za godzinę wynosi 9,19 dol. Przepisy o wynagrodzeniach minimalnych obowiązują także w innych rozwiniętych krajach. Australia i Luksemburg wprowadziły jedne z najwyższych stawek za godzinę – odpowiednio 15,75 i 14,21 dol., podczas gdy w Korei Płd., Polsce i na Węgrzech stawki te należą do jednych z najniższych wśród krajów OECD – odpowiednio 3,9, 2,69 i 2,24 dol. za godzinę. USA ze swoją stawką plasują się gdzieś pośrodku tego zestawienia.

I tutaj dochodzimy do czegoś interesującego: wynagrodzenie minimalne zatrudnionego w USA na cały etat (40 godzin tygodniowo) pracownika wyniesie tylko 15 080 dol. rocznie. Mediana wynagrodzeń w USA to to 40 404 dol. rocznie, a próg ubóstwa to 23 550 dol. rocznie. Zatem zatrudniony na cały etat pracownik, który zarabia według stawki minimalnej, otrzyma o 62,7 proc. mniej niż wynosi mediana i 36 proc. mniej niż wynosi próg ubóstwa.

>>> Zobacz, jak "socjalna" jest Polska na tle innych państw UE

Gdyby wynagrodzenie minimalne było od 1968 roku podnoszone o wskaźnik inflacji, wynosiłoby dziś 10,77 dol. za godzinę (czyli 22 401,6 dol. rocznie – wciąż mniej niż próg ubóstwa). Idąc dalej, gdyby wynagrodzenie minimalne było podnoszone zgodnie ze wzrostem produktywności, wyniosłoby ok. 20 dol. za godzinę (41 600 dol. rocznie – więcej niż wynosi mediana wynagrodzeń w USA). Gdyby zaś wynagrodzenie minimalne było podnoszone w takim tempie, w jakim rosły zyski najbogatszego 1 proc. społeczeństwa, wówczas wyniosłoby ponad 22 dol. za godzinę (ok. 45 760 dol. rocznie).

Co te wyliczenia mają wspólnego z sieciami McDonald’s i Wal-Mart? Otóż, jak podał magazyn „Bloomberg Businessweek”, poziom całkowitej pomocy publicznej netto udzielonej w tym roku przemysłowi fast-foodów to 7 mld dol. (suma ta nie uwzględnia kosztów leczenia chorych na cukrzycę i choroby serca). Jeśli nagle podniesiono by wynagrodzenie minimalne do 15 dol. za godzinę, koszty fast-foodów wzrosłyby o 25 proc., a cena Big Maca o jednego dolara.

Jak wynika z danych Uniwersytetu Berkeley i Uniwersytetu Illnois, pracownicy restauracji i usług gastronomicznych otrzymują największą pomoc publiczną spośród wszystkich sektorów. Mianowicie, więcej niż połowa (52 proc.) rodzin, których członkowie pracują w fast-foodach, otrzymuje jakąś formę pomocy społecznej. Odsetek ten jest ponad dwa razy większy niż średnia dla pracowników wszystkich sektorów. Większość pomocy, którą otrzymują pracownicy fast-foodów od państwa, to ubezpieczenia zdrowotne (Medicaid i Children’s Health Insurance Program), warte 4 mld dol. Reszta programów pomocowych (bony żywnościowe, Earned Income Tax Credit, Temporary Assistance for Needy Families) odpowiadają za pozostałe 3 mld dol.

Spośród 3,9 mln pracowników fast-foodów w USA, większość jest zatrudniona przez sieć McDonald’s. Według danych Uniwersytetu Berkeley i Uniwersytetu Illnois od 2007 roku pracownicy tej sieci otrzymują około 1,2 mld dol. pomocy od państwa rocznie. 

Kolejna niespodzianka dotycząca pracowników fast-foodów jest taka, że nie są to już w większości nastolatkowie - dwie trzecie pracowników to dorośli, a ponad 25 proc. z nich ma własne dzieci.

W świetle powyższych danych nie mogę pojąć, dlaczego moi libertariańscy przyjaciele z jednej strony są przeciwko podniesieniu minimalnego wynagrodzenia, a z drugiej akceptują ogromną pomoc publiczną dla korporacji.

Jako osoba, której fast-foody nie są szczególnie bliskie (pracowałem w sieci McDonald’s w szkole średniej i trwało to niecały weekend) nie chcę przeznaczać moich podatków na wspieranie wielkich i dochodowych firm. Podniesienie wynagrodzenia minimalnego do poziomu 11,33 dol. za godzinę (poziom ubóstwa) skutecznie przesunęłoby koszt jedzenia tłustych frytek i przypalonych hamburgerów z podatników na klientów fast-foodów - czyli na tych, którzy koszt taki powinni ponosić. 

>>> Zobacz, ile wynosi średnie wynagrodzenie w Polsce